W nocy z 25 na 26 marca, strażnicy miejscy z VI Oddziału Terenowego, patrolujący rejon Pragi-Północ zauważyli dym i płomienie wydobywające się spod maski zaparkowanego przy ulicy Szymanowskiego SUV-a.
- Było po pierwszej w nocy. Patrolowaliśmy okolice placu Hallera. W pewnym momencie zauważyłem krótki błysk w lusterku wstecznym - relacjonuje zdarzenie cytowany w komunikacie straży miejskiej funkcjonariusz, który podjął interwencję. - Powiedziałem koledze, że musimy to sprawdzić. Zawróciliśmy i wtedy zobaczyliśmy, co się dzieje - dodaje.
Sytuacja była bardzo groźna. Obok palącego się auta, przed budynkiem mieszkalnym, stały zaparkowane, jeden obok drugiego, inne samochody. Funkcjonariusze natychmiast zawiadomili straż pożarną, sami zaś upewnili się, czy wewnątrz ani w pobliżu płonącego auta nie ma ludzi. Podjęli próbę opanowania ognia, jednak samochodowa gaśnica tylko na krótki czas powstrzymała rozwój pożaru. Kiedy się wyczerpała, strażnicy odsunęli na większą odległość ciekawskich, którzy zaczęli pojawiać się na ulicy.
"Wybuch wisiał w powietrzu. W tym momencie na Szymanowskiego dotarła policja i trzy wozy strażackie, których załogi bardzo szybko opanowały ogień, nie dopuszczając do tragedii. Dzięki skoordynowanej, profesjonalnej i szybkiej reakcji służb w zdarzeniu nikt nie ucierpiał" - podsumowują strażnicy miejscy.
Źródło: tvnwarszawa.pl
Źródło zdjęcia głównego: Straż miejska