W poniedziałek nad Polską wędrowała strefa opadów deszczu. W połączeniu z coraz wyższą temperaturą, sprzyjającą topnieniu pokrywy śnieżnej, miejscami prowadziła do lokalnych podtopień i powodzi.
W części kraju obowiązują ostrzeżenia hydrologiczne pierwszego i drugiego stopnia przed gwałtownym wzrostem stanów wody.
Prawie dwa tysiące interwencji strażaków
W związku ze skutkami roztopów w niedzielę i poniedziałek strażacy mieli ręce pełne pracy. W tych dniach interweniowali odpowiednio 921 i 899 razy, zajmując się głównie pompowaniem wody z piwnic, a w części przypadków - z dróg.
Z informacji resortu infrastruktury i policji wynika, że po godzinie 18 nieprzejezdne były fragmenty dróg krajowych 10, 25 i 31. Na części linii między Łodzią a Kutnem prędkość została ograniczona do 20 kilometrów na godzinę, bo po obu stronach torów znajdowały się rozlewiska wody roztopowej.
W Rządowym Centrum Bezpieczeństwa odbyła się narada, w której uczestniczyły służby, wojewodowie, przedstawiciele Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, Polskich Wód oraz resortu infrastruktury. Po spotkaniu wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Wiesław Szczepański przekazał, że w związku z prognozowanymi wysokimi temperaturami pod koniec tygodnia mogą wystąpić podtopienia wynikające z rozpuszczającego się śniegu i spływania wody w niższe miejsca. Ich ryzyko pojawi się między innymi w województwach warmińsko-mazurskim, lubelskim i mazowieckim. Choć poziom wody w niektórych rzekach wzrasta, to według polityka nie ma ryzyka ich wylania. Ponadto przekazał, że zbiorniki retencyjne są obecnie przygotowywane na przyjęcie fali roztopowej.
Zalane budynki, drogi, podwórka
Od niedzieli do poniedziałku rano strażacy z województwa kujawsko-pomorskiego odnotowali 245 interwencji w związku z warunkami pogodowymi. Wyjeżdżali do zalanych dróg, piwnic i podwórek. Reporter TVN24 Mariusz Sidorkiewicz przekazał, że od początku weekendu było ich jeszcze więcej.
- Mieliśmy bardzo poważnie zalaną drogę krajową numer 91. To ważna arteria prowadząca z Torunia w kierunku północy, aż do Gdańska. Strażacy odpompowali wodę - opowiadał. - Są takie miejsca, lokalne szosy, gdzie strażacy dopiero dojadą - dodał.
Wieczorem utrudnienia w związku z roztopami pojawiły się na drodze krajowej nr 10, na odcinku między Wyrzyskiem a Nakłem, w pobliżu miejscowości Sadki. Policja wprowadziła ruch wahadłowy.
Sidorkiewicz rozmawiał w poniedziałek z właścicielką zalanego przez wodę sklepu z meblami używanymi w Obrowie niedaleko Torunia. Kobieta przyszła rano do pracy i zastała stojącą w budynku wodę.
- Praca wre, trzeba całą tę wodę odpompowywać - opowiadała. - Straty są na pewno w tysiącach złotych. (...) Na pewno jest to dorobek naszego całego życia, już tę firmę bardzo długo prowadzimy - dodała.
Interwencje w zachodniej Polsce
Jak podała wielkopolska straż pożarna, od niedzielnego popołudnia do poniedziałkowego poranka na terenie województwa odnotowano łącznie 172 zgłoszenia związane z wodami roztopowymi. Najwięcej zgłoszeń otrzymali strażacy z powiatów: pilskiego (52), złotowskiego (30) i chodzieskiego (17).
W niedzielę wójt gminy Szydłowo Tobiasz Wiesiołek opublikował nagrania pokazujące lokalne podtopienia na terenie gminy. Dzięki sprawnej akcji strażaków straty były minimalne. Jak napisał, od lat w okresie przedwiośnia nie pojawiło się tam aż tak dużo wody.
Rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej PSP w Gorzowie Wielkopolskim mł. bryg. Arkadiusz Kaniak przekazał w poniedziałek rano, że w ciągu ostatniej doby dyżurni otrzymali 31 zgłoszeń o charakterze atmosferycznym. Załogi wyjeżdżały głównie do wypompowywania wody z posesji i piwnic.
Zalane Jasne Błonia w Szczecinie
W województwie zachodniopomorskim w poniedziałek w godzinach 8-19 strażacy odnotowali 214 zdarzenia związane z roztopami i intensywnymi opadami deszczu.
- Nasze działania dotyczyły przede wszystkim wypompowywania wody z piwnic, posesji i ulic - poinformował rzecznik KW PSP w Szczecinie asp. Dariusz Schacht.
W poniedziałek strażacy mieli najwięcej pracy w powiatach szczecineckim, drawskim i wałeckim. Tam do usuwania wody z zalanych piwnic, posesji i ulic straż pożarna wyjeżdżała odpowiednio 42, 30 i 29 razy.
Pomocy w wypompowywaniu wody potrzebowali mieszkańcy m.in. Kłosowa, Jabłonkowa, Jeziorek i ul. Zaułek Chełmiński w Wałczu w powiecie wałeckim. W powiecie kołobrzeskim najwięcej podtopień było w gminach Siemyśl, Dygowo i Gościno, natomiast w powiecie szczecineckim w Marcelinie woda zalała posesję i zerwała chodnik.
Roztopy dały się we znaki także mieszkańcom Redlicy niedaleko Szczecina, gdzie woda roztopowa zalała pola. W samym Szczecinie nie zanotowano poważnych problemów, ale woda zalała plac Jasne Błonia.
Wiele interwencji związanych z zalaniami mieli także strażacy z powiatu łobeskiego. O szczegółach mówił starszy kapitan Ireneusz Gendek, dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Łobzie. Przekazał, że na terenie powiatu łobeskiego odnotowano 31 zdarzeń związanych z roztopami. Strażacy mieli dużo pracy w miejscowości Redowo Małe.
- Przepompowujemy wodę, która dostała się do marketu spożywczego, budynku wielorodzinnego, przepompowni ścieków. Zagrożona była również stacja uzdatniania wody, woda przedzierała się również przez drogę wojewódzką numer 147, a następnie zalewała prywatne posesje - powiedział Gendek.
Strażak zaapelował do mieszkańców, by przygotowali się wcześniej, zgłaszali zapotrzebowanie do gmin oraz do centrum zarządzania kryzysowego.
Zalania na Pomorzu Gdańskim
Z powodu odwilży strażacy na Pomorzu Gdańskim interweniowali od niedzieli rano do poniedziałkowego poranka blisko 130 razy. Działania polegały głównie na odpompowywaniu wody z piwnic oraz z zalanych dróg i ulic. Rzecznik prasowy pomorskiej PSP mł. asp. Dawid Westrych przekazał, że najwięcej zdarzeń w regionie dotyczyło powiatów człuchowskiego, chojnickiego i wejherowskiego.
- Działania strażaków polegają głównie na odpompowywaniu wody z piwnic, zalanych dróg i ulic. W miejscowości Czarne w powiecie człuchowskim trwa budowa wału przeciwpowodziowego, ponieważ ciekiem melioracyjnym przemieszczają się duże ilości wody, zalewające domostwa - powiedział strażak.
W rozmowie z TVN24 burmistrz gminy Czarne Piotr Zabrocki opowiadał, że po roztopach doszło do wezbrań. Najwięcej strat zanotowano w miejscowości Czarne, gdzie ciek wodny zalał budynki leżące przy jednej z ulic.
- Staramy się to udrażniać, przekierowywać wodę. Wszystkie służby zostały uruchomione, od godziny 6 działamy - wyjaśnił. Podkreślił, że ostatnie tego typu zdarzenie zanotowano 15 lat temu.
- Mamy zamarzniętą ziemię - opowiadał jeden z mieszkańców miejscowości. - Wpływa do niego [cieku - przyp. red.] woda z dużej powierzchni, mamy podnoszenie się wody zagrażające bezpieczeństwu naszych domów - dodał.
Trudna sytuacja panuje także we Wdzydzach Tucholskich w województwie pomorskim, gdzie była reporterka TVN24 Marta Ulatowska-Jesse. Prowadziła swoją relację z zalanej ulicy, pokazując, jak kierowcy radzą sobie w takich warunkach. Konkluzja była taka, że przejechanie większymi autami było możliwe, ale mniejsze auta mogły mieć problem.
Kilkuset mieszkańców bez ogrzewania
Z powodu roztopów mieszkańcy miejscowości Wyczechy mierzyli się z kolei z brakiem ogrzewania. Woda zalała tamtejszą kotłownię.
- Doszło do mocnej odwilży i topnienia śniegu, który spłynął niestety z pobliskiej miejscowości, pozalewało kotłownię, poza piwnicę, no i niestety mamy duże podtopienia. Teraz walczymy z tą kotłownią, żeby ją uruchomić, żeby ludzie, którzy tu na osiedlu mieszkają, mogli mieć ciepłe mieszkania, bo ponad 400 mieszkańców zostanie bez ciepła dzisiaj w nocy - powiedział lokalny radny.
Autorka/Autor: Agnieszka Stradecka
Źródło: TVN24, IMGW
Źródło zdjęcia głównego: PAP/Adam Warżawa