"Rosło, rosło i się wylało". Będzie kolejne referendum w Polsce?

Łęczyca (woj. łódzkie)
Pełnomocnik grupy referendalnej Monika Buczyńska
Źródło wideo: Piotr Krysztofiak tvn24.pl
Źródło zdj. gł.: Piotr Krysztofiak tvn24.pl
Utracone zaufanie, kolesiostwo, brak dużych inwestycji, kulejąca polityka mieszkaniowa i brak atrakcji dla najmłodszych - to kilka z argumentów grupy referendalnej, która rozpoczęła zbiórkę podpisów i chce odwołania burmistrza Łęczycy Pawła Kuleszy. Włodarz miasta zapewnia, że Łęczyca się rozwija, a nie wszyscy muszą go lubić, bo "nie jest zupą pomidorową".

Łęczyca to nieduże miasto na północy województwa łódzkiego. Zamieszkuje ją niecałe 13 tysięcy ludzi. Jej burmistrzem drugą kadencję jest Paweł Kulesza z Koalicji Obywatelskiej. Już pod koniec maja grupa mieszkańców poinformowała, że będzie chciała doprowadzić do przeprowadzenia referendum. Wtedy jednak komisarz wyborczy w Łodzi odrzucił pierwsze zawiadomienie komitetu z powodu błędów formalnych. 9 czerwca procedura ruszyła jednak ponownie i komitet może legalnie zbierać podpisy. W wielu miejscach miasta pojawiły się banery, informacje pojawiają się też w mediach społecznościowych. Inicjatorzy zbierający podpisy pojawiają się też co kilka dni w różnych częściach Łęczycy.

Wjazd do Łęczycy do strony Piątku
Wjazd do Łęczycy do strony Piątku
Źródło zdjęcia: tvn24.pl

"Rosło, rosło i się wylało"

Głównymi zarzutami do włodarza Łęczycy stawianymi przez inicjatorów referendum są utracone zaufanie do Pawła Kuleszy, kolesiostwo, brak dużych inwestycji, kulejąca polityka mieszkaniowa i brak atrakcji dla najmłodszych.

Z pełnomocniczką grupy referendalnej Moniką Buczyńską spotykam się na rynku w Łęczycy. Już na początku zapewniła, że za inicjatywą nie stoi żadna partia polityczna, a zwykli mieszkańcy "z różnych grup społecznych".

- To wszystko rosło, rosło i się wylało. Stąd decyzja o zbieraniu tych podpisów i przeprowadzeniu referendum w Łęczycy - argumentowała.

- W ubiegłym roku pan Kulesza rozpoczął marsz nie w tę stronę, którą powinien. Na przykład pomysł likwidacji kuchni szkolnych, który ostatecznie upadł - opowiada. Na początku roku lokalne media informowały, że burmistrz Paweł Kulesza chce zlikwidować w szkołach kuchnie, a obiady miały być dowożone przez firmę kateringową. W ten sposób włodarz chciał zaoszczędzić. Po protestach - między innymi rodziców - wycofał się z tego pomysłu.

- Jak pan zauważył, mamy tu fontannę i byłam świadkiem, jak policja podjechała do dzieci, które się w niej kąpały. W Łęczycy nie mamy nawet kąpieliska, pan burmistrz wysyła nas do Uniejowa czy Ozorkowa, mówiąc, że to jest w pobliżu. To jest skandal - wylicza Buczyńska.

Wskazała też na sprzedaż kamienicy z działką w centrum miasta za 361 tysięcy złotych. Podkreślała też, że z włodarzem nie ma żadnego dialogu, nie było też szans na przeprowadzenie żadnych konsultacji społecznych. - Pan burmistrz teraz wzywa nas do dialogu, rozmów. Miał na to kupę lat, bo to jest jego druga kadencja i ludzie mają po prostu tego dość - dodała.

Przekazała, że do tej pory udało się zebrać około 600 podpisów. - Zakładamy, że uda nam się zebrać 1500 podpisów, żeby była górka, bo często się zdarza, że czegoś brakuje albo są jakieś wątpliwości - podsumowała.

Pełnomocniczka grupy referendalnej Monika Buczyńska
Pełnomocniczka grupy referendalnej Monika Buczyńska
Źródło zdjęcia: Piotr Krysztofiak tvn24.pl

Zdania podzielone

O zbieraniu podpisów, ewentualnym referendum i ocenie rządów obecnego burmistrza rozmawiałem z mieszkańcami w samym sercu miasta - na miejscowym rynku.

- Nie mam z nim do czynienia, ale ja bym go nie odwoływał, w zeszłym roku order mi dał na 50-lecie ślubu, niech sobie rządzi - mówi mi starszy mężczyzna, siedzący na ławce.

Dalej spotykam dwie kobiety, jedna szła z psem. - Ja się tym nie interesuję, ja też nie - słyszę na dzień dobry.

- Ja bym się nie podpisała, co to da, ile mu tam zostało, półtora roku? - dodaje. - Jakie półtora roku, jeszcze ze cztery lata - odpowiada druga z kobiet. - A to i tak nie robi różnicy, czy będzie ten, czy inny to i tak będzie to samo, ja nie będę się nigdzie podpisywała - skwitowała.

Dalej spotykam mężczyznę jadącego na rowerze. Pytam o zbierane podpisy i ewentualne referendum. - A kto jest teraz burmistrzem u nas, bo nie wiem nawet? - odpowiada. - Paweł Kulesza - odpowiadam. - To nie znam i jest mi to zupełnie obojętne - powiedział i wsiadł na rower i pojechał dalej.

Kolejną osobą była młoda kobieta z dzieckiem w wózku, sprawdzała coś w telefonie. Pytam o to samo, co jej poprzednika. - Ja już podpisałam się pod listą - odpowiedziała. - Dla mnie ważne jest, żeby coś się działo w tym mieście, a nie dzieje się nic. Dzieciaki latają samopas, nawet nie mają miejsca dla siebie - skwitowała.

- Czerwona kartka dla pana Kuleszy, doprosić się mieszkania nie mogę, na TBS mnie nie stać, naobiecywał, jak się do koryta chciał dostać, ale nic z tego nie realizuje, zamierzam się podpisać - powiedział mężczyzna przechodzący obok Urzędu Stanu Cywilnego.

Łęczyca (woj. łódzkie)
Łęczyca (woj. łódzkie)
Źródło zdjęcia: Piotr Krysztofiak tvn24.pl

"Będę protestował przeciwko metodzie i ludziom, którzy się za tym chowają"

Z burmistrzem Pawłem Kuleszą spotykam się w jego gabinecie. Podnoszę argumenty, które słyszałem od pełnomocniczki zbierania podpisów. Na dzień dobry słyszę, że się z nimi "absolutnie nie zgadza i że są krzywdzące i kłamliwe".

- Mają prawo nie lubić burmistrza, bo człowiek - powiem kolokwialnie - nie jest zupą pomidorową, natomiast powinniśmy się odnosić do zarzutów merytorycznie, a one bronią się same. Miasto jest w świetnej kondycji finansowej, rozwija się, jest przepiękne, jest czyste. Mamy wiele ofert dla młodzieży, ludzi w podeszłym wieku. Mamy kąpielisko, które jest problematyczne, dlatego że tworzymy je na zbiorniku, który niestety nie żyje cały rok, a to stwarza kolejne zagrożenia, nikogo do Ozorkowa czy Uniejowa nie wysyłam - powiedział burmistrz.

Wskazał, że sam korzysta ze sztucznych akwenów, i zachęcił łęczycan do jazdy do pobliskiej Topoli Królewskiej, gdzie nie tak dawno powstał basen. Zapewnił też, że miasto "jest na etapie przygotowania dokumentacji, która pozwoli wybudować łęczycki basen". Ma w tym pomóc rządowe dofinansowanie.

Zapewnił, że nie chciał likwidować szkolnych kuchni, ale chciał poprawić i usprawnić ich funkcjonowanie.

Dopytuję, czy nie boi się, że może podzielić losy byłego już prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego, którego mieszkańcy odwołali w referendum?

- Jestem samorządowcem od 30 lat, przeszedłem w tej działalności wszystkie szczeble - od zwykłego radnego, przez przewodniczącego, do drugiej kadencji burmistrza. Codziennie rozmawiam z ludźmi. Ludzie są oburzeni tym, co się dzieje. Ale poddam się każdemu rozwiązaniu, bo taka jest demokracja. Ubolewam tylko, że tworzymy pewne rozwiązania, które nie przystają do realiów, a stało się to trendem i modą ogólnokrajową, szczególnie nakierowaną do włodarzy o określonych sympatiach politycznych - odpowiedział Kulesza.

Dodał, że nie ma sobie nic do zarzucenia, nie zgadza się z inicjatorami przeprowadzenia referendum i nie boi się, że może zostać odwołany z funkcji. - To nie jest kwestia strachu, ja naprawdę już się wielu rzeczy nie boję, mam swoje lata. Natomiast będę protestował przeciwko metodzie i przeciwko ludziom, którzy się za tym chowają - podsumował.

Burmistrz Łęczycy Paweł Kulesza
Burmistrz Łęczycy Paweł Kulesza
Źródło zdjęcia: Piotr Krysztofiak tvn24.pl

Procedura w toku

Dyrektor Krajowego Biura Wyborczego w rozmowie z tvn24.pl potwierdziła przyjęcie powiadomienia o zamiarze wystąpienia z inicjatywą przeprowadzenia referendum odwoławczego burmistrza Łęczycy przed upływem kadencji.

- W tej chwili sytuacja wygląda tak, że zawiadomienie o zamiarze przeprowadzenia referendum wpłynęło 8 czerwca i czas na zbieranie podpisów i złożenie wniosku do komisarza wyborczego - inicjator ma na to 60 dni - czyli do 7 sierpnia może zbierać te podpisy. Wymagana liczba to dokładnie 1022 podpisy - czyli 10 procent uprawionych do głosowania mieszkańców - informuje nas dyrektor Delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Łodzi Anna Milewska.

I dodaje: - Komisarz na zbadanie wniosku i wydanie postanowienia ma 30 dni od złożenia wniosku, a następnie referendum przeprowadza się zgodnie z artykułem 26 ustęp 3 Kodeksu wyborczego w dzień wolny od pracy, najpóźniej w 50. dniu od dnia opublikowania postanowienia o przeprowadzeniu referendum.

Oznacza to, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem inicjatorów, to referendum w sprawie odwołania burmistrza Łęczycy mogłoby się odbyć późną jesienią.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: