Kuba Więcek to laureat licznych nagród, m.in. Paszportu Polityki czy Fryderyka. Jako jeden z najmłodszych muzyków w historii nagrał trzy albumy w ramach legendarnej serii Polish Jazz, prezentując je podczas koncertów na całym świecie - od Japonii po Stany Zjednoczone.
Spotkamy się po wydaniu przez Kubę dwóch płyt - Kino femina, wraz z raperem Kosma Królem, oraz wersji deluxe albumu Her Name Was Yumi, który nagrał ze swoim jazzowym zespołem Hoshii. Z tym również zespołem kontynuują nieprzerwanie od trzech lat projekt hoshii sessions, czyli nagrania występów na żywo w kolaboracji z różnymi artystami w okołojazzowych aranżacjach. Wspólnie z Hoshii w ramach tego projektu zagrali dotychczas m.in. Schafter, Paulina Przybysz, Kasia Lins czy Hubert.
Mateusz Przybysz: Skąd wziął się saksofon w twoim życiu? Czy był to świadomy wybór? To dość nieoczywisty instrument.
Kuba Więcek: Kiedy miałem siedem lat, mama wysłała mnie do szkoły muzycznej. Początkowo uczyłem się gry na wiolonczeli, ale okazało się, że to nie był instrument dla mnie. Postanowiliśmy zatem zmienić go na inny i padło na saksofon. Mimo że przez lata wciąż czułem, że to nie jest to, mama nie dawała mi wyboru i musiałem zostać w szkole muzycznej. Dopiero w wieku piętnastu, szesnastu lat uwierzyłem w saksofon i wtedy stał się całym moim życiem. Wcześniej był jedynie udręką i przeszkodą.