Reżyser, malarz, przyjaciel Nicholsona. Nowym filmem Skolimowski budzi skrajne emocje

Zwiastun filmu Jerzego Skolimowskiego "11 minut"
Zwiastun filmu Jerzego Skolimowskiego "11 minut"
Skopia Film
Jerzy SkolimowskiSkopia Film

Ma na końcie Złotą Palmę za najlepszy scenariusz, Nagrodę Specjalną Jury festiwalu w Wenecji, Złotego Niedźwiedzia i mnóstwo innych prestiżowych nagród. Choć mógł nakręcić w Hollywood film za siedmiocyfrowe honorarium, zrezygnował. Uznał, że nie chce "perfumować czegoś, co cuchnie". Wśród jego przyjaciół są Jack Nicholson i Milos Forman, z którym siedział w jednej ławce w praskiej szkole. Najnowszy film Jerzego Skolimowskiego "11 minut"- polski kandydat do przyszłorocznych Oscara - właśnie trafił do kin.

Choć należy do najbardziej znanych na świecie polskich filmowców, przeciętny polski widz o Jerzym Skolimowskim wie niewiele. Po części to "zasługa" samego artysty, który stroni od wywiadów, a ponad życie towarzyskie i obecność na środowiskowych bankietach ceni dom w mazurskiej głuszy i spokój. - Widocznie mam coś takiego w swojej naturze, że przedkładam samotność, co najwyżej dzieloną we dwoje, ponad życie w wielkim zbiorowisku ludzi - wyznał mi w wywiadzie przed kilku laty.

Na Mazurach, w środku lasu obok domu, który kupił po powrocie do kraju z kalifornijskiego Malibu, stoi też pracownia malarska, w której z trudem mieszczą się obrazy jego pędzla. Kilka z nich trafiło do kolekcji Jacka Nicholsona, z którym Skolimowski przyjaźni się od lat, inny kupił Denis Hopper. Jeden, wcześniej upatrzony, czeka na Helen Mirren. Mówi, że malarzem jest, a reżyserem bywa od czasu do czasu. Na szczęście dla wielbicieli jego twórczości, ostatnio dość regularnie.

Jego najnowszy film "11 minut", polski kandydat do przyszłorocznych Oscarów, właśnie trafił do kin.

Kadr z filmu "11 minut"Skopia Film

Buntownik z wyboru

Większość jego filmów jest mroczna, Skolimowski grzebie głęboko w naszych trzewiach, prowokuje, niepokoi. Mówi, że być może to wzięło się to z niełatwego dzieciństwa, które przypadło na czas wojny. Oboje rodzice zaangażowali się mocno w konspirację. - Ojciec należał do Związku Walki Zbrojnej i przyjął iście conradowską postawę, gdy jego siatka zaczęła wpadać. Nakłaniano go, by uciekł do lasu, on jednak robił swoje, bo uznał, że w ten sposób gestapo będzie przekonane, że ci, którzy wpadli, są niewinni. Gdyby rozwiązał siatkę, pewnie by ocalał. Zginął w komorze gazowej w obozie we Flossenbuergu. Scena z gazem w "Rękach do góry" to reminiscencja tamtych przeżyć - opowiadał podczas naszej rozmowy.

Mama kontynuowała działalność ojca po jego śmierci, więc nie mogła zajmować się małym Jerzym. Pamięta ponury czas, w jakimś domu dziecka. Po wojnie organizowała od nowa polskie szkolnictwo. Wybrano ją nawet na attaché kulturalnego w Pradze, gdzie pojechała wraz z synem. - Dzięki temu przez kilka lat żyliśmy w cywilizowanych warunkach - wspomina Skolimowski. - Oddała mnie do znakomitej szkoły z internatem w XVI-wiecznym zamku króla Jerzego z Podiebradów.

Szkolną ławkę dzielił z przyszłym pisarzem, działaczem antykomunistycznym, wreszcie prezydentem Czech Vaclavem Havlem, a szefem sypialni w internacie był starszy o 6 lat wybitny reżyser Milos Forman, twórca m.in. "Amadeusza". - Walił nas po pyskach za wszystko: za źle posłane łóżko czy za bałagan. Wymyślał pojedynki mające ćwiczyć silną wolę. To była wspaniała szkoła, w angielskim stylu. Wyszły z niej takie osobowości, że to mówi samo za siebie. Mieliśmy wiele praktycznych zajęć, świetne warunki do uprawiania sportu. Nieźle rysowałem i pomagałem Havlowi - opowiada Skolimowski.

