Czechy przyspieszają transformację energetyczną i wywołują przy tym coraz większe napięcia na poziomie lokalnym. Rząd chce wprowadzić tak zwane strefy przyspieszonej budowy, które mają znacząco skrócić i uprościć procedury administracyjne związane z powstawaniem farm wiatrowych.
- W strefach przyspieszonej budowy pozwolenia powinny być wydawane w ciągu roku, a poza nimi w ciągu dwóch lat. Tam, gdzie nie ma konfliktu ze środowiskiem taka strefa może powstać - powiedział były czeski minister środowiska Petr Hladik.
To element szerszej strategii zwiększenia udziału odnawialnych źródeł energii. Eksperci przekonują, że potencjał jest duży. - Czechy mają wiele miejsc o potencjale dla rozwoju energetyki wiatrowej - przyznał ekspert do spraw energetyki Radek Mikulas.
Opór lokalnych społeczności
Jednocześnie w Czechach widać wyraźną sprzeczność - na poziomie ogólnokrajowym energetyka wiatrowa cieszy się poparciem sięgającym około 63 procent, ale konkretne inwestycje coraz częściej napotykają opór lokalnych społeczności.
- W naszej gminie i okolicznych miejscowościach powstała inicjatywa obywatelska Petycja Przeciwko Budowie Turbin Wiatrowych - przekazała burmistrzyni gminy Vochov Eliska Svejkovska.
Rząd próbuje łagodzić obawy, zapowiada zmiany w prawie i większą ochronę terenów wrażliwych.
- Chodzi o to, by strefy nie powstawały tam, gdzie nie powinny. Na przykład nie obejmowały obszarów chronionego krajobrazu czy parków narodowych. Przygotowujemy nowelizację prawa budowlanego, która zaostrzy przepisy tak, by turbiny nie znajdowały się zbyt blisko zabudowy - stwierdził Ilip Turek, pełnomocnik do spraw Zielonego Ładu w czeskim ministerstwie środowiska.
Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Tam, gdzie turbiny już stoją, opór często znika. Korzyść widać gołym okiem. - Nie mają żadnych wad. Widzimy tylko plusy, bo mamy więcej pieniędzy w budżecie, a za nie zbudowaliśmy plac zabaw - wskazała burmistrz gminy Brezany Jana Surovcova.
Czesi podzieleni
W innych miejscach dominuje niepewność i obawy o krajobraz. Mimo to inwestorzy próbują przekonywać mieszkańców konkretnymi ofertami finansowymi. - Inwestor oferował 1,5 miliona koron rocznie przez 25 lat i tańszy prąd dla mieszkańców - powiedział burmistrz gminy Vezky Ales Bosak.
Największy dylemat widać w opiniach mieszkańców - wahają się pomiędzy potrzebą transformacji, a obawą o codzienne życie.
- Jeśli chodzi o energię to raczej mi to nie przeszkadza, ale gdybym miała to tuż za rogiem i słyszała buczenie, to by mnie irytowało - powiedziała mieszkanka Ołomuńca.
Inny mieszkaniec Ołomuńca stwierdził, że w ogóle by mu to nie przeszkadzało. - Mieliśmy domek wakacyjny za miastem niedaleko turbin, chodziliśmy tam na spacery i wiemy, że w żaden sposób to nie ingeruje w przyrodę, więc jest w porządku - ocenił.
Kluczowa okazuje się odległość i poczucie wpływu na decyzję. Mieszkanka Uścia nad Łabą zapytana, jaka odległość turbin od zabudowań byłaby akceptowalna, stwierdziła, że przynajmniej kilometr. - Nie miałbym nic przeciwko turbinie obok domu. Uważam, że ważna jest dywersyfikacja źródeł energii - dodał inny mieszkaniec stolicy kraju usteckiego.
Choć kierunek zmian wydaje się przesądzony, to ich tempo i skala wciąż pozostają źródeł napięć i trudnych kompromisów.
Autorka/Autor: Justyna Zuber
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock