23 lutego do dyżurnego policji w Pabianicach zadzwonił mężczyzna, który zauważył na jednej z posesji siedzącego w błocie psa. Pies na łańcuchu i nie był w stanie wejść od stojącej o kilka metrów do niego budy.
Policjanci na miejscu zastali zgłaszającego interwencję 56-letniego mężczyznę. Nie było właściciela posesji.
- Pies miał łapę zaplątaną o łańcuch, przez co nie mógł schronić się w budzie znajdującej się około sześciu metrów od niego. W pobliżu nie było również żadnej miski z pokarmem. Zwierzę było ubłocone. Starszy sierżant Damian Majda został przy nim, a w tym czasie młodszy aspirant Justyna Jurowska pojechała do sklepu. Dzielnicowa kupiła karmę i wodę. Policjanci nakarmili psa i odplątali owinięty wokół łapy łańcuch. Wezwali na miejsce patrol pabianickiej Straży Miejskiej i rozpoczęli poszukiwania właściciela posesji - informuje aspirant Agnieszka Jachimek z policji w Pabianicach.
Właściciel zmarł
O zdarzeniu został poinformowany też Powiatowy Inspektorat Weterynaryjny. - Niedługo po tym pod wskazanym adresem pojawiły się jego dwie pracownice. Kobiety obejrzały psa oraz kury i gołębie znajdujące się na posesji. Zgodnie z ich decyzją pies trafił do schroniska dla zwierząt w Pabianicach. Tam zostanie zbadany i poddany kwarantannie. Około 15-letni kundelek nie był wychudzony, ale przebywał w złych warunkach i nie miał właściwej opieki. Dzielnicowi ustalili, że właściciel posesji zmarł, a zwierząt miał codziennie doglądać znajomy jego brata - przekazuje policjantka.
Autorka/Autor: pk/gp
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: KPP w Pabianicach