Ona - 24-letnia - z tytułem księżniczki, ale niezbyt wielkim majątkiem, "przystojna brunetka, przypominająca typ Włoszki". Ponoć na żywo robiła dużo lepsze wrażenie niż na czarno-białych fotografiach.
On - 40-latek - przemysłowiec z branży gumowej, właściciel sklepu przy ulicy Senatorskiej w Warszawie. Utracjusz, który podobał się kobietom.
Oboje mieli za sobą nieudane związki. Zofia Zyta Woroniecka-Toepfer, herbu Korybut, miała krótszy staż, ponad miesiąc po ślubie była w separacji z mężem i leczyła złamane serce. Brunon Jan Boy zaś po 11 latach rozszedł się z żoną, z którą miał dwie córki. Rzucił się w wir pracy i nocnego życia.
Połączył ich Jan Dudziński - buchalter w firmie Boya, który arystokratkę poznał podczas podróży pociągiem. To on, znając problemy matrymonialne i materialne swojego szefa, postanowił zapoznać tych dwoje. Pierwsze spotkanie odbyło się kilka tygodni później. Zofia spodobała się Brunonowi. On początkowo jej mniej, ale szybko do dżentelmena się przekonała. Sprawy nabrały tempa, a kolejne spotkania następowały dzień po dniu.
Księżniczka w mieszkaniu nad sklepem
Już dwa tygodnie później księżniczka odwiedziła mężczyznę w jego mieszkaniu, które mieściło się nad firmowym sklepem Boya, gdzie mieszkał ze swoją matką i córką. Ta pierwsza była oburzona zbytnim spoufalaniem się kobiety. Mogła jednak tylko głośno wyrażać swoje niezadowolenie. Syn najwyraźniej jej nie słuchał, bo niedługo później Zofia Zyta Woroniecka wprowadziła się do ukochanego. Rozgościła się nie tylko w jego domu, ale też w sklepie, gdzie stanęła za kasą.