Afera z fotoradarami na Słowacji. "Pękam ze śmiechu"

korek ulica samochody bratyslawa slowacja - Samo451 shutterstock_2219653871
Kraje bałtyckie odmawiają przelotu do Moskwy Robertowi Fico
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Samo451 / Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Słowacki Krajowy Urząd Bezpieczeństwa (NBU) potwierdził, że w dwóch kamerach drogowych, które zamówiło ministerstwo spraw wewnętrznych, znaleziono rosyjskie podzespoły mogące przekazywać zarejestrowane dane. Premier lekceważy sprawę.

Resort spraw wewnętrznych Słowacji zamówił dwie nowe kamery do monitorowania ruchu na drogach i jedną z nich zainstalował w Bratysławie w marcu. Zakup finansowany był z unijnego Planu Odnowy. Urządzenia potrafią monitorować kilka pasów ruchu jednocześnie i rejestrować szczegółowe zdjęcia samochodów oraz ich pasażerów.

W sierpniu najsilniejsza partia opozycyjna Postępowa Słowacja (PS) zwróciła uwagę, że system bardzo przypomina radary drogowe rosyjskiej firmy z Petersburga. Media ustaliły, że wbrew deklaracjom resortu spraw wewnętrznych dostawcą była cypryjska firma - bez biznesowej historii i bez prawdziwego adresu, a NBU rzeczywiście znalazł w kamerach rosyjskie komponenty oraz luki w zabezpieczeniach.

W kamerach są mechanizmy pozwalające na wyciek informacji. Ponadto są one słabo zabezpieczone, choć nie udowodniono, że ktoś faktycznie z tego skorzystał.

Premier Słowacji bagatelizuje sprawę fotoradarów

Opozycja domaga się dymisji szefa resortu spraw wewnętrznych Matusza Szutaja Esztoka, którego broni premier Robert Fico. W poniedziałek na konferencji prasowej lekceważył żądania opozycji i wynik ekspertyzy NBU.

- Pękam ze śmiechu, gdy ktoś mi tu wmawia, że dwie kamery drogowe mogą zagrozić bezpieczeństwu Republiki Słowackiej. Nie ma żadnego znaczenia, jakie podzespoły by tam były: chińskie, rosyjskie, niemieckie, francuskie, amerykańskie - stwierdził. - Jak, na litość boską, ma to zagrażać bezpieczeństwu Republiki Słowackiej? - pytał słowacki premier. Jego zdaniem bardziej szczegółowe informacje są dziś w stanie uzyskać na przykład satelity szpiegowskie.

Sam minister Szutaj Esztok nakazał usunąć obie testowane kamery i zakończył współpracę z ich dostawcą. Twierdzi, że firma wprowadziła ministerstwo w błąd przy dostawie sprzętu.

Tymczasem minister turystyki i sportu Rudolf Huliak we wtorek w mediach społecznościowych nazwał całą aferę z radarami "oszustwem" i uznał, że dojrzała ona do dymisji ministra.

Sprawę bada słowacki Urząd Ochrony Danych Osobowych. Do zakończenia postępowania urząd nie informuje o postępach prac i nie jest jasne, czy badane jest Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, które zamówiło kamery, czy firma realizująca zamówienie.

Źródło: PAP
Czytaj także: