"Dla pana burmistrza. Proszę się wywieźć samemu, gdyż nasze emerytki nie dadzą rady". Taczka z takim napisem pojawiła się na placu budowy przy ul. Kaczej w Krasnymstawie. Kończy się tam przebudowa drogi związana z powstaniem nieopodal nowej przeprawy mostowej na rzece Wieprz.
Mieszkańcy obawiają się, że w razie wylania rzeki lub nawet większych opadów deszczu ich domy znajdą się pod wodą. Bo o ile przed rozpoczęciem się inwestycji droga była usadowiona na równi z poziomem ich posesji, to teraz jezdnia została znacznie podniesiona.
W niecce razem z rzeką Wieprz
- Nasze posesje znalazły się więc w niecce razem z rzeką Wieprz. Już teraz, nawet przy niedawnych i dość niewielkich opadach, musieliśmy chodzić po swoich posesjach w kaloszach, bo stała woda - mówi Lidia Gałęzowska, jedna z mieszkanek ulicy Kaczej, które postawiły burmistrzowi taczkę.
Tłumaczy, że kolejną konsekwencją usadowienia jezdni tak wysoko w stosunku do posesji jest to, że powstały ostre spadki terenu, przez co zjazdy prowadzące na posesje mieszkańców są niefunkcjonalne.
- Jest tak stromo, że obawiam się postawić tam auto, bo samochód sam może zjechać i kogoś potrącić. Ten problem będzie jeszcze bardziej widoczny zimą przy śliskiej nawierzchni - zaznacza nasza rozmówczyni.
Mieszkanka: żartował, że będziemy mogli wywieźć go na taczce
Wspomina, że mieszkańcy już rok temu zwracali uwagę burmistrzowi, że jest za stromo.
- Przyjechali urzędnicy na czele z burmistrzem, który żartował, że jeśli inwestycja będzie nieprawidłowo zrealizowana, to mieszkańcy będą mogli go wywieźć na taczce. Dlatego właśnie postawiliśmy tę taczkę - opowiada.
Natomiast na przyklejonej do taczki kartce napisali o emerytkach, bo w przypadku trzech posesji zamieszkałych przez starsze panie, urząd miasta chce wręcz wejść na ich działki, żeby wykonać zjazdy z drogi.
- W przeciwnym razie inwestycja nie uzyska odbioru technicznego. Bo spadek terenu będzie większy niż 15 procent i nadzór budowlany nie pozwoli na aż tak ostry kąt nachylenia - mówi Gałęzowska.
Twierdzą, że burmistrz jest głuchy na ich postulaty
Jedną z mieszkanek wspomnianych trzech nieruchomości, na które chce wejść urząd miasta, jest Sylwia Bałabaj.
- Żadna z nas się na to nie zgadza. Chcemy, aby droga nie była usadowiona tak wysoko, jak zostało to teraz zrobione. Powtarzamy od samego początku, że z tym projektem jest coś nie tak, burmistrz jednak pozostaje na to głuchy - rozkłada ręce.
Projekt zgodny z normami
Burmistrz Daniel Miciuła, odpowiadając na nasze pytania, twierdzi, że dokumentacja projektowa dla inwestycji uzyskała wszystkie wymagane uzgodnienia i decyzje administracyjne.
"Parametry techniczne drogi, w tym wysokość nasypów oraz sposób wykonania zjazdów, zostały zaprojektowane zgodnie z obowiązującymi normami i wymaganiami dla dróg publicznych" - zaznacza.
Podkreśla też, że dla całej inwestycji zaprojektowano kompleksowy system odwodnienia.
"Wody opadowe z jezdni, chodników i ścieżki rowerowej będą odprowadzane poprzez wpusty uliczne do kanalizacji deszczowej oraz system odwodnienia w postaci rowów i przepustów" - informuje burmistrz.
Wystąpił o egzekucję
Zaznacza też, że skoro właściciele trzech posesji nie zgadzają się na wejście na ich teren, zmuszony był przekazać staroście wniosek o wszczęcie egzekucji.
"Zgodnie z dokumentacją kontraktową oraz decyzją wojewody o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej (ZRID), przedmiotowe nieruchomości zostały przewidziane do czasowego zajęcia na potrzeby realizacji robót, a decyzja ta stanowi podstawę prawną do ich zajęcia i prowadzenia robót, niezależnie od uzyskania zgody właścicieli nieruchomości" - zaznacza burmistrz.
Radny: nadmierna ingerencja we własność prywatną
Jak natomiast mówi nam radny opozycyjny Lucjan Wiąsiura, nie można tu tak naprawdę mówić o czasowym zajęciu części prywatnych posesji na potrzeby robót.
- Bo czasowe zajęcie już z samej definicji oznacza, że gdy skończą się prace, posesje zostaną doprowadzone do stanu pierwotnego. A tutaj tak się nie stanie. Powstanie bowiem trwała budowla. Po odbiorze technicznym inwestycji nikt nie będzie przecież rozbierał zjazdów wykonanych na działkach mieszkańców. To moim zdaniem nadmierna ingerencja we własność prywatną. Bo ktoś może na przykład zamiast wjazdu z kostki chcieć, aby w tym miejscu rosła trawa i ma do tego prawo - mówi radny.
Radny: woda będzie spływać po zjazdach
Zaznacza też, że owszem jezdnia, chodniki i ścieżka rowerowa mają system odprowadzania wód opadowych, ale woda będzie spływać po wyłożonych kostką stromych zjazdach i w ten sposób znajdzie drogę na posesje.
- To jest problem, z którym będą borykać się mieszkańcy - zaznacza Wiąsiura.
Burmistrz: nic złego się nie dzieje
Burmistrz podkreśla jednak, że na ulicy Kaczej nie dzieje się nic złego i nic nie wskazuje na możliwość zalewania posesji. Natomiast jeśli chodzi o zeszłoroczne spotkanie z mieszkańcami, twierdzi, że nie przypomina sobie, żeby żartował coś o taczce.
"Ale dziś mogę powiedzieć, że owszem, mogą mnie wywieźć na taczce, jeśli faktycznie będą zalewani przez tę inwestycję. Na ten moment nic takiego nie ma miejsca" - twierdzi.
Radny: to nie jest wydumany problem
Informuje też, że jest w kontakcie z wieloma mieszkańcami ulicy Kaczej, którzy nie zgłaszają żadnych problemów z inwestycją.
"Skarży się jedynie kilka mieszkanek i wokół ich aktywności (głównie w mediach społecznościowych) narósł ten problem, który jest problemem sztucznym i rozdmuchanym (a także dodatkowo podgrzewanym przez osoby trzecie)" - twierdzi.
Radny Wiąsiura komentuje, że nie słyszał, jakoby komukolwiek z mieszkańców 15 domów, które stoją przy ulicy, podobała się ta inwestycja.
- Niemniej faktem jest, że wysokość nasypu nie wszędzie jest równa (bo im dalej od mostu na Wieprzu, tym nasyp jest niższy), więc może są tacy mieszkańcy, którym aż tak to nie przeszkadza. Tak czy owak nie jest to jakiś wydumany problem. Groźba zalania domów jest realna - zaznacza radny.