Do Polski wrócił z mamą, gdy ta odmówiła wstąpienia do PZPR, więc odwołano ją z zajmowanego stanowiska. On także zawsze był niepokorny i chodził własnymi ścieżkami. Jeszcze przed szkołą filmową zdawał na ASP, ale nie dostał się. Wspomina: "To były lata 50. i na egzaminach należało namalować agitki. A ja postanowiłem sobie z tego zażartować. I doigrałem się." Oficjalna wersja brzmiała, że nie dostał się "z braku talentu".

Tadeusz Łomnicki w "Niewinnych czarodziejach", których współautorem scenariusza był Skolimowskimaterały prasowe

Ukończył więc etnografię na Uniwersytecie Warszawskim, ale zdążył też napisać (wspólnie z Jerzym Andrzejewskim) scenariusz do "Niewinnych czarodziejów" Wajdy, gdzie pojawił się także w epizodycznej roli boksera. Wkrótce - wraz z Romanem Polańskim – zasłynął jako współscenarzysta słynnego "Noża w wodzie". Był już wówczas studentem łódzkiej "Filmówki", debiutował też jako poeta w "Nowej Kulturze".

Trawka, plaża w Cannes i Nicholson

W 1964 roku Skolimowski zadebiutował jako reżyser filmem "Rysopis" z Elżbietą Czyżewską, swoją późniejszą żoną. I od razu zdobył nagrodę za reżyserię na festiwalu w Arnhem. Film uchodzi za oryginalny manifest światopoglądowy pokolenia Polaków, które wchodziło w dorosłe życie w połowie lat 60. W kolejnych latach wyreżyserował: "Walkower" z ponownym udziałem Czyżewskiej (Nagroda im. Andrzeja Munka) i "Barierę" z Janem Nowickim i Tadeuszem Łomnickim (Nagroda Specjalna Jury MFF w Valladolid).

Z "Walkowerem" trafił na festiwal do Cannes. Tam poznał Jacka Nicholsona, wówczas jeszcze zupełnie nieznanego widowni.

- On pokazywał swoje pierwsze filmy na uboczu, ja miałem "Walkower” w prestiżowej sekcji. Jackowi film bardzo się podobał, włóczyliśmy się po canneńskiej plaży, popalając trawę, co sprzyjało zacieśnianiu więzów. A potem wprost z Cannes udałem się na festiwal do Pezzaro, mimo iż nasze Ministerstwo Kultury kazało mi wracać. Jechałem w wagonie 3 klasy pociągiem, bez grosza. Pieniądze na bilet zdobyłem, sprzedając parę butelek wódki, jakie ze sobą miałem. Gdy wysiadłem w Pezzaro, dźwigając 10 pudeł taśm, ujrzałem Jacka, który gramolił się z sąsiedniego wagonu z własnymi taśmami. Obaj byliśmy goli. Mimo to spędziliśmy wspólnie kolejne 10 dni – stąd wzięła się trwająca do dziś przyjaźń. Jesteśmy w tym samym wieku, mamy podobne poczucie humoru. Świetnie się rozumiemy - mówił o tej relacji Skolimowski.

Jack Nicholson w filmie "Marsjanie atakują", w którym zagrał też Jerzy Skolimowskimateriały prasowe

Choć przyjaźń obu filmowców trwa od lat, w pracy na planie spotkali się dopiero przy okazji czarnej komedii Tima Burtona "Marsjanie atakują" w 1996 r., w której Skolimowski, często pracujący też jako aktor, pojawił się, jak mówi, głównie dla Jacka, który grał główną rolę - prezydenta James Dale'a. Wcześniej panowie planowali też wspólnie zrobić "Zwycięstwo" wg powieści Conrada. - Jack miał grać główną rolę. Nawet pracowaliśmy nad pomysłem w jego domu w Aspen. Mieliśmy świetny tekst, ale nie byliśmy w stanie wywalczyć praw autorskich - zdradził Skolimowski.

Podwójne oczy Stalina

Na razie mamy jednak końcówkę lat 60. Młody, choć już dobrze znany reżyser kręci głośne "Ręce do góry" z Łomnickim i Kobielą (1967), film, o którym dziś mówi, że miał mu "zdemolować życie".

Psychodrama z doby stalinizmu i zarazem swoisty manifest polityczny naszpikowany metaforami i autobiograficznymi wątkami trafił na 14 lat na półkę. Szczytem wszystkiego była scena, w której - przygotowując plakat przedstawiający gigantyczną podobiznę Stalina - studenci montują przez pomyłkę dwie pary oczu. Dopiero w 1980 r. Skolimowski dokręcił do niego na barwnej taśmie prolog mocno różniący się od reszty filmu, poruszający kwestię poczucia krzywdy. Odebrał wtedy nagrodę dziennikarzy na FPFF w Gdyni i wyróżnienie na MFF w Barcelonie.

- Próbowałem zawalczyć o niego - opowiadał reżyser. - Poszedłem do Zenona Kliszki, który był numerem 2 w Polsce, zaraz po Gomułce, i z butą oznajmiłem, że jeśli film nie wejdzie na ekrany, nie widzę miejsca dla siebie w tej kinematografii. A Kliszko na to: "szczęśliwej drogi". I wyszedł. Następnego dnia przysłano mi do domu paszport, co było ewenementem. Wypchnięto mnie po prostu z kraju. Zrozumiałem, że nie zrobię już w Polsce filmu - mówił.

Był rok 1969, gdy Jerzy Skolimowski wyjechał z Polski na długie lata.

Plakat promujący "Ręce do góry"mat.prasowe

Od Złotego Niedźwiedzia po klęskę "Ferdydurke"

Dwa filmy Skolimowskiego nakręcone w pierwszych latach jego pobytu za granicą - pierwszy "Start", który przyniósł twórcy Złotego Niedźwiedzia w Berlinie, i drugi "Na samym dnie" - wyznaczyły jego nową drogę. Uwolniony od politycznego bicza, z czasem musiał jednak podporządkować się innemu biczowi - rynkowemu, tj. producentom, dbającym o komercyjny charakter dzieła. Z tym, jak sam przyznaje, od początku miał problemy. Za to zawsze świetnie czuł się w kameralnych, intymnych produkcjach. W 1982 r. nakręcił w brytyjsko-niemieckiej koprodukcji "Fuchę", opowieść z Jeremym Ironsem w głównej roli, dla której inspiracją były wydarzenia z okresu stanu wojennego. Miał już wówczas status wybitnego, nietuzinkowego filmowca.

W Ameryce mógł nakręcić film za gigantyczne, siedmiocyfrowe honorarium, który ustawiłby go na długie lata. - Był to najbardziej komercyjny projekt, jakiego dotknąłem. Choć powstawał w oparciu o mierną literaturę klasy C, temat był ciekawy. Historia dotyczyła morderstwa na tle seksualnym, na przełomie XIX i XX wieku. Pomyślałem, że gdy wprowadzę postaci Freuda i Junga, choć nie ma ich w książce, i utopię to w psychoanalitycznym sosie, to wyjdzie w miarę artystyczny film. Byłem gotów do pracy. Wszystko zapowiadało się świetnie, była znakomita obsada: będący wtedy u szczytu sławy Gary Oldman, Kelly McGillis… Ale po dwóch miesiącach uświadomiłem sobie, że wziąłem na warsztat coś, co cuchnie i próbuję to wyperfumować. Wróciłem do Kalifornii i oświadczyłem agentowi, że zwracam zainkasowaną zaliczkę - opowiadał.

Beata Tyszkiewicz w adaptacji "Ferdydurke" Jerzego Skolimowskiegomaterały prasowe

Na taki gest zdobyłoby się zapewne niewielu reżyserów. Skolimowski oświadczył, że jeśli ma adaptować literaturę, to z wysokiej półki. Wtedy usłyszał, że mamy w Polsce przecież wybitnych pisarzy - np. Gombrowicza i Schulza. Tak w 1991 r. powstał pomysł ekranizacji "Ferdydurke" Gombrowicza, zrealizowany we francusko-brytyjsko-polskiej koprodukcji, o którym po latach Skolimowski powiedział, że "jego główną wadą było to, że Gombrowicz okazał się nieprzetłumaczalny".

Zawsze niezwykle krytyczny wobec własnej twórczości, uznał go za porażkę tak dotkliwą, że zamilkł na siedemnaście lat jako reżyser. W tym czasie pracował jako aktor, zarówno w polskich jak i amerykańskich filmach (choćby w "Los Angeles bez mapy", w "Operacji samum" a w 2012 r. wielkim hicie z Robertem Downeyem jr "Avengers"). No i dużo malował.

Od samotni po "Essential Killing"

W zorganizowaniu pierwszej wystawy w 1996 roku w Weber Gallery w Turynie pomógł mu Julian Schnabel (znany amerykański malarz i wybitny reżyser,m.in. twórca filmu "Motyl i skafander"). - Zorganizował mi wernisaż i choć uważałem to za szaleńczy pomysł, dałem, co miałem najlepsze. Wszystko zostało sprzedane, odniosłem sukces, jakiego się nie spodziewałem. Uznałem więc, że mogę zająć się malowaniem na serio. Miałem szereg wystaw na obu półkulach, sporo prac sprzedałem. Krytycy pisali o moich wystawach pochlebne teksty, nabrałem pewności siebie" – opowiadal Skolimowski.

Kinga Preiss w "Czterech nocach z Anną"materiały prasowe

W tym czasie mieszkał w Kaliforni, w Malibu, w domu zawieszonym na skale nad oceanem, gdzie - jak wspomina - czuł się szczęśliwy z dala od tłumów. "O ile reżyserowanie przypomina pracę w straży pożarnej, to malowanie, gdzie obcuje się sam na sam z płótnem, jest pobytem w samotni. I całkiem inaczej niż w przypadku filmu, unika się kompromisów"- mówił podczas naszej rozmowy.

Po powrocie do Polski również zaszył się wraz z życiową partnerką w mazurskim lesie. Tam właśnie po 17 letniej przerwie, w 2008 r. powstał scenariusz filmu "Cztery noce z Anną". Filmu, który zaczyna się jak klasyczny thriller, by stać się zgoła czym innym. Skolimowski nazywa go filmem o miłości. Otrzymał Polskiego Orła za najlepszą reżyserię, ale wciąż nie wiedział jeszcze, czy wróci na dobre do robienia filmów.

Vincent Gallo w "Essential KIlling" Skolimowskiegomaterały prasowe

Dwa lata później powstał "Essential Killing". 72 letni Skolimowski napisał scenariusz w kilkanaście dni, zainspirowany prasowymi doniesieniami o tajnych więzieniach CIA na terenie Polski. Opowiada o afgańskim więźniu, który ucieka z tajnego amerykańskiego więzienia CIA umiejscowionego gdzieś w środkowej Europie i toczy dramatyczną walkę o przetrwanie. Film z Vincentem Gallo w głównej roli, opowiadający o wielkiej woli przetrwania, tkwiącej w każdym z nas, okazał się objawieniem Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji, a przewodniczący pracom jury Quentin Tarantino zachwycał się tym "kinem w stanie czystym". Reżyser otrzymał nagrodę Nagrodę Specjalną Jury.

Także na festiwalu w Gdyni "Essential Killing" było jednym z największych zwycięzców, wygrywając Złote Lwy dla najlepszego filmu i reżysera. Wielki powrót polskiego filmowca został przypieczętowany.

"11 minut" - wielkie czy wtórne kino?

Jerzy Skolimowski nie należy do artystów, którzy tworzą w atmosferze podsycania zainteresowania jego kolejnym dziełem. Wręcz przeciwnie, zwykle nie wiemy o jego obrazach niemal nic, do samego końca.

Tak było również w przypadku będących koprodukcją (polsko-irlandzką) "11 minut". Swoją premierę film miał podczas tegorocznego festiwalu w Wenecji i jak chyba żaden dotąd obraz Skolimowskiego, wywołał skrajnie różne emocje. Od zachwytu po odrzucenie.

