Policja hrabstwa Sussex poinformowała o zdarzeniu we wtorek wieczorem. Ratownicy odebrali przed godziną 15:00 tego dnia zgłoszenie o czterech osobach, które znalazły się w niebezpieczeństwie w wodzie. Cała czwórka prawdopodobnie weszła do wody, żeby popływać.
Funkcjonariusze policji, straży przybrzeżnej oraz ratownicy Royal National Lifeboat Institution (RNLI) interweniowali w pobliżu fortu Shoreham, wyciągajac z wody wszystkie cztery osoby. "Niestety, pomimo usilnych starań ratowników medycznych potwierdzono zgon trzech osób: mężczyzny, kobiety i nastoletniej dziewczyny. Młodsza dziewczynka została przewieziona do szpitala, jest w stanie krytycznym" - poinformowała policja w komunikacie.
Według BBC wszystkie zmarłe osoby były członkami tej samej rodziny. W środę ambasada Palestyny w Wielkiej Brytanii poinformowała, że mężczyzna, który utonął był palestyńskim uchodźcą z obozu Rashidieh na południu Libanu i ojcem dziewczyn. Ambasada nie była w stanie potwierdzić tożsamości wszystkich osób.
Śmierć w morzu. Premier zabrał głos
Tragedia wstrząsnęła mieszkańcami Shoreham-by-Sea, miasta portowego oddalonego o około 90 km na południe od Londynu. BBC cytuje właścicielkę pobliskiego sklepu, która stwierdziła, że "wciąż drży" po tym, co się stało. - To szok dla wszystkich w okolicy. Mam nadzieję, że dziewczynka, która trafiła do szpitala, wyzdrowieje - powiedziała.
Głos w sprawie wtorkowych wydarzeń zabrał brytyjski premier Andy Burnham, który nazwał je "prawdziwą tragedią". Ostrzegł przed niebezpieczeństwem związanym z pływaniem na otwartych wodach. - Zimna woda, nawet kiedy na zewnątrz jest gorąco, może wywołać u ludzi szok termiczny - podkreślił. Złożył kondolencje bliskim zmarłych i zapewnił, że rząd "dokładnie przyjrzy się temu, co się wydarzyło".
Redagował AM