Gdy zachwyt nad białkiem trochę się przejadł, internet przypomniał sobie o błonniku. Wydawać by się mogło, że trudno zrobić viral z czegoś, co kojarzy się z zaparciami. Ale influencerzy opakowali go jako fibermaxxing - i internet połknął haczyk.
Kolejna konkurencja w olimpiadzie samodoskonalenia czy rzadki przypadek, gdy algorytm wypluł coś sensownego? Damian Parol, dietetyk i doktor nauk o zdrowiu, przyznaje w rozmowie z TVN24+, że trend go zaskoczył, ale pozytywnie.
Co robi składnik, którego nie trawimy, a który wpływa na glikemię, cholesterol, mikrobiom i sytość? Czy "maxxing" oznacza przesadę - i czy błonnik da się przedawkować? Sprawdzamy, komu ten trend może pomóc, kto powinien uważać i jak dokładać błonnik z korzyścią dla zdrowia, a bez sięgania po suplementy "high fiber"?
Nie trawimy go, ale robi robotę
Błonnik ma kiepski PR. Przez lata kojarzył się z otrębami, suchym pieczywem, zaparciami i zaleceniem "proszę jeść więcej warzyw". Tymczasem to jeden z ważniejszych składników diety.