Jak podały lokalne media, ogień pojawił się w piątek wieczorem w miejscowości Olzano di Tignale. Akcja gaśnicza rozpoczęła się około godziny 22, ale opanowanie płomieni okazało się nie lada wyzwaniem. Silny wiatr i ukształtowanie terenu utrudniały walkę z żywiołem. Gaszenie ognia trwało całą noc, a o poranku do akcji dołączyły śmigłowce i samoloty gaśnicze.
>>>> CZYTAJ TEŻ: Zaćmienie Słońca. W Hiszpanii zwierzęta mogą "zaśpiewać"
Lokalne władze zdecydowały się na prewencyjną ewakuację około 200 osób, głównie turystów zagranicznych, którzy przebywali w domkach i ośrodku wypoczynkowym znajdujących się najbliżej linii ognia. Nikomu nic się nie stało, budynki również pozostały nienaruszone.
"Ogromne płomienie". Relacja Reportera24
Nocna akcja wzbudziła obawy także u osób przebywających w hotelach położonych dalej od miejsca pożaru. Na Kontakt24 otrzymaliśmy relację od pana Jacka, który jest na wakacjach nad jeziorem Garda i mieszka w pobliskiej w miejscowości Gardola. Jak opowiadał, w sobotę pożar wciąż był dogaszany.
Pożar lasu. Tignale, miejscowość Gardola (Włochy)
Pożar lasu. Tignale, miejscowość Gardola (Włochy)
- Przyjechaliśmy na wakacje w czwartek wieczorem. Jesteśmy tutaj samodzielnie, bez biura podróży. Pożar wybuchł na górze przy jeziorze Garda. Do godziny trzeciej w nocy było widać ogromne płomienie. Po siódmej rano zaczęły latać samoloty gaśnicze i śmigłowiec. Widziałem w internecie komunikaty, że nie mogły przylecieć wcześniej, gdyż gasiły pożary nad jeziorem Como. Teraz maszyny cały czas latają, pobierają wodę z jeziora i oblewają górę z dwóch stron. Mimo prognozowanych opadów deszczu niestety nie padało - relacjonował internauta.
Chcieli się ewakuować
Mężczyzna opowiadał, że hotel, w którym się zatrzymał, jest w odległości maksymalnie kilometra w linii prostej od pożaru. - Wieczorem podjęliśmy decyzję o spakowaniu dokumentów i ewakuowaniu się. Zjechaliśmy na dół. Spotkaliśmy Polaków, którzy zrobili to samo. Wyglądało to strasznie, ale pożar szedł do góry, a nie w dół. Tubylcy zachowywali się raczej spokojnie. Około godziny dwudziestej trzeciej zadzwoniliśmy na recepcję naszego hotelu i zapytaliśmy się, czy jest bezpiecznie. Otrzymaliśmy informację, że tak, więc wróciliśmy do pokoju - przyznał.