Proces Mety. Były dyrektor składa obciążające zeznania

Mark Zuckerberg
Wyrok w sprawie Mety i YouTube'a
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: BONNIE CASH/Newscom/PAP/EPA
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Były dyrektor działu inżynierii Mety Arturo Béjar zeznał przed sądem, że Mark Zuckerberg przedkładał rozwój Facebooka i Instagrama nad bezpieczeństwo dzieci. Według niego firma miała narzędzia pozwalające lepiej chronić najmłodszych użytkowników, ale priorytetem pozostawały wyniki finansowe.

Arturo Béjar był pierwszym świadkiem powołanym przez pełnomocnika stanów w procesie przeciwko Mecie, który rozpoczął się we wtorek przed sądem federalnym w Oakland w Kalifornii. Kalifornia, Kolorado, Kentucky i New Jersey zarzucają spółce celowe projektowanie Facebooka i Instagrama w sposób mający przyciągać i zatrzymywać młodych użytkowników, a także przyczynianie się do lęków, depresji, a nawet samobójstw.

Te cztery stany oraz 25 kolejnych oskarżają również Metę o naruszenie prawa federalnego poprzez niewłaściwe gromadzenie i wykorzystywanie danych osobowych dzieci poniżej 13. roku życia korzystających z jej platform.

Proces ma potrwać około sześciu tygodni. Ława przysięgłych ma wydać opinię doradczą, natomiast o odpowiedzialności Mety, ewentualnych karach cywilnych oraz koniecznych zmianach w Facebooku i Instagramie zdecyduje sędzia Yvonne Gonzalez Rogers.

"Jeśli Mark uzna coś za priorytet, góry ruszają"

Arturo Béjar przekonywał przed sądem, że Zuckerberg był bezpośrednio zaangażowany w wiele decyzji podejmowanych w firmie. Według byłego dyrektora inżynierii kultura zarządzania w Mecie była silnie scentralizowana, a istotne zmiany w projektowaniu produktów następowały dopiero wtedy, gdy zdecydował o nich szef koncernu.

- Jeśli Mark uzna coś za priorytet, góry ruszają w ciągu kilku miesięcy - zeznał Béjar.

Były pracownik Mety odniósł się również do wypowiedzi Zuckerberga z października 2021 roku. Szef firmy odpowiadał wtedy na zarzuty sygnalistki Frances Haugen, która twierdziła, że Meta wiedziała o zagrożeniach dla dzieci wynikających z korzystania z jej produktów i znała sposoby ograniczenia tych problemów.

Były dyrektor inżynierii Mety Arturo Béjar
Arturo Béjar
Źródło zdjęcia: David Paul Morris/Bloomberg/Getty Images

Zuckerberg przekonywał wówczas, że firma stale wykorzystuje wyniki badań do ulepszania swoich produktów. Béjar zeznał, że w odpowiedzi wysłał do niego wiadomość, w której przedstawił swoje zastrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa.

- To jest całkowicie nieprawdziwe, każdy fragment tego stwierdzenia - powiedział Béjar. - Po prostu nie można ufać Markowi Zuckerbergowi w sprawie dzieci.

Opowiedział o doświadczeniach własnej córki

Béjar pracował w Mecie w latach 2009-2015 jako szef działu inżynieryjnego. Następnie w latach 2019-2021 współpracował z firmą jako niezależny kontraktor i zajmował się dobrostanem nastoletnich użytkowników Instagrama.

W 2023 roku zeznawał przed komisją Senatu USA, że Meta wiedziała o nękaniu i innych zagrożeniach, z którymi mierzyli się nastolatkowie na jej platformach, ale nie podejmowała wystarczających działań.

Podczas przesłuchania przez prawnika Mety, Briana Stekloffa, Béjar przyznał, że nie wiedział, z jakimi problemami może spotkać się jego własna nastoletnia córka, gdy pomagał jej założyć konto na Instagramie.

Jak zeznał, dziewczyna chciała stworzyć przestrzeń, w której kobiety mogłyby rozmawiać o samochodach. Z czasem zaczęła jednak otrzymywać mizoginistyczne komentarze, także dotyczące jej piersi. W 2021 roku miała 16 lat.

- Obserwowałem, jak bardzo było to dla niej przykre - powiedział Béjar. - Zdobyła sporą grupę obserwujących, ale ceną była krzywda.

Jednocześnie były dyrektor przyznał, że Meta zatrudnia setki osób zajmujących się bezpieczeństwem, w tym specjalistów, których sam uważał za kompetentnych. Zaznaczył także, że podczas drugiego okresu współpracy z firmą nie pracował bezpośrednio z Zuckerbergiem, a jako zewnętrzny kontraktor nie miał dostępu do części zasobów.

"Nie pytaj, nie mów"

Béjar zeznał wcześniej, że Meta przedkładała zaangażowanie użytkowników i zyski nad sprawy bezpieczeństwa. Krytykował między innymi funkcję przypominającą użytkownikom o zrobieniu przerwy od platformy, którą spółka przedstawia jako jeden z elementów swoich zabezpieczeń.

Według niego rozwiązanie było "zaprojektowane tak, by nie działało", ponieważ nie jest domyślnie włączone, a użytkownicy mogą łatwo ignorować przypomnienia.

Były dyrektor twierdził również, że w firmie powszechnie zdawano sobie sprawę z tego, iż większość rodziców nie ma czasu na dokładne poznanie produktów Mety i sposobu, w jaki korzystają z nich ich dzieci.

Jak zeznał, spółka dysponowała technologią pozwalającą oznaczać potencjalnie miliony kont należących do osób podejrzewanych o to, że mają mniej niż 13 lat. Mimo to, jego zdaniem, przyjęła podejście: "nie pytaj, nie mów", ponieważ pozostawienie takich użytkowników na platformach miało w dłuższej perspektywie zwiększać zyski.

Tysiące pozwów i szkody wobec najmłodszych

Po zakończeniu zeznań Béjara ława przysięgłych wysłuchała nagranego wcześniej zeznania Eleny Davis, badaczki Mety zajmującej się potencjalnie uzależniającym charakterem mediów społecznościowych.

Davis odczytała fragment swojego raportu, według którego Meta mogłaby zmienić Facebooka tak, aby miał "mniejszy potencjał do tworzenia nawyku i zapewniał wsparcie osobom, które chcą przerwać niechciane nawyki związane z Facebookiem".

Meta mierzy się obecnie z tysiącami podobnych pozwów dotyczących domniemanych szkód wyrządzanych dzieciom. Béjar występował jako jeden z kluczowych świadków przeciwko firmie w czterech procesach.

Jedna z takich spraw, wytoczona przez stan Nowy Meksyk, zakończyła się zasądzeniem 942 milionów dolarów odszkodowań i kar oraz nakazem wprowadzenia zmian na platformach Mety w tym stanie.

Źródło: Reuters
Zobacz także: