Rezygnacja po finale Eurowizji. W tle głosy na Polskę

Reprezentujący Mołdawię Satoshi podczas finału Eurowizji
Podekscytowani fani przybywają na wielki finał 70. Konkursu Piosenki Eurowizji
Źródło wideo: Reuters
Źródło zdj. gł.: PAP/EPA/HANNIBAL HANSCHKE
Szef mołdawskiej telewizji publicznej ogłosił w poniedziałek swoją dymisję. Decyzja jest pokłosiem głosowania mołdawskiego jury w sobotnim finale Eurowizji. Przyznało ono maksymalną liczbę punktów Polsce, zaś sąsiedniej Rumunii - zaledwie trzy punkty.

Oburzenie z powodu głosowania mołdawskiego jury wyraziły w mediach społecznościowych setki fanów konkursu. Jurorzy z Kiszyniowa w sobotnim finale przyznali sąsiedniej Rumunii zaledwie trzy punkty. Najwyżej ocenili Polskę, przyznając 12 punktów za występ Alicji Szemplińskiej.

- To była moja decyzja - tłumaczył swoją dymisję na konferencji prasowej Vlad Turcanu, dyrektor generalny Mołdawskiego Radia i Telewizji. - Zdystansowaliśmy się od głosowania jury, ale to wciąż nasza odpowiedzialność, przede wszystkim moja, jako szefa tej instytucji - dodał.

Eurowizja 2026. Oburzenie po głosowaniu w Mołdawii

Poza głosami jurorów w klasyfikacji końcowej Eurowizji brane są pod uwagę także głosy widzów. Ci z Mołdawii przyznali najwięcej punktów Rumunii reprezentowanej przez Alexandrę Capitanescu. Fanów konkursu oburzyło nie tylko mało punktów od jury dla tego kraju, ale także brak punktów dla Ukrainy - zwróciła uwagę agencja Reuters.

Niewielka liczba głosów dla sąsiedniej Rumunii poirytowała nie tylko mołdawskich fanów konkursu, ale również wpływowe postaci życia publicznego, w tym polityków. "Jedyne, co się liczy, to głosy zwykłych ludzi" - napisał na Facebooku były minister obrony Anatol Salaru. "To było głosowanie wśród braci. Reszta to nieistotne szczegóły" - dodał. Minister kultury Cristian Jardan zażądał wyjaśnień, odcinając się od udziału w organizacji transmisji Eurowizji.

Mołdawska prezenterka Margarita Druta, która ogłaszała punktację podczas finału Eurowizji, zamieściła w mediach społecznościowych nagranie. Przekazała w nim, że początkowo odmówiła przedstawienia wyników głosowania. - Wciąż się trzęsę i nie potrafię się z tym pogodzić - wyznała prezenterka, ubolewając nad małą liczbą punktów dla Rumunii.

Reprezentujący Mołdawię Satoshi zaapelował na Instagramie, by "nie podsycać nienawiści".

Reprezentujący Mołdawię Satoshi podczas finału Eurowizji
Reprezentujący Mołdawię Satoshi podczas finału Eurowizji
Źródło zdjęcia: PAP/EPA/HANNIBAL HANSCHKE

"Polska w centrum skandalu eurowizyjnego"

Sprawę opisały już zagraniczne media, m.in. brytyjski "The Independent" oraz izraelski "Jerusalem Post". Reuters przypomniał, że Mołdawia, która uzyskała niepodległość w 1991 roku, była kolejno częścią Rosji, Rumunii i ZSRR. "Z Rumunią łączą ją silne więzi językowe i kulturowe" - odnotowała agencja.

Kamil Całus, ekspert ds. Mołdawii i Rumunii z Ośrodka Studiów Wschodnich, pisze o "Polsce w centrum skandalu eurowizyjnego w Mołdawii". Jak zauważył na platformie X, Bukareszt i Kiszyniów "łączy wspólnota języka, historii, a nawet doświadczenie wspólnej państwowości". "W efekcie Mołdawianie tradycyjnie i masowo głosują w trakcie Eurowizji na swoich zachodnich sąsiadów, zaś Rumuni na 'braci zza Prutu'" - dodał Całus.

Tegoroczny Konkurs Piosenki Eurowizji wygrała Bułgaria, którą reprezentowała Dara z piosenką "Bangaranga". Drugie miejsce zajął Izrael, a trzecie - Rumunia. Na ósmym miejscu uplasowała się Mołdawia, która otrzymała 226 punktów - o 76 punktów więcej od Polski, która zajęła 12. miejsce.

Redagował AM

Źródło: Reuters, tvn24.pl
Czytaj także: