W piątek wczesnym rankiem, jadące na interwencję strażniczki Ekopatrolu zauważyły na Wisłostradzie zdenerwowanego mężczyznę, który dawał znaki by się zatrzymały. Okazało się, że pilnej pomocy potrzebowała jego siedmioletnia córeczka.
Brakowało jej tlenu
"Jak relacjonowali rodzice, w trakcie przejazdu na wakacje, dziecko nagle dostało drgawek, a później zasłabło. Dziewczynka 'lała się przez ręce', oddychała nieregularnie i głośno, nie reagowała na bodźce dotykowe ani świetlne, brakowało jej tlenu - twarz dziecka siniała" - relacjonowała w komunikacie na ten temat straż miejska.
Interweniująca strażniczka miejska to instruktorka kwalifikowanej pierwszej pomocy i jeden z ponad 150 funkcjonariuszy straży miejskiej z kwalifikacjami ratowniczymi. Wiedziała co robić. "Ustaliłyśmy, że pogotowie jest już zawiadomione i utrzymując kontakt z dyspozytorem, podjęłyśmy czynności ratownicze" - powiedziała cytowana w komunikacie strażniczka-ratowniczka.
"Podejrzewałyśmy, że mogło dojść do epizodu padaczkowego i w tym kierunku szły nasze czynności. Po ich zastosowaniu, dziewczynka zaczęła odzyskiwać napięcie mięśni, jej oddech nieco się poprawił i w tym stanie przekazałyśmy ją pogotowiu" - dodała strażniczka.
Ratownicy medyczni, którzy dotarli na miejsce o 5:45, otrzymali od strażniczek wszystkie ważne informacje i zabrali dziecko do szpitala.
Strażnicy przypomnieli też, że niemal każdy radiowóz straży wyjeżdżający w teren wyposażony jest w przenośny defibrylator AED, który znacznie zwiększa szanse przeżycia w sytuacjach zasłabnięć towarzyszących nagłemu zatrzymaniu krążenia.