Kadr z filmu Jerzego Skolimowskiego "11 minut"Kino Świat

"To najlepszy apokaliptyczny finał filmowy od czasu 'Zabriskie Point' Antonioniego" - entuzjastycznie oceniał włoskich krytyk. "Piorunujący thriller w rytmie rapu" - podsumowywał inny. We Włoszech jedynie "Corriere della Sera" oceniało, że "widzowi z trudem przychodzi zrozumienie sensu całości". O wiele chłodniejsze były recenzje zza oceanu - krytycy "Variety" i "The Hollywood Reporter" pisali o "pozerstwie, przykrytym sporą dawką adrenaliny", chwaląc jedynie świetny montaż Agnieszki Glińskiej. Podobnie obraz przyjęto na gdyńskim festiwalu gdzie entuzjastyczne oceny przeplatały się z krytycznymi.

"11 minut" to obraz katastroficzny, który reżyser nazywa najbardziej osobistym, gdyż miał mu pomóc odreagować śmierć syna. Kilka równolegle prowadzonych wątków - zazdrosnego męża i jego żony aktorki, sprzedawcy hot dogów, nastolatka, pary zakonnic i jeszcze kilku bohaterów, połączy dramatyczny finał. Celowo zostały naszkicowane dość pobieżnie, w efekcie jednak właśnie dlatego, trudno nam przejąć się losami bohaterów. Zupełnie inaczej niż w dwóch poprzednich filmach Skolimowskiego. Atutem obrazu jest za to sposób, w jaki reżyser buduje napięcie, które narasta konsekwentnie, aż do kulminacyjnego momentu.

Niemal wszystko w tym filmie ma i admiratorów i przeciwników. Komplementy pierwszych dotyczące efektownej formy, giną w obliczu zarzutów tych drugich o intelektualnej pustce i przeładowaniu symboliką.

Mimo tych skrajnych ocen jurorzy na festiwalu w Gdyni docenili obraz Skolimowskiego, przyznając mu Nagrodę Specjalną Jury "za oryginalność koncepcji artystycznej", co znów wywołało dość burzliwą dyskusję. Krytycy filmu zarzucali mu bowiem od początku właśnie brak oryginalności. Po wycofaniu się z rywalizacji o tytuł polskiego kandydata do przyszłorocznych Oscarów zdobywczyni Złotych Lwów Małgosi Szumowskiej z filmem "Body/Ciało," to właśnie "11 minut" jest polskim reprezentantem. Nie bez znaczenia jest też fakt, iż Skolimowski należy do niewielu polskich filmowców, których twórczość znana jest i ceniona zarówno w Europie, jak i w Ameryce.

Czy to dobry wybór, okaże się jeszcze w br., gdy członkowie Akademii ogłoszą tzw. krótką listę 9 tytułów, które będą mogły powalczyć o złotą statuetkę.

Autor: Justyna Kobus / Źródło: tvn24.pl

Pozostałe wiadomości

- Myślę, że Wołodymyr Zełenski powinien być troszkę bardziej wdzięczny - odpowiedział Donald Trump, pytany, czego potrzebowałby od prezydenta Ukrainy, aby powrócić do rozmów na temat umowy o minerałach. Dopytywany, czy porozumienie upadło, odparł, że "nie sądzi", ale więcej powie o tym we wtorek. Prezydent USA po raz kolejny powielił też nieprawdziwe informacje na temat wysokości kwoty, jaką Stany Zjednoczone wsparły Ukrainę.

Trump o tym, czego oczekiwałby od Zełenskiego

Trump o tym, czego oczekiwałby od Zełenskiego

Aktualizacja:
Źródło:
PAP, BBC, tvn24.pl, AP

Papież Franciszek miał dwa epizody ostrej niewydolności oddechowej i wymagał nieinwazyjnej, mechanicznej wentylacji - przekazał w poniedziałek wieczorem Watykan.

Watykan o stanie papieża Franciszka. "Dwa epizody ostrej niewydolności oddechowej"

Watykan o stanie papieża Franciszka. "Dwa epizody ostrej niewydolności oddechowej"

Źródło:
Reuters, PAP

- Trudno wytłumaczyć to inaczej niż kampanią wyborczą - komentują rządzący. Po dyplomatycznej kłótni w Białym Domu polska opozycja frontalnie atakuje prezydenta Ukrainy, nie przebierając w słowach. To wygląda, jakby PiS ścigało się z Konfederacją na antyukraińskość.

Politycy PiS po kłótni w Białym Domu atakują Zełenskiego. "Obrzydliwa zmiana kierunku"

Politycy PiS po kłótni w Białym Domu atakują Zełenskiego. "Obrzydliwa zmiana kierunku"

Źródło:
Fakty TVN

Do tej pory dobra wola kierowana była w stronę sojuszników z Europy i to właśnie amerykański wywiad ostrzegał przed rosyjskimi przesyłkami, które miały eksplodować na europejskich lotniskach. Teraz nawet nie będzie miał o nich wiedzy. Decyzję podjął w ubiegłym tygodniu amerykański sekretarz obrony. To niejedyny gest dobrej woli w kierunku Putina. Prasa pisze też o ruchach wokół odbudowy Nord Stream 2.

"To bandyta, który rozumie jedną rzecz: siłę". Demokraci ostrzegają Trumpa

"To bandyta, który rozumie jedną rzecz: siłę". Demokraci ostrzegają Trumpa

Źródło:
Fakty o Świecie TVN24 BiS

- Mamy plany na wypadek nałożenia ceł przez USA i prezydenta Donalda Trumpa - podkreśliła prezydentka Meksyku Claudia Sheinbaum. Waszyngton zapowiedział, że cła mają zostać wprowadzone we wtorek.

"Jakakolwiek będzie ta decyzja, my podejmiemy własne"

"Jakakolwiek będzie ta decyzja, my podejmiemy własne"

Źródło:
PAP

Słowacki premier zagroził zablokowaniem czwartkowego szczytu Unii Europejskiej w sprawie pomocy finansowej i wojskowej dla Ukrainy. Robert Fico domaga się, by Wspólnota poparła jego żądania przywrócenia przez Kijów tranzytu gazu przez terytorium Ukrainy. Odrzucił też uczestnictwo Bratysławy w dozbrajaniu atakowanego przez Rosję kraju.

Fico grozi zablokowaniem szczytu w sprawie pomocy dla Ukrainy. I stawia żądania

Fico grozi zablokowaniem szczytu w sprawie pomocy dla Ukrainy. I stawia żądania

Źródło:
PAP, Hospodárske noviny

- Kiedy zaczynała się wojna, to rząd Prawa i Sprawiedliwości zachował się tak, jak powinien się zachować polski rząd - mówił wicemarszałek Senatu Michał Kamiński (PSL-Trzecia Droga). - Tak należało wówczas robić i tak należy oczywiście robić także i teraz - ocenił pomoc Polski dla Ukrainy poseł PiS Marcin Przydacz.

W tej sprawie "nie ma sporów" między obecnym i poprzednim rządem

W tej sprawie "nie ma sporów" między obecnym i poprzednim rządem

Źródło:
TVN24

- Producenci aut będą mieli więcej czasu na spełnienie europejskich celów dotyczących norm emisji CO2 - zapowiedziała szefowa Komisji Europejskiej (KE) Ursula von der Leyen.

Co z unijną rewolucją? Zapowiedź Brukseli

Co z unijną rewolucją? Zapowiedź Brukseli

Źródło:
PAP

Dwa autobusy zderzyły się w poniedziałek w centrum Barcelony. Ponad 50 osób zostało rannych. Cztery z nich są w stanie krytycznym i trafiły do szpitala. Na miejsce zdarzenia skierowano 19 karetek pogotowia, wozy policyjne i strażackie oraz zespoły psychologów.

Zderzenie dwóch autobusów w Barcelonie. Dziesiątki rannych

Zderzenie dwóch autobusów w Barcelonie. Dziesiątki rannych

Źródło:
PAP

Osoby, które złożyły wniosek o wcześniejszą emeryturę przed 6 czerwca 2012 roku, a prawo do świadczenia uzyskały po roku 2012, będą mogły ponownie przeliczyć wysokość emerytury - wynika z założeń projektu resortu rodziny, który znalazł się w wykazie prac rządu. Zmiany mogą objąć około 200 tysięcy Polaków.

Zmiany dla tysięcy emerytów. Nowe plany rządu

Zmiany dla tysięcy emerytów. Nowe plany rządu

Źródło:
PAP

20-latek podejrzany o próbę zgwałcenia 13-latki w Rabce-Zdroju trafi do tymczasowego aresztu. Sąd rozpatrzył zażalenie prokuratury na wcześniejszą decyzję sądu, który zgodził się, by podejrzany wyszedł na wolność po wpłaceniu 50 tysięcy złotych poręczenia majątkowego. 20-latkowi grozi nawet dożywocie.

Podejrzany o próbę zgwałcenia 13-latki trafi jednak do aresztu

Podejrzany o próbę zgwałcenia 13-latki trafi jednak do aresztu

Źródło:
PAP / tvn24.pl

W wieku 88 lat zmarł James Harrison, dawca krwi z Australii, który pomógł ocalić życie nawet 2,4 miliona dzieci. Mężczyzna zyskał sławę za sprawą swojej unikalnej krwi, pozwalającej na produkcję szczepionek zapobiegających konfliktowi serologicznemu u noworodków. Informację o śmierci Harrisona przekazała jego rodzina.

Nie żyje "człowiek ze złotym ramieniem", jego krew uratowała 2,4 miliona dzieci

Nie żyje "człowiek ze złotym ramieniem", jego krew uratowała 2,4 miliona dzieci

Źródło:
BBC, tvn24.pl

Z audi wysiadł pasażer, podszedł do kierowcy innego auta i zaczął się z nim bić. Nagranie ze zdarzenia na drodze wojewódzkiej trafiło do sieci. - Niestety, to sołtys, jest mi niezmiernie przykro. Ofiary też są mieszkańcami naszej gminy, wyraziłem pełne wsparcie dla poszkodowanych i zdecydowanie potępienie zachowania pana sołtysa - mówi portalowi tvn24.pl Robert Zieliński, wójt gminy Sztutowo. Zapowiada też dalsze kroki wobec sołtysa. Władze gminy wydały w tej sprawie oświadczenie.

Agresja i bójka na drodze. "Niestety, to sołtys"

Agresja i bójka na drodze. "Niestety, to sołtys"

Źródło:
TVN24

Samochód wjechał w tłum ludzi w centrum Mannheim w zachodniej części Niemiec. Nie żyją co najmniej dwie osoby, jest wielu rannych. Podejrzany został ujęty, to obywatel Niemiec. Nie jest jasne, czy zdarzenie w Mannheim było nieszczęśliwym wypadkiem czy aktem terroru. "Po raz kolejny opłakujemy Mannheim, po raz kolejny opłakujemy rodziny ofiar bezsensownego aktu przemocy" - napisał na X kanclerz Olaf Scholz.

Samochód wjechał w tłum ludzi. "Kolejny raz opłakujemy Mannheim"

Samochód wjechał w tłum ludzi. "Kolejny raz opłakujemy Mannheim"

Aktualizacja:
Źródło:
Reuters, "Bild", PAP

Dziennikarz, który pytał prezydenta Ukrainy o brak garnituru, pojawił się w Białym Domu niedawno, gdy administracja Donalda Trumpa zaczęła sama decydować, kogo wpuszcza na wydarzenia z prezydentem. To Brian Glenn, pracujący dla znanej z rozpowszechniania teorii spiskowych stacji Real America Voice. Jak oceniają media, pytanie zadane przez Glenna było "ciosem poniżej pasa" wobec prezydenta Ukrainy, które "zmieniło nastrój" spotkania w Gabinecie Owalnym.

