Lekarze, którzy nie rozumieją, czym jest nasz zawód, powinni być z niego usunięci – powiedział w środę prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, odnosząc się do sprawy lekarza polityka ze Szpitala Południowego. Zaapelował do premiera o to, by jak najszybciej wprowadzić rozdzielenie polityki od ochrony zdrowia.
Podczas czwartkowej konferencji prasowej przedstawił również wyniki ankiety przeprowadzonej wśród lekarzy. Medycy opowiedzieli się w niej za rozwiązaniami, które ich zdaniem powinny zostać wprowadzone w celu zreformowania systemu ochrony zdrowia.
Lekarze chcą wprowadzenia maksymalnego czasu pracy
- Żądamy od pana premiera ujednolicenia czasu pracy lekarzy, niezależnie od formy zatrudnienia - powiedział szef samorządu lekarskiego. Wyjaśnił, że maksymalny czas pracy - niezależnie od tego, czy medyk jest zatrudniony na etacie, czy też pracuje w oparciu o kontrakt, miałby wynieść do 78 godzin tygodniowo (nieco ponad 300 miesięcznie).
Przypomnijmy, w środę premier Donald Tusk przywoływał dane dotyczące dyżurów medyków. - Mamy na przykład w jednej z wojewódzkich stacji pogotowia 488 godzin. W ciągu miesiąca prawie 17 godzin na dobę, każdej doby. I to jest płacone - zaznaczył. Premier podał też przykład lekarza, który pracował 120 godzin non stop. Zaznaczył, że ma to wpływ na bezpieczeństwo pacjentów. Podając dane dotyczące długości dyżurów medyków szef rządu odnosił się do kontroli z obszaru systemu ratownictwa medycznego.
Premier zwrócił się do Najwyższej Izby Kontroli o przeprowadzenie całościowej kontroli wydawania publicznych środków na ochronę zdrowia. Podkreślił, że chce mieć dokładny raport kontrolny i wnioski wobec tych miejsc, w których dochodziło do nadużyć.
Skąd biorą się kominy płacowe?
Samorząd lekarski, oprócz zmian dotyczących czasu pracy chce też zmiany wyceny procedur medycznych. - Nieprawidłowa wycena doprowadziła do wręcz kosmicznych zarobków lekarzy. (...) To musi się skończyć, to demoralizuje młodych ludzi. To rozwarstwienie budzi zrozumiałe emocje - stwierdził Jankowski.
Dotyczy to zwłaszcza zarobków na kontraktach, stanowiących często procent od wyceny procedur. O tym mechanizmie pisaliśmy w TVN24+ w maju. - To kwestia konkurencji. Jeśli na danym terenie jest wiele oddziałów jakiegoś rodzaju i jednocześnie niewielu medyków, którzy są niezbędni do zawarcia umowy z NFZ, to zaczynają działać proste zasady rynkowe, czyli prawo popytu i podaży. W szczególności dotyczy to specjalizacji, w których wyceny są relatywnie wysokie: zabiegowe, neurochirurgia, niektóre zabiegi ortopedyczne czy część zabiegów z zakresu chirurgii szczękowo-twarzowej - wyjaśniał Wojciech Wiśniewski, ekspert ochrony zdrowia w Polskim Towarzystwie Gospodarczym.
Jak dodawał, największym paradoksem, jeśli chodzi o płace, już nie jest nawet ich wysokość, tylko ich zróżnicowanie. - Największym paradoksem, jeśli chodzi o płace, już nie jest nawet ich wysokość, tylko zróżnicowanie. W tych ośrodkach, w których robi się medycynę najwyższej próby, czyli na przykład w klinikach uniwersyteckich, zarabia się relatywnie mało w stosunku do szpitali powiatowych. Nie mówię o tym, że jeden szpital jest mniej ważny niż drugi, a o stopniu zaawansowania procedur. Za podobną lub trudniejszą pracę można dostać radykalnie różne stawki - komentował Wiśniewski.
Lekarze nie chcą mieć "kierowników z partii"
Szef samorządu lekarskiego wśród postulatów zmian, wysuwanych przez jego środowisko wskazał też na konieczność odpolitycznienia ochrony zdrowia poprzez wprowadzenie zakazu łączenia posiadania legitymacji partyjnej z funkcjami kierowniczymi w ochronie zdrowia.
Jankowski ponowił też apel o spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem. Dodał, że samorząd zwracał się o to dwukrotnie.