TVN24 | Katowice

Wstrząs w Zofiówce. JSW: odebraliśmy sygnały z lamp górników, pracujemy, żeby ratownicy mogli tam wejść 

TVN24 | Katowice

Aktualizacja:
Autor:
MAK//rzw
Źródło:
TVN24/PAP
JSW: odebraliśmy 4 sygnały z lamp górników, pracujemy, żeby ratownicy mogli tam wejść
JSW: odebraliśmy 4 sygnały z lamp górników, pracujemy, żeby ratownicy mogli tam wejść TVN24
wideo 2/9
TVN24JSW: odebraliśmy 4 sygnały z lamp górników, pracujemy, żeby ratownicy mogli tam wejść

W poniedziałek po południu poinformowano, że lekarze potwierdzili zgony kolejnych dwóch górników poszukiwanych po sobotnim wypadku w kopalni Zofiówka. Łączna liczba ofiar tej katastrofy wzrosła tym samym do sześciu. Wieczorem przekazano, że odebrano cztery sygnały z lamp górników i trwają prace, żeby ratownicy mogli tam wejść.

Prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej Tomasz Cudny poinformował w poniedziałek po godzinie 13, że dwóch górników, do których ratownicy dotarli w poniedziałek, nie żyje. - Dzisiaj po godzinie 11 ratownicy wytransportowali dwóch górników, lekarz stwierdził zgon - powiedział na konferencji prasowej.

Na wieczornym briefingu prasowym, zorganizowanym około godziny 22, Cudny przekazał, że odebrano cztery sygnały z lamp górników i trwają prace, żeby ratownicy mogli tam wejść.

Co wiemy o dwóch ofiarach śmiertelnych, o których poinformowano w poniedziałek

Dyrektor do spraw pracy kopalni Zofiówka Marcin Gołębiowski informował wcześniej, że jednej z dwóch osób, których zgon potwierdzili w poniedziałek lekarze, nie można zidentyfikować. - Nie posiadał przy sobie dyskietki z numerem znaczka, pochłaniacz był zniszczony - uzupełnił informację Tomasz Cudny. Tożsamość górnika ustalana będzie na podstawie materiału genetycznego, który pobrano również od pozostałych rodzin na zasadzie porównania próbek, czego dokona prokuratura. W poniedziałek ogłosiła ona o wszczęciu śledztwa w tej sprawie.

- Drugi pracownik to 51-letni pracownik Jastrzębskiej Spółki Węglowej, który osierocił dwójkę dzieci - mówił Gołębiowski. Dodał, że rodzina została już powiadomiona oraz objęta opieką medyczną i psychologiczną.

W poprzednich dniach, po wstrząsie, do którego doszło w sobotę, potwierdzono śmierć czterech pracowników kopalni.

Co wiemy o tym, co się wydarzyło w kopalni Zofiówka:

- około 3.40 w nocy w sobotę doszło do wstrząsu w chodniku robót przygotowawczych w pokładzie 412 na poziomie 900 metrów; - w rejonie było 52 górników, 42 z nich wyszło o własnych siłach; - poszukiwanych było 10 górników; - w sobotę wieczorem przedstawiciele JSW informowali, że ratownicy dotarli do czterech górników - w niedzielę potwierdzono, że wszyscy nie żyją; - w poniedziałek rano poinformowano o dotarciu do kolejnych dwóch górników - po godzinie 13 spółka przekazała, że obaj nie żyją - w poniedziałek wieczorem poinformowano, że odebrano cztery sygnały z lamp górników i trwają prace, żeby ratownicy mogli tam wejść.

"Czarny tydzień"

W minionym tygodniu doszło do dwóch tragicznych wypadków: w kopalni Zofiówka i wcześniej w kopalni Pniówek, gdzie obecny bilans ofiar śmiertelnych to sześć osób. W poniedziałek premier Mateusz Morawiecki podczas wizyty w Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu zapewnił, że bliscy górników, którzy zginęli w kopalniach Zofiówka i Pniówek, zostaną "otoczeni opieką państwa polskiego". - To był czarny tydzień dla polskiego górnictwa, dla Śląska i dla Polski - ocenił szef rządu.

Akcja ratownicza w kopalni Zofiówka

W sobotę około godziny 3.40 w chodniku robót przygotowawczych na poziomie 900 metrów w kopalni Zofiówka doszło do wstrząsu. W jego rejonie było 52 pracowników; 42 wyszło o własnych siłach. Wstrząsowi towarzyszył wypływ metanu, nie doszło jednak do zapalenia ani wybuchu tego gazu. Poszukiwanych było 10 pracowników; sześciu zostało już znalezionych, stwierdzono ich zgon. Cztery osoby nadal są poszukiwane.