"Pan posiada garnitur?". Kim jest dziennikarz, który zadał Zełenskiemu "cios poniżej pasa"

"Pan posiada garnitur?". Kim jest dziennikarz, który zadał Zełenskiemu "cios poniżej pasa"

Źródło:
Reuters, The New York Times, The Telegraph, PAP, BBC, tvn24.pl

Większość Amerykanów negatywnie ocenia działania Donalda Trumpa jako prezydenta i uważa, że wskutek jego polityki kraj zmierza w złym kierunku. Większość ankietowanych jest też zdania, że głowa państwa nie poświęca wystarczającej uwagi "najbardziej palącym problemom kraju" - wskazują wyniki najnowszego sondażu, przeprowadzonego na zlecenie CNN.  

Amerykanie ocenili pierwsze tygodnie prezydentury Trumpa. Sondaż

Amerykanie ocenili pierwsze tygodnie prezydentury Trumpa. Sondaż

Źródło:
CNN

Prokuratura wszczęła śledztwo dotyczące podejrzenia, że prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz mógł popełnić tak zwaną zbrodnię VAT - wynika z nieoficjalnych informacji tvn24.pl. W śledztwie nadzorowanym przez Prokuraturę Regionalną w Gdańsku weźmie udział Krajowa Administracja Skarbowa, a także Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Rusza śledztwo dotyczące zbrodni VAT-owskiej w Polskim Komitecie Olimpijskim

Rusza śledztwo dotyczące zbrodni VAT-owskiej w Polskim Komitecie Olimpijskim

Źródło:
tvn24.pl

Zachowanie innych kierowców nie przyczyniło się do śmieci mężczyzny, który zginął natychmiast po uderzeniu w bariery energochłonne, przez co nie może tu być mowy o rozpatrywanie tego zdarzenia pod kątem przestępstwa nieudzielenia pomocy - tak prokuratura tłumaczy umorzenie śledztwa w sprawie śmiertelnego wypadku motocyklisty na obwodnicy Zambrowa (Podlaskie). W czasie gdy doszło do tego zdarzenia, drogą przejeżdżali była I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf i jej mąż, były prezes Trybunału Konstytucyjnego Bohdan Zdziennicki.

Zginął motocyklista. Obok przejeżdżali była prezes Sądu Najwyższego i jej mąż. Koniec śledztwa

Zginął motocyklista. Obok przejeżdżali była prezes Sądu Najwyższego i jej mąż. Koniec śledztwa

Źródło:
PAP

Działacze studenccy w Irlandii mówią o "alarmującym wzroście" liczby ofert wynajmu mieszkań w zamian za seks i apelują do władz o pilne działania. Zielona Wyspa pozostaje popularnym kierunkiem wśród zagranicznych studentów, a jednocześnie mierzy się z kryzysem braku nieruchomości, podaje brytyjska Sky News.

Mieszkanie za seks. "Alarmujący wzrost" ofert wynajmu

Mieszkanie za seks. "Alarmujący wzrost" ofert wynajmu

Źródło:
Sky News

W Trójmieście około dwukrotnie wzrosła w ofercie deweloperów liczba mieszkań z ceną ponad 20 tysięcy złotych za metr kwadratowy - wynika z danych portalu Rynekpierwotny. Podano również dane dotyczące cen nowych lokali w największych miastach Polski.

20 tysięcy złotych za metr. W tym mieście podwoiła się liczba ofert

20 tysięcy złotych za metr. W tym mieście podwoiła się liczba ofert

Źródło:
PAP
Przekraczają granicę i znikają. Co się stało z tymi dziećmi?

Przekraczają granicę i znikają. Co się stało z tymi dziećmi?

Źródło:
tvn24.pl
Premium
Gotowość do wyjazdu to jeszcze nie udział w wojnie. "To jest mądrość tych rządów"

Gotowość do wyjazdu to jeszcze nie udział w wojnie. "To jest mądrość tych rządów"

Źródło:
tvn24.pl
Premium

Oscary 2025 za nami. "Anora" łącznie otrzymała aż pięć Nagród Akademii. Została najlepszym filmem, jeden z jego producentów - Sean Baker - wygrał także w kategoriach: najlepsza reżyseria, najlepszy scenariusz oryginalny oraz najlepszy montaż, a gwiazda produkcji Mikey Madison otrzymała Oscara dla najlepszej aktorki.

Oscary 2025. "Anora" wielkim zwycięzcą

Oscary 2025. "Anora" wielkim zwycięzcą

Źródło:
tvn24.pl