Od wtorku niemal wszystkie towary sprowadzane do USA są obciążone nowymi, 10-procentowymi cłami - przekazała amerykańska Służba Celna i Ochrony Granic (CBP). Nowe, tymczasowe opłaty to reakcja na wyrok Sądu Najwyższego USA, który uznał poprzednie cła za nielegalne. Zgodnie z komunikatem amerykańskiej agencji celnej, cła zostały nałożone na okres 150 dni, chyba że zostały one wyraźnie zwolnione z tego obowiązku.
Choć prezydent Donald Trump zapowiadał w piątek, że właśnie tyle wyniesie nowa stawka celna, już dzień później zmienił zdanie i groził 15 proc. stawką.
Nowe przepisy weszły w życie we wtorek o północy (o godz. 6 w środę czasu polskiego).
Chaos polityki handlowej USA
- Donald Trump nie zmienił zdania w sprawie stawki globalnych ceł w wysokości 15 proc., administracja USA pracuje nad jej podniesieniem - powiedział we wtorek przedstawiciel Białego Domu. Urzędnik powiedział Reutersowi, że administracja pracuje nad podniesieniem stawki ceł, lecz nie podał, kiedy miałoby to się stać.
Zmiana planów co do stawki celnej pogłębiła niepewność wokół polityki handlowej USA. W oficjalnym komunikacie CBP zabrakło wyjaśnienia, dlaczego zdecydowano się na łagodniejszy wariant.
"Warto pamiętać, że Trump wygłasza dziś wieczorem orędzie o stanie państwa. Całkiem możliwe, że to właśnie wtedy poznamy dalsze plany dotyczące ceł" - oceniają analitycy Deutsche Banku w rozmowie z Reutersem.
Eksperci spodziewają się, że mimo obecnego zamieszania faktyczne koszty celne w tym roku spadną, a bariery w handlu światowym będą ostatecznie mniejsze niż przed wyrorkiem Sądu Najwyższego.
Nowe cła Trumpa
Chociaż 10-procentowa stawka jest mniej dotkliwa od sobotnich zapowiedzi Trumpa, rynki i tak zareagowały nerwowo. Niepewna przyszłość wymiany handlowej z USA sprawiła, że europejskie parkiety rozpoczęły wtorkowe notowania od spadków, choć indeks STOXX 600 - jeden z najważniejszych indeksów giełdowych w Europie - zdołał później odrobić straty.
Jednocześnie wstrzymano pobieranie opłat zakwestionowanych przez Sąd Najwyższy, które wynosiły od 10 do nawet 50 proc. Przedsiębiorcy wciąż jednak nie wiedzą, czy i na jakich zasadach odzyskają pieniądze wpłacone do budżetu w ramach systemu uznanego przez amerykański Sąd Najwyższy za bezprawny.
Prezydent oparł swoją decyzję na Sekcję 122 ustawy o handlu z 1974, która pozwala wprowadzić cła na okres 150 dni w sytuacjach nadzwyczajnych - takich jak "duży i poważny" deficyt płatniczy albo "podstawowe problemy w płatnościach międzynarodowych".
Według administracji Trumpa USA obecnie spełnia te kryteria. Prezydent argumentuje, że deficyt handlowy sięga 1,2 bln dolarów rocznie, deficyt na rachunku bieżącym wynosi 4 proc. PKB, a kraj utracił dotychczasową nadwyżkę z dochodów pierwotnych (są to m.in. dochody z inwestycji zagranicznych).
Groźby pod adresem partnerów handlowych
W poniedziałek Donald Trump przestrzegł partnerów handlowych przed próbami zrywania dotychczasowych umów handlowych. Zagroził, że jeśli państwa te wycofają się z wynegocjowanych warunków, narazi je to na znacznie dotkliwsze sankcje, nakładane na podstawie innych przepisów.
Japonia już zwróciła się do Waszyngtonu o gwarancję, że w nowym systemie będzie traktowana równie preferencyjnie, jak dotychczas. Podobne stanowisko - dążenie do utrzymania obecnych przywilejów - zajęły Unia Europejska, Wielka Brytania oraz Tajwan.
Z kolei Chiny wezwały USA do zaprzestania "polityki jednostronnych ceł". W opublikowanym we wtorek oświadczeniu tamtejszy resort handlu zadeklarował chęć powrotu do stołu negocjacyjnego i rozpoczęcia kolejnej rundy rozmów z amerykańską administracją.
Cła mogą być przedłużone tylko za zgodą Kongresu, co obecnie jest bardzo mało prawdopodobne. Jednocześnie resort handlu wszczął szereg formalnych postępowań - m.in. przeciwko Brazylii i Chinom - które pozwolą na nałożenie nowych, nieograniczonych czasowo ceł na podstawie innych przepisów.
Opracował Wiktor Knowski/ams
Źródło: Reuters
Źródło zdjęcia głównego: EPA/KENT NISHIMURA / POOL Dostawca: PAP/EPA