Przed ogłoszeniem wyroku prokuratura wnosiła o dożywocie, obrona z kolei o rozważenie zmiany kwalifikacji prawnej czynu. Tomasz J. w ostatnim słowie przepraszał rodzinę zabitego kapłana i prosił o łagodny wymiar kary.
Sąd skazał mężczyznę na 20 lat więzienia. Okres tymczasowego aresztowania został zaliczony na poczet kary.
J. ma też zapłacić zadośćuczynienie na rzecz bliskich swojej ofiary.
W ustnym uzasadnieniu wyroku sąd wskazał, że oskarżony wyczerpał znamiona zabójstwa. Jednak podkreślił, że dożywocie nie wchodzi w tej sprawie w grę. - Najsurowsza sankcja, całkowite odizolowanie jest przewidziane dla całkowicie zdemoralizowanych ludzi. Oskarżony ma ponad 50 lat, nie był do tej pory karany - mówił sędzia. I dodawał, że czyn J. wynikał z desperacji, ale nie jest tak, że oskarżony stanowi zagrożenie dla reszty społeczeństwa. Karę 20 lat sąd uznał za adekwatną.
Rozstrzygnięcie nie jest prawomocne.
Przyznał się do chęci kradzieży, nie do zabójstwa
Proces ruszył w grudniu 2025 roku. Wtedy oskarżony Tomasz J. składał wyjaśnienia i odpowiadał na pytania sądu.
- Przyznaję, że chciałem okraść księdza, ale nie przyznaję się do zabójstwa. Nie chciałem zabić. Nie poszedłem tam z zamiarem zabicia - mówił przed sądem, płacząc.
Tłumaczył, że miał długi, że nawet syn żądał od niego pieniędzy, które mu pożyczył, że żona złożyła pozew o rozwód i alimenty, że był w strasznym stanie psychicznym, leczył się psychiatrycznie.
Według oskarżonego, ksiądz go nakrył na próbie kradzieży i zaczęli się szarpać. J. twierdził, że chciał się wyrwać, ale ksiądz go nie puszczał. Mówił, że chciał księdza tylko obezwładnić, myślał, że taśmą owinął jego ręce, a nie głowę. Jak mówił, było ciemno, nie widział dokładnie.
Relacjonował, że jak zauważył ludzi i światła, to uciekł, ale policjant go złapał, gdy próbował wsiąść do samochodu. O śmierci księdza - jak powiedział - dowiedział się dopiero od policji. Zapewniał przed sądem, że żałuje.
- Brat został zamęczony. Płuca mu pękły - mówili w grudniu w sądzie bracia zabitego duchownego, którzy są oskarżycielami posiłkowymi.
Płakali, gdy opowiadali o pomniku, który postawili księdzu na cmentarzu parafianie. Był najbardziej oświetlony 1 listopada. - Był szanowany w społeczeństwie, budował kościół, budował plebanię, wszystkie swoje środki angażował w to - podkreślali mężczyźni.
Zabójstwo w garażu
Do zabójstwa na plebanii doszło 13 lutego 2025 roku w Kłobucku. Wieczorem policjanci dostali zgłoszenie, że z garażu plebanii przy ulicy Kochanowskiego słychać wołanie o pomoc i odgłosy walki.
Kiedy tam przyjechali, zauważyli mężczyznę w kominiarce, który przeskoczył przez płot i wsiadł do samochodu. Jeden z policjantów wyjął kluczyk ze stacyjki pojazdu i, z pomocą innych mężczyzn, obezwładnił sprawcę. Po wejściu do garażu funkcjonariusze zauważyli leżącego na podłodze mężczyznę. Wezwany na miejsce lekarz stwierdził zgon pokrzywdzonego - był to proboszcz parafii.
Jak przekazał Tomasz Ozimek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, 52-letni Tomasz J. wszedł do otwartego garażu plebanii w Kłobucku przy ulicy Kochanowskiego.
- Gdy do garażu wjechał mieszkający na plebanii ksiądz Grzegorz D., został zaatakowany przez oskarżonego. Pokrzywdzony bronił się i wzywał pomocy, lecz został przewrócony przez sprawcę na podłogę. Następnie Tomasz J. skrępował jego ręce trytytkami i owinął głowę mężczyzny taśmą streczową, co uniemożliwiło mu oddychanie. Potem sprawca penetrował budynek plebanii, poszukując pieniędzy i innych wartościowych przedmiotów - przekazał prokurator.
Zbrodnia najprawdopodobniej miała tło rabunkowe. Wcześniej podczas mszy proboszcz poinformował o zebraniu sporej kwoty w czasie kolędy.
Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci duchownego było uduszenie.
- W śledztwie prokurator przedstawił Tomaszowi J. zarzut zabójstwa duchownego i usiłowania rozboju na jego szkodę. Przesłuchany przez prokuratora Tomasz J. przyznał się do zarzucanej mu zbrodni i odmówił złożenia wyjaśnień - informował Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.
"Przepraszamy Was Wszystkich"
Tomasz J. to były policjant. - Został dyscyplinarnie wydalony ze służby w 2001 roku - mówiła aspirant Joanna Wiącek-Głowacz z Komendy Powiatowej Policji w Kłobucku. Przyczyny wydalenia nie podała.
Rodzina J. przesłała do lokalnych mediów oświadczenie.
"W związku z przerażającą, brutalną i niezrozumiałą również dla nas zbrodnią Tomka, chcemy z całego serca przeprosić wszystkich mieszkańców Kłobucka, a przede wszystkim najbliższą rodzinę śp. Księdza Grzegorza, zapewnić o naszym ogromnym współczuciu i niewyobrażalnym żalu w związku z tym strasznym czynem. Przepraszamy Was Wszystkich" - przekazano w oświadczeniu.
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24