W niedzielę wieczorem do przodka, w rejonie którego powinno przebywać sześciu poszukiwanych górników, ratownicy mieli niecałe 200 metrów. Dyrektor ds. pracy w kopalni Marcin Gołębiowski relacjonował, że w liczącym około 1160 metrów chodniku ratownicy dotarli do 965. metra. Akcja prowadzona była w ekstremalnych warunkach - ze względu na wysoką temperaturę, która wynosiła ponad 30 stopni Celsjusza oraz stężenie metanu - pod 30 proc.

Mimo to – jak zaznaczył Gołębiowski – ratownicy posuwali się do przodu, koncentrując na zabudowie przewodu powietrznego, tzw. lutniociągu i na jego odtwarzaniu po wstrząsie. Chodzi o stworzenie właściwej atmosfery pracy dla ratowników. Ratownicy z bazy do miejsca prowadzenia działań mają do przejścia ponad 2 km. Czas ich dotarcia jest uzależniony od panujących pod ziemią warunków.

Ratownicy weszli do liczącego około 1160 metrów chodnika robót przygotowawczych D-4a jeszcze w sobotę rano. W sobotę przed południem mówiono o 520. metrze, a po godzinie 13 – o 770. metrze. Z informacji przekazywanych przez spółkę w niedzielę po południu wynikało, że w tym czasie ratownicy byli około 950. metra.

Grupę czterech z dziesięciu poszukiwanych górników, niedających oznak życia, znaleziono w sobotę wieczorem około 220 metrów od czoła przodka. Pierwszy z tych pracowników został przetransportowany do bazy ratowniczej, gdzie lekarz stwierdził zgon, w nocy. Kolejni trzej byli transportowani w niedzielę, ostatni z nich po południu.

Akcja ratownicza koncentruje się na odtworzeniu odrębnej wentylacji, przewietrzeniu wyrobiska i dotarciu do pozostałych sześciu górników. W niedzielę po południu prezes JSW Tomasz Cudny mówił, że ratownicy zmagają się z wysoką temperaturą, nastąpiły też duże problemy z uzyskaniem właściwej wentylacji.

JSW: do wstrząsu doszło podczas drążenia wyrobiska i wiercenia długich otworów

Według wcześniejszych informacji od ratowników, wyrobisko na zbadanych odcinkach początkowo nie było "zdegradowane czy zniszczone". W niedzielę po południu prezes Cudny przekazał, że w jednym odcinku nastąpiło wypiętrzenie spągu (podłoża wyrobiska), odkształcenie obudowy i zmiana położenia innej infrastruktury.

Według informacji JSW, w kopalni Borynia-Zofiówka w przodku D-4a w pokładzie 412 doszło do wstrząsu wysokoenergetycznego o energii 4x10 do 6 dżula (co odpowiada magnitudzie 2,21), połączonego z intensywnym wypływem metanu. Do zdarzenia doszło podczas drążenia wyrobiska i wiercenia długich otworów strzałowych.

Czytaj także: Mieszkańcy Jastrzębia-Zdroju przychodzą przed kopalnię Zofiówka, gdzie doszło do wypadku. "Wszyscy jesteśmy górnikami"

Dyrektor ds. pracy Zofiówki zapewnił w niedzielę wieczorem, że zarówno rodziny, które straciły najbliższych, jak i te, które oczekują na informacje, znajdują się pod opieką przedstawicieli kopalni i spółki.

Metan to jedno z największych niebezpieczeństw w kopalniach węgla
Metan to jedno z największych niebezpieczeństw w kopalniach węgla TVN24

Kolejny wypadek w kopalni w ciągu kilku dni

Wypadek w kopalni Zofiówka jest kolejnym w polskiej kopalni w ciągu ostatnich dni. W środę w nocy w kopalni Pniówek w Pawłowicach doszło do wybuchu i zapalenia metanu. W czasie, gdy akcję prowadziły dwa zastępy ratowników, poszukujące trzech pracowników, doszło do wtórnego wybuchu. W czwartek wieczorem w kopalni doszło do kolejnych wybuchów metanu.

Dotąd potwierdzono śmierć sześciu ofiar katastrofy, los siedmiu nie jest znany. Jak poinformowała w poniedziałek Jastrzębska Spółka Węglowa, akcja ratownicza w kopalni Pniówek trwa.

Zaślepka materiału TVN24GO
TVN24 na żywo - oglądaj w TVN24 GO
Materiał jest częścią serwisu TVN24 GO

Autor:MAK//rzw

Źródło: TVN24/PAP

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości