Rok 2026 bez "spektakularnej epidemii". Ale czeka nas poważny test

grypa
Wzrost zachorowań na grypę. Resort zdrowia zachęca do szczepień
Źródło: TVN24
Jakie trendy i zjawisko wpłyną na nasze zdrowie w nowym roku? Odpowiedź przynosi prognoza epidemiologiczna. Przygotował ją dr Andrzej Jarynowski z Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu we współpracy z Interdyscyplinarnym Zespołem Monitorowania Kryzysowego i Epidemiologicznego. Co wynika z ustaleń naukowców?
Kluczowe fakty:
  • Epidemiolodzy wskazali trendy i zjawiska, które już wcześniej wpływały na zdrowie Polaków, a w tym roku mogą się nasilić.
  • Według ich prognozy fala zachorowań na grypę w 2026 roku będzie przebiegać inaczej niż w ubiegłych latach. "Nie zobaczymy jednego, ogólnopolskiego szczytu" - twierdzą.
  • Jakie jeszcze zagrożenia czyhają na nas w najbliższych miesiącach? Niektóre wcale nie są oczywiste.
  • Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "zdrowie". Warto też posłuchać "Wywiadu medycznego" Joanny Kryńskiej  w TVN24+.

Prognoza epidemiologiczna na 2026 rok powstała w kontekście szybko zmieniającego się świata: ocieplającego się klimatu, starzenia społeczeństwa, migracji oraz rosnącej mobilności ludzi i towarów. "Jej celem nie jest straszenie, ale wskazanie trendów i zjawisk, które już teraz wpływają na zdrowie Polaków i w nadchodzącym roku mogą się nasilić" - napisano w komunikacie wydanym przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu jeszcze w 2025 roku.

Co ma przynieść 2026 rok? Jak ocenił jeden z autorów opracowania, epidemiolog dr Andrzej Jarynowski z Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, nie należy się spodziewać jednej spektakularnej epidemii, co nie znaczy, że system ochrony zdrowia nie będzie wystawiony na próbę. Według naukowców będziemy mieć do czynienia z serią mniejszych, nakładających się zagrożeń. Według niego najpoważniejszym testem, i to na początku roku, będzie sezon grypowy.

Przed nami fala grypy

Wszystko wskazuje na to, że fala zachorowań może być silniejsza niż zazwyczaj, choć rozłożona nierównomiernie w czasie i przestrzeni - uważają autorzy prognozy. "Nie zobaczymy jednego, ogólnopolskiego szczytu. Ludzie będą chorować w różnym czasie w różnych regionach, co w praktyce oznacza lokalne ryzyko braków leków" - twierdzi dr Andrzej Jarynowski. Jego zdaniem szczególnie trudny może być przełom stycznia i lutego, kiedy wysoka absencja chorobowa obejmie zarówno szkoły, jak i miejsca pracy.

O dynamicznym wzroście zachorowań na grypę pisaliśmy w tvn24.pl tuż przed Bożym Narodzeniem. - W Europie, w tym również w Polsce, widać już dużą aktywność wirusa. Zachorowalność wynosi około 80 przypadków na 100 tysięcy mieszkańców, co oznacza około 30 tysięcy zachorowań tygodniowo - informował 22 grudnia na konferencji prasowej główny inspektor sanitarny dr Paweł Grzesiowski.

Ostrzegał, że co druga chora osoba jest zakażona nowym wariantem wirusa. - To jest wirus odmienny od tego, który dotychczas dominował, czyli H1N1. Ma na tyle zmienioną strukturę genetyczną, że dla naszych układów odpornościowych on jest nowy - powiedział. Dodał, że na zarażenie najbardziej narażone są osoby starsze z chorobami towarzyszącymi lub przewlekłymi i apelował o korzystanie ze szczepień.

Szczyt zachorowań na grypę przypada zwykle na styczeń - w zeszłym roku oznaczało to 365 przypadków na 100 tys. mieszkańców.

RSV i WZW A - to kolejne zagrożenia

Zdaniem epidemiologa z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu równolegle albo zaraz po fali zachorowań na grypę może dojść do kulminacji zakażeń RSV, zwłaszcza wśród niemowląt. Również GIS potwierdził, że także w przypadku tego wirusa widać "pewną tendencję wzrostową, która dotyczy dzieci do drugiego roku życia". Liczba rozpoznań rośnie w ostatnich latach, częściowo dzięki lepszej diagnostyce. "Mamy skuteczne narzędzie ochrony najmłodszych: darmowe szczepienia kobiet w ciąży, które przekazują dziecku przeciwciała. To bardzo opłacalne i bezpieczne rozwiązanie, a jednocześnie wciąż niedostatecznie promowane" - podkreślił dr Andrzej Jarynowski. Dodał, że początek 2026 roku to ostatni moment, by nadrobić zaniedbania z poprzedniego sezonu. W komunikacie Uniwersytetu Wrocławskiego zwrócono uwagę na to, że w rejonie Europy Środkowej rośnie także liczba zachorowań na wirusowe zapalenie wątroby typu A. Szczególnie dynamiczna sytuacja dotyczy Czech, co ma znaczenie dla Polaków podróżujących w okresie ferii.

"Ryzyko indywidualne pozostaje niskie, ale w zatłoczonych miejscach, takich jak schroniska czy punkty gastronomiczne, podstawowa higiena rąk robi ogromną różnicę. Nie ma powodu, by rezygnować z wyjazdów, ale warto świadomie ograniczać ryzyko i rozważyć szczepienie przy częstych podróżach" - ocenił epidemiolog.

Fake news groźniejszy niż patogen

Coraz wyraźniej zaznacza się wpływ zmian klimatu na zdrowie. Dłuższy sezon aktywności kleszczy oznacza więcej przypadków boreliozy i kleszczowego zapalenia mózgu (KZM), a nowe gatunki kleszczy pojawiają się w miejscach, gdzie wcześniej ich nie było. W cieplejszych wodach rośnie ryzyko zakażeń bakteriami Vibrio, a stojąca, nagrzana woda sprzyja zakwitom toksycznych sinic. "Choroby, które jeszcze niedawno kojarzyliśmy z południem Europy, stają się także naszym problemem" - wskazał epidemiolog. Niepokojący jest także - jak napisano w komunikacie - stały wzrost infekcji przenoszonych drogą płciową, widoczny nie tylko w dużych miastach, ale coraz częściej też w mniejszych miejscowościach. Na tle wszystkich tych zagrożeń szczególnie wyróżnia się problem dezinformacji medycznej. Fałszywe alarmy, sensacyjne nagłówki i teorie spiskowe skutecznie podkopują zaufanie do ekspertów i instytucji. "Możemy mieć najlepsze szczepionki i procedury, ale jeśli ludzie im nie wierzą, system przestaje działać" - podsumował dr Jarynowski.

Epidemiolodzy z Wrocławia przypomnieli, że rok 2025 pokazał, jak łatwo emocje biorą górę nad faktami. Zaczęło się od paniki wokół ludzkiego metapneumowirusa w Chinach, później pojawiały się kolejne alarmujące doniesienia - od "nowych śmiercionośnych wariantów grypy" po rzekomo potwierdzoną cholerę. Jednocześnie - jak wskazano w komunikacie - realne problemy, takie jak choroby zwierząt przy granicach Polski czy powrót dawno niewidzianych zakażeń, wymagały spokojnej, technicznej pracy służb. "2025 rok nauczył nas, że kryzys informacyjny potrafi być groźniejszy niż sam patogen. Jeśli komunikaty są niespójne albo przesadzone, ludzie przestają ufać także tym prawdziwym" - podkreślił dr Jarynowski.

Jak zauważono w komunikacie uczelni, koronawirus pozostaje w obiegu, ale jego rola znacząco się zmieniła. Jesienna fala COVID-19 w 2025 roku była przewidywalna i szybko wygasła, a obecne warianty nie konkurują już z innymi infekcjami sezonowymi. Zdecydowanie większy niepokój budzą doniesienia o kolejnych zawleczeniach MERS do Europy oraz rozwój badań nad modyfikowaniem wirusów. "Technologia, w tym sztuczna inteligencja, sprawia, że tworzenie nowych wariantów jest dziś łatwiejsze niż kiedykolwiek. To wymaga międzynarodowej kontroli i odpowiedzialności" - zaznaczył dr Jarynowski.

Czytaj także: