Świat

W szpitalu odwiedziła ją księżna Diana, a to zdjęcie obiegło świat. Po latach choroba wróciła, 21-latka zmarła

Świat


Jej zdjęcie, gdy jako 4-letnia dziewczynka siedzi na kolanach kiężnej Diany, obiegło świat. Hollie Robinson Marsh walczyła wówczas z białaczką. Choroba odpuściła, a dziewczyna, zainspirowana działalnością księżnej Walii, zaangażowała się w pomoc najmłodszym. 17 lat po tym niezwykłym spotkaniu 21-letnia Hollie przegrała walkę po nawrocie choroby.

- Mój Boże, ważysz chyba tonę - te słowa, które powiedziała księżna Diana, biorąc małą Hollie na kolana rozbawiły dziewczynkę. Na fotografii wykonanej właśnie w tamtym momencie 4-latka uśmiecha się od ucha do ucha. - Hollie była znacznie cięższa niż spodziewała się tego Diana - wspomina jej matka Claire Robinson.

Spotkanie z księżną

Do tego niezwykłego spotkania doszło 21 lipca 1997 r. na oddziale dziecięcym szpitala Northwick Park w północnym Londynie, nieco ponad miesiąc przed śmiercią Diany. Hollie Robinson Marsh trafiła tam z powodu choroby nowotworowej. Zdjęcie obiegło światowe media. Zostało także wykorzystane na opakowaniu monety upamiętniającej śmierć Diany.

- Hollie pamiętała, że do tego spotkania doszło, ale zapomniała wiele szczegółów. Tak naprawdę nigdy nie chwaliła się tym przed innym ludźmi, bo nie chciała być przez nich traktowana inaczej - mówi jej matka.

Powrót choroby

Hollie wygrała wówczas walkę z chorobą i zainspirowana działalnością Diany, postanowiła pomagać innym. Gdy skończyła 16 lat zaczęła pracować dla organizacji Kids Can Achieve, która wspiera najmłodszych. Pracowała tam nawet wtedy, gdy 17 lat po spotkaniu z księżną Walii, usłyszała, że choroba powróciła.

Dziewczyna przeszła chemioterapię i radioterapię. Doszło jednak do niewydolności wielonarządowej i mimo że jej 18-letni brat mógł zostać dawcą szpiku kostnego, to na przeczep było już za późno. Dziewczyna zmarła w wieku 21 lat.

- Była niesamowitą osobą. Nigdy nie pytała "dlaczego ja?", nigdy też nie płakała - wspomina jej matka, którą cytują brytyjskie media.

Szef organizacji Kids Can Achieve podkreśla, że jej śmierć to ogromna strata, zarówno dla personelu, jak i dzieci, którymi się opiekowała. - Jesteśmy strasznie zszokowani i zasmuceni jej śmiercią - mówi.

- Pracowała z nami od pierwszych dni naszej działalności. Sama przeszła przez wielkie próby i zrezygnowała z kariery na rzecz pracy z dziećmi. Wszyscy będziemy za nią bardzo tęsknić - dodaje.

Pogrzeb Hollie, w którym uczestniczyło kilkaset osób, odbył się w piątek.

Autor: db/kka / Źródło: dailymail.co.uk