- Amerykańskie władze nakazały wszystkim pracownikom, których praca nie jest niezbędna, opuszczenie ambasady w stolicy Libanu, Bejrucie - poinformował BBC wysoki rangą urzędnik Departamentu Stanu USA.
- Decyzja o częściowej ewakuacji zapadła w związku z rosnącym napięciem w regionie i groźbą podjęcia działań militarnych USA przeciwko Iranowi, jeśli ten nie osiągnie porozumienia w sprawie swojego programu nuklearnego.
- Iran zapowiedział wcześniej odwet w przypadku ataku ze strony USA, a amerykańskie bazy i obiekty na Bliskim Wschodzie uważane są za potencjalne cele.
- Sekretarz stanu Marco Rubio odroczył planowaną podróż do Izraela bez podania przyczyny.
- Stale oceniamy sytuację bezpieczeństwa i na podstawie naszego najnowszego przeglądu uznaliśmy za rozsądne ograniczenie naszej obecności do niezbędnego personelu - powiedział wysoki rangą urzędnik Departamentu Stanu cytowany przez BBC.
- Ambasada nadal działa, a jej personel jest na miejscu. Jest to środek tymczasowy, mający na celu zapewnienie bezpieczeństwa naszemu personelowi, przy jednoczesnym zachowaniu naszej zdolności do działania i udzielania pomocy obywatelom USA - dodał.
Około 50 pracowników ambasady USA otrzymało nakaz opuszczenia placówki, a 32 pracowników wraz z rodzinami odleciało w poniedziałek z lotniska w Bejrucie - poinformował agencję Reuters przedstawiciel lotniska.
Negocjacje w cieniu amerykańskich gróźb i irańskich zapowiedzi odwetu
Nie podano dokładnego powodu częściowej ewakuacji, ale nastąpiła ona po tym, jak Donald Trump powiedział, że "dojdzie do złych rzeczy", jeśli Iran nie osiągnie porozumienia w sprawie swojego programu nuklearnego.
Retoryka ta wywołała obawy przed możliwym odwetem ze strony Teheranu, a także po wygłoszeniu gróźb pod adresem sił USA przez najwyższego przywódcę Iranu, ajatollaha Aliego Chameneiego.
W czwartek Trump powiedział, że "w ciągu najbliższych, prawdopodobnie, 10 dni" będzie jasne, czy zostanie osiągnięte porozumienie, czy też Stany Zjednoczone zaatakują Iran.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: USA miały stworzyć zaawansowane i ambitne plany ataku. Iran też podjął kroki
Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy podejrzewają, że Iran zmierza w kierunku opracowania broni jądrowej, czemu Iran zawsze zaprzeczał. Urzędnicy amerykańscy i irańscy poinformowali o postępach w rozmowach między obiema stronami, które odbyły się w Szwajcarii w zeszłym tygodniu.
Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragchi powiedział w niedzielę, że wierzy, iż spór nadal ma szansę na rozwiązanie dyplomatyczne "w oparciu o zasadę obustronnej wygranej". W wywiadzie dla CBS News powiedział, że negocjatorzy pracują nad elementami porozumienia.
USA gromadzą siły na Bliskim Wschodzie
Mimo to Stany Zjednoczone nadal wzmacniają swoje ogromne siły zbrojne w pobliżu Iranu, które obejmują szereg niszczycieli, okrętów bojowych i myśliwców. Największy okręt wojenny świata, USS Gerald R. Ford, również zmierza w kierunku tego regionu.
BBC Verify zidentyfikowało już lotniskowiec o napędzie atomowym USS Abraham Lincoln na zdjęciach satelitarnych wykonanych u wybrzeży Omanu, około 700 kilometrów od Iranu.
Specjalny wysłannik USA Steve Witkoff powiedział w niedzielę w wywiadzie dla Fox News, że Trump jest "ciekawy", dlaczego Iran jeszcze nie "skapitulował" w obliczu rozbudowy sił zbrojnych.
Prezydent wcześniej mówił, że rozważa ograniczony atak na Iran, aby wywrzeć presję na jego przywódców, by zawarli porozumienie. Wyznaczony 10-dniowy termin miałby upłynąć pod koniec tego tygodnia, ale nie wiadomo dokładnie, co stanie się później, ani czy będzie chciał zdecydować się na wcześniejszy atak.
Dzień przed atakami wojskowymi USA i Izraela na Iran w zeszłym roku Biały Dom poinformował, że Trump podejmie decyzję o ataku "w ciągu najbliższych dwóch tygodni" - przypomniała stacja BBC.
Teheran odpowiedział na te ataki, wystrzeliwując rakiety na amerykańską bazę wojskową w Katarze w czerwcu ubiegłego roku.
Odroczona podróż Rubio do Izraela
Tymczasem planowana podróż sekretarza stanu Marco Rubio do Izraela najwyraźniej została opóźniona, a harmonogram "może ulec zmianie" - poinformował urzędnik Departamentu Stanu.
W zeszłym tygodniu urzędnicy poinformowali, że w sobotę poleci do Izraela, aby spotkać się z premierem Benjaminem Netanjahu. Izraelskie media donoszą, że podróż została przełożona na przyszły poniedziałek, ale Departament Stanu nie potwierdził tego. Urzędnik powiedział, że Rubio "nadal planuje podróż do Izraela", ale nie podał daty.
W poniedziałek Netanjahu powiedział, że Izrael stoi w obliczu "skomplikowanych i trudnych dni" w związku z impasem między USA a Iranem. - Mamy oczy szeroko otwarte i jesteśmy przygotowani na każdy scenariusz - powiedział izraelskiemu parlamentowi.
Dodał, że jeśli Iran zdecyduje się zaatakować Izrael, odpowie "z siłą, której nie jest w stanie sobie nawet wyobrazić".
Opracował Adam Styczek/ads