Decyzja, która zapadła we wtorek przed Sądem Apelacyjnym w Krakowie, jest prawomocna. - Wyrok potwierdził sprawstwo oskarżonego, natomiast sąd uznał, że kara dożywotniego pozbawienia wolności jest karą nadmiernie surową i karą adekwatną do stopnia winy oskarżonego jest kara 25 lat pozbawienia wolności - mówił po rozprawie Tomasz Szymański, rzecznik prasowy Sądu Apelacyjnego w Krakowie.
Z kolei Paweł Bandura z Prokuratury Rejonowej w Oświęcimiu, zapowiedział, że prokuratura zwróci się o pisemne uzasadnienie wyroku i na tej podstawie podejmie decyzję dotyczącą dalszych kroków.
W apelacji obrona Ingebrigta G. domagała się uniewinnienia od zarzutu uprowadzenia dziecka, a w części dotyczącej zabójstwa - o uchylenie wyroku i ponowne rozpatrzenie sprawy. Adwokat wnioskował także o przeprowadzenie dodatkowych dowodów.
Prokuratura nie odwoływała się od decyzji sądu pierwszej instancji, a w trakcie postępowania apelacyjnego zawnioskowała o utrzymanie kary wymierzonej przez sąd okręgowy.
Wyrok dla Norwega
Proces pierwszej instancji rozpoczął się w grudniu 2023 roku i toczył z wyłączeniem jawności. Mężczyźnie groziło do 25 lat więzienia lub dożywocie.
Martwą 26-latkę na początku listopada 2022 roku znalazł w mieszkaniu w Oświęcimiu jej ojciec. Na miejscu nie było jej kilkuletniej córki oraz ojca dziewczynki - Ingebrigta G. Policja rozpoczęła pościg za mężczyzną. Został wydany Child Alert.
Po kilku godzinach Norwega zatrzymali duńscy funkcjonariusze na autostradzie w Kopenhadze. Na tylnym siedzeniu samochodu była pięcioletnia Mia.
Wyniki sekcji zwłok potwierdziły, że 26-latka z Oświęcimia zmarła w wyniku ran i wykrwawienia. Mia, decyzją sądu, trafiła pod opiekę swojego dziadka.
Ekstradycja do Polski
21 grudnia 2022 roku sąd rejonowy w Kopenhadze zgodził się na ekstradycję do Polski Norwega. Stało się to 29 grudnia. 3 stycznia 2023 roku w prokuraturze w Oświęcimiu mężczyzna usłyszał zarzuty zabójstwa i uprowadzenia dziewczynki. Złożył obszerne wyjaśnienia.
Akt oskarżenia prokuratura skierowała do sądu w sierpniu 2023 roku.
Prokuratura nie ujawniła wówczas okoliczności, w jakich doszło do przestępstwa. Prokurator Bartosz Janiszewski podczas pierwszej rozprawy zaznaczył, że "nie jest w stanie powiedzieć, co kierowało oskarżonym", natomiast głównym tłem zdarzenia były "relacje osobiste, jakie panowały w przeszłości i bezpośrednio przed zdarzeniem między oskarżonym a pokrzywdzoną".