Do wywrócenia się promu Virgo Transport 8 doszło w nocy z soboty na niedzielę u południowych wybrzeży wyspy Borneo. Na Morzu Jawajskim panowały wtedy trudne warunki, a w jednostkę uderzały trzymetrowe fale. Według agencji informacyjnej Reuters na pokładzie promu znajdowało się ponad 230 osób. Ratownicy potwierdzili śmierć sześciu z nich, a 129 pasażerów pozostaje zaginionych.
Jednostka ostatecznie zatonęła, a we wtorek znajdowała się na głębokości około 30 metrów. W poniedziałek ratownicy nie mogli kontynuować akcji poszukiwawczej pod wodą z powodu złych warunków pogodowych - poinformował podczas konferencji prasowej Mohammad Syafii, szef indonezyjskiej agencji ratowniczej. Władze rozważają wyciągnięcie promu na powierzchnię.
Ucieczka w środku nocy
O tym, jak wyglądały ostatnie chwile promu, opowiadał agencji Reuters jeden z uratowanych członków załogi. Tuż przed katastrofą Rizky Apriansyah przebywał na górnym pokładzie promu. Około godziny 1 czasu lokalnego obudzili go współpracownicy, namawiając go, by szybko założył kamizelkę ratunkową. Gdy mężczyzna wybiegł z kabiny, jednostka była już niestabilna, a kolejne fale sprawiały, że przechylała się jeszcze bardziej.
- Kiedy wyszedłem przez drzwi, natychmiast wpadłem na reling statku. Trzymałem się go i przytuliłem moich przyjaciół, a potem porwały nas fale - opowiadał. Jak przekazał, całej grupie udało się chwycić butli z gazem, dzięki czemu utrzymali się na powierzchni. Reling to listwa biegnąca wzdłuż krawędzi pokładu jachtu.
- Przewrócenie się promu zajęło zaledwie kilka minut, nawet mniej niż 10 minut - powiedział Apriansyah, dodając, że grupa dryfowała przez około 10 godzin. Dopiero wtedy zauważył ich inny statek, który wciągnął rozbitków na pokład. Ocalony powiedział, że nie zamierza już nigdy więcej pracować na morzu. - Czułem się przytłoczony, wyczerpany, jakbym się dusił, i po prostu pogodziłem się z tym, co miało nadejść - powiedział.