Ratownicy na Mazurach nie mają stałego źródła finansowania. Muszą sprzedać swoją łódź

Ratownicy na Mazurach nie mają stałego źródła finansowania. Muszą sprzedać swoją łódź
Źródło: Adrianna Otręba/Fakty TVN
Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe podjęło trudną decyzję. Ratownicy potrzebują pieniędzy, bo inaczej nie zepną budżetu. Postanowili zatem sprzedać swoją łódź. Tylko jak ratować ludzi na wodzie bez niej? Oto jest pytanie.

Gdy w lipcu dwa lata temu pani Jolanta testowała z partnerem łódź, zerwał się silny wiatr. Łódź przewróciła się, oboje znaleźli się w wodzie. Mężczyzny nie udało się uratować. - Ratownicy wyłowili mnie, chociaż była to naprawdę bardzo trudna akcja - wspomina dziś.

- Wielkie Jeziora Mazurskie to system szlaków rozciągnięty prawie na 200 kilometrów. Oczywiście, w każdej części Wielkich Jezior Mazurskich MOPR dociera w bardzo szybkim czasie - powiedziała Ewa Ostrowska, burmistrzyni Giżycka.

"Ratownicy odchodzą"

MOPR, czyli Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, teraz samo potrzebuje pomocy, ale finansowej. Ma zapewnione środki na funkcjonowanie do połowy wakacji. Jednak ratownikom spędza sens powiek to, co będzie dalej. Dlatego zdecydowali się na sprzedaż tej łodzi za ponad 200 tysięcy złotych. 

Sprzedaż jednostki zabezpieczyłaby etaty i bieżące funkcjonowanie. - Niektóre kamienie, mielizny, w tym roku nie będą oznaczone. A to z uwagi na to, że niedostateczne środki finansowe spowodowały brak rąk do pracy - przekazał Jarosław Sroka, prezes MOPR.

- Ratownicy odchodzą, dostają wyższe wynagrodzenia w innych firmach - powiedział ratownik MOPR Marek Banaszkiewicz.

Sprzedaż łodzi i próba łatania budżetu jak w soczewce pokazuje szerszy problem. MOPR jest stowarzyszeniem, a jedną z dróg finansowania są konkursy organizowane przez wojewodę. - Oczekujemy stabilnego finansowania na poziomie rządowym, ministerialnym, a nie stawania co roku do konkursów - oświadczył prezes Sroka.

Kierwiński: to także inne stowarzyszenia

Ważna deklaracja padła ze strony ministra spraw wewnętrznych i administracji. Marcin Kierwiński obiecał, że będą poszukiwać zupełnie nowych rozwiązań. - To nie tylko kwestie ratowników na jeziorach warmińsko-mazurskich, ale też inne stowarzyszenia, które zajmują się bezpieczeństwem - powiedział.

Nadzieją, między innymi dla ratowników z Mazur, są zmiany w prawie. - Zainicjowałem nowelizację przepisów - powiedział Maciej Wróbel, poseł KO z Giżycka i wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego.

Duże grupy ratownicze, jak Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, czy Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe na Pomorzu, będą mogły być traktowane preferencyjnie, nie w sposób konkursowy, tylko dotacyjny. W tej sprawie już odbyło się spotkanie w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. 

OGLĄDAJ: Oglądaj dłuższe wydanie "Faktów"
pc

Oglądaj dłuższe wydanie "Faktów"

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: