Wanda Traczyk-Stawska, pseudonim Pączek, uczestniczka Powstania Warszawskiego, zmarła w wieku 99 lat. Po wojnie była nauczycielką osób z niepełnosprawnościami i aktywną uczestniczką życia publicznego.
Na antenie TVN24 wspominała ją Anna Przedpełska-Trzeciakowska. Na wstępie powiedziała, że niedawno widziała się z Wandą Traczyk-Stawską. Spotkały się dwa tygodnie temu. - Wydawała mi się jeszcze pełna życia - powiedziała.
- Może to zabrzmi patetycznie, ale Wanda była człowiekiem, który reagował na zło w każdym wydaniu - podkreśliła. Jak dodała, w szczególności nie pozostawała obojętna na cynizm i brