Pracownicy zakładu są zaniepokojeni o swoje miejsca pracy. Głównym powodem trudnej sytuacji ma być brak zamówień na karabinki GROT A3 ze strony wojska, co może zakłócić ciągłość produkcji. Związkowcy podkreślają, że problem nie wynika z jakości produkowanej broni, lecz z opóźnień po stronie resortu obrony.
- Fabryka nie potrzebuje litości ani wsparcia państwa. My potrzebujemy zamówień - powiedział Portalowi Obronnemu Daniel Dorociński, szef zakładowej Solidarności.
Według pracowników, proces ograniczania zatrudnienia już się rozpoczął. - Mamy ponad 140 osób zatrudnionych na umowach na czas określony, z których większość kończy się w najbliższych miesiącach. Po prostu nie będą przedłużane - tłumaczył jeden z przedstawicieli załogi.
Fabryka inwestowała w rozwój
Związkowcy wskazali, że zakład zrealizował wcześniejsze zalecenia MON, inwestując własne środki w rozwój infrastruktury. W listopadzie ubiegłego roku otwarto nową halę produkcyjną o powierzchni ponad 3500 mkw., wartą ponad 30 milionów złotych. - To MON wymógł na nas zwiększenie mocy produkcyjnych, a teraz zostawia nas na lodzie - skomentował jeden ze związkowców.
- Opowiadają o wielkiej armii, rozwoju polskiej branży zbrojeniowej, a tu mają nowoczesną, zdolną do produkcji pełną parą fabrykę i pozwalają ją wykrwawiać - zaznaczył.
"Obecny poziom zakontraktowanych zamówień nie zapewnia pełnego wykorzystania dostępnych mocy produkcyjnych w perspektywie najbliższych czterech lat" - tak napisał wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota w odpowiedzi na interpelację posła PiS Andrzeja Kosztowniaka.
Prezes zarządu Fabryki Broni Łucznik - Radom Seweryn Figurski przyznał, że "sytuacja jest niełatwa". - Zainwestowaliśmy w rozwój zdolności produkcyjnych, kończymy realizować poprzednie zamówienia, ale nie mamy nowych - mówił.
Podkreślił jednak, że nie można jeszcze mówić o masowych zwolnieniach. - Nie przedłużyliśmy umów z zaledwie kilkoma osobami, więc nie można tego nazywać zwolnieniami - wyjaśnił.
Czytaj też: "Fala zwolnień", tłumaczą się AI. "Wygodna narracja"
Zamówienia "na wyrost" i weto dla SAFE
Przedstawiciele związków zawodowych podkreślają, że strona społeczna już wcześniej ostrzegała Polską Grupę Zbrojeniową przed ryzykiem związanym z tzw. zamówieniami na wyrost, które wymuszały okresowe zwiększanie zatrudnienia.
- Niestety, zwolnienia są nieuniknione. To efekt weta programu SAFE, ale też tego, co się działo w przemyśle zbrojeniowym przez ostatnie kilkanaście lat, gdy pompowano produkcję, zamiast zapewnić jej ciągłość - wyjaśnił cytowany przez "Gazetę Wyborczą" przedstawiciel związków branżowych w Fabryce Broni.
Jak zauważył poseł Koalicji Obywatelskiej Konrad Frysztak w rozmowie z "GW", decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o wecie wobec ustawy dotyczącej programu SAFE ma dziś bardzo konkretne skutki.
- Jednym z nich są zwolnienia pracowników w Fabryce Broni "Łucznik". Zakład bazuje na zamówieniach z armii, policji i z innych służb. Weto Nawrockiego w sprawie SAFE te zakupy ogranicza - dodał Frysztak.
Program SAFE (opiewający na ok. 43,7 mld euro, czyli ponad 186 mld zł) zakładał inwestycje w sektor obronny, w tym rozwój krajowego przemysłu zbrojeniowego oraz możliwość zakupów sprzętu w Europie. "Weto prezydenta Karola Nawrockiego oznacza więc utratę zamówień szacowanych przez MSWiA na 81-89 proc. wartości programu. To m.in. kontrakty na amunicję, drony i kamizelki dla polskich zakładów (np. Tarnów, Nowa Dęba, Skarżysko-Kamienna czy właśnie Radom)" - napisała "GW".
Rząd, przyjmując później uchwałę w sprawie programu Polska Zbrojna, zadeklarował zamiar zaciągnięcia pożyczki na rzecz istniejącego już Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Jednak zgodnie z przepisami środki z FWSZ mogą być przekazane tylko na cele bezpośrednio związane z armią.
Szef MON: pytania należy kierować do prezydenta
Pytany o tę sprawę podczas konferencji prasowej po posiedzeniu rządu Kosiniak-Kamysz powiedział, że pytanie w tej sprawie należy kierować do prezydenta Karola Nawrockiego, który zawetował ustawę w sprawie SAFE. Jak zauważył szef MON, "Straż Graniczna, Policja, nie tylko wojsko, ale wszyscy inni, gdyby mieli już możliwość wejścia w życie instrumentu do obsługi funduszy europejskich", pewność zamówień dla "Łucznika" byłaby większa.
Szef MON podkreślił, że jest zainteresowany zamówieniami, "ale muszą być możliwości finansowe". - "Łucznik" też musi sprzedawać, nie może być uzależniony tylko od Wojska Polskiego. Liczę, że będzie startował w różnych przetargach i będzie oferował swoje bardzo dobre produkty - mówił Kosiniak-Kamysz.
Związkowcy nie wykluczają protestów
Związkowcy nie wykluczają protestów, jeśli sytuacja się nie poprawi. - Niedługo będziemy obchodzić 60. rocznicę protestów robotniczych z 1976 roku. Nie chciałbym, żeby w tym roku pracownicy znów musieli wyjść na ulicę. Ale i taki scenariusz bierzemy pod uwagę - mówił Dorociński.
Fabryka Broni "Łucznik" produkuje m.in. pistolety VIS 100 i MPS, granatniki oraz karabinki GROT w różnych wersjach. Broń trafia przede wszystkim do polskiego wojska, ale także na rynek cywilny, w tym do Stanów Zjednoczonych.
"Zakład zatrudnia ponad 600 osób. Zaledwie kilka miesięcy temu oddał do użytku nową halę produkcyjną o powierzchni ponad 3,5 tysiąca m kw. za ponad 31 mln zł brutto. Podczas uroczystego otwarcia hali prezes Figurski zapewniał, że moce produkcyjne zakładu zwiększą się do ponad 80 tysięcy sztuk broni rocznie" - podała "GW".
Skierowaliśmy pytania do Fabryki Broni "Łucznik" w Radomiu. Do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.