Nie było karetki, Patrycja zmarła. Kara dla szpitala

00
Nie było karetki, Patrycja zmarła
Źródło: Fakty TVN
Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył ponad pół miliona złotych kary na szpital w Świdnicy. Kontrola wykazała, że 30-letnia Patrycja, u której doszło do udaru, przez wiele godzin czekała na karetkę, mimo że była w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Kobieta zmarła.

Narodowy Fundusz Zdrowia zakończył postępowanie kontrolne w Samodzielnym Zespole Opieki Zdrowotnej w Świdnicy w sprawie śmierci 30‑letniej Patrycji w marcu 2025 roku.

"W wyniku postępowania stwierdzono nieprawidłową organizację i realizację transportu międzyszpitalnego pacjentki, znajdującej się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia i wymagającej pilnego leczenia w oddziale neurochirurgicznym. Nieprawidłowe było także formalne przeniesienie pacjentki ze szpitalnego oddziału ratunkowego na oddział neurologiczny i następnie rozliczenie udzielonych jej świadczeń na tym oddziale zamiast w SOR, w którym przebywała" - poinformowała tvn24.pl Anna Szewczuk-Łebska, rzeczniczka dolnośląskiego oddziału NFZ.

Według rzeczniczki NFZ, z tytułu stwierdzonych nieprawidłowości na szpital nałożono sankcję finansową w wysokości dokładnie 537 470,94 złotych.

- Kara, karą, ale satysfakcja będzie, po tym, jak zostaną ukarane odpowiedzialne osoby, a zwłaszcza pan dyrektor. Dobrze jednak, że ktoś widzi, że jest wielki problem w tej służbie zdrowia - komentuje dla tvn24.pl Albert Augustyn, ociec zmarłej Patrycji.

ZOBACZ TAKŻE: Mijały cenne minuty, a Patrycja wciąż czekała na karetkę. "Nie dali jej szansy. Ona powinna żyć".

Szpital nie zgadza się z decyzją NFZ

Dyrekcja świdnickiego szpitala "Latawiec" nie zgadza się z decyzją NFZ.

"Nie zgadzamy się z wynikiem kontroli i kwestionujemy jej ustalenia" - powiedział "Gazecie Wyborczej" Grzegorz Kloc, dyrektor Regionalnego Szpitala Specjalistycznego "Latawiec" w Świdnicy.

Podkreślił, że szpital złożył szczegółowe zastrzeżenia, w których wykazano - jego zdaniem - że działania personelu były prawidłowe i odbywały się zgodnie z procedurami. Jak tłumaczył "Wyborczej", kluczową kwestią jest rozróżnienie pomiędzy transportem medycznym a sanitarnym. "Ten pierwszy - przeznaczony dla pacjentów w stanie nagłego zagrożenia życia i realizowany między szpitalami - powinien być zapewniony przez NFZ. W czasie zdarzenia jedyna karetka medyczna kontraktowana była zajęta. Z kolei transport sanitarny, za który odpowiadał sam szpital, również posiadał własną specjalistyczną karetkę, ale w tamtym momencie wykonywała inny pilny przewóz" - wyjaśniał.

Samodzielny Zespól Opieki Zdrowotnej w Świdnicy
Samodzielny Zespól Opieki Zdrowotnej w Świdnicy
Źródło: Archiwum TVN24

Dyrektor zaznaczył, że obciążanie winą wyłącznie tego szpitala jest jego zdaniem niesprawiedliwe, a przede wszystkim uderza w lekarzy, którzy jego zdaniem zrobili wszystko, co mogli, by jak najszybciej przekazać pacjentkę do ośrodka z neurochirurgią.

"Od początku było też dla nas niezrozumiałym, dlaczego pacjentka z podejrzeniem udaru krwotocznego oraz podejrzeniem pęknięcia tętniaka została przywieziona przez ZRM (Zespół Ratownictwa Medycznego - red.) do szpitala, w którym nie ma oddziału neurochirurgicznego. To znacznie opóźniło adekwatne do stanu zdrowia leczenie. Stoimy na stanowisku, że nie można dokonywać jedynie fragmentarycznej oceny tego, jak była leczona pani Patrycja" - powiedział "Wyborczej".

Patrycja miała udar

30-letnia Patrycja zemdlała 27 marca 2025 roku w swoim domu w Piławie Górnej.

- Jej narzeczony szybko zadzwonił na 112 i po około 20 minutach przyjechało pogotowie i zabrało ją na SOR w szpitalu w Świdnicy. Córce wykonano tomografię komputerową. Okazało się, że omdlenie było spowodowane udarem krwotocznym. Trzeba było szybko przewieźć córkę do innego szpitala - relacjonował pan Albert. Przekazał, że ze względu na poważne nieprawidłowości i brak dostępnej karetki 30-latki nie udało się przewieźć do drugiego, a następnie trzeciego szpitala na czas.

- Poinformowali nas, że tak nie powinno być, ale nie znaleźli transportu dla mojej córki, odmówiono też śmigłowca. Padła nawet sugestia, że jeden z lekarzy zawiezie ją autem do Wałbrzycha. Nie chcąc tracić czasu, zaproponowałem, że zawiozę ją swoim samochodem. Nie dostałem na to zgody. Usłyszałem za drzwiami, jak dwóch lekarzy rozmawia między sobą i wymieniają pomysł zamówienia taksówki. Byłem w szoku - mówił.

"Nie było już dla niej ratunku"

Mężczyzna przekazał, że jego córka została po czterech godzinach od omdlenia przewieziona do szpitala w Wałbrzychu. - Tam powiedziano nam, że na nas czekali, ale przyjechał do nich pacjent z wylewem i będziemy musieli czekać na swoją kolej cztery do pięciu godzin. Zaczęto szukać dla nas innego szpitala. Trwało to 40 minut. Lekarz dał nam do zrozumienia, że to wygląda źle, bo długo leżała w Świdnicy. Po około sześciu godzinach od omdlenia trafiliśmy do wrocławskiego szpitala przy ulicy Borowskiej - mówił.

- Nie było już dla niej ratunku - dodał. Patrycja została dawczynią organów. - Dzięki niej żyje kilka osób - podkreśla ojciec zmarłej.

Ojciec Patrycji 25 kwietnia 2025 roku złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Sprawa trafiła do Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. To postępowanie wciąż trwa.

Do sprawy włączył się również Rzecznik Praw Pacjenta, który wszczął własne postępowanie wyjaśniające.

OGLĄDAJ: TVN24 HD
pc

TVN24 HD
NA ŻYWO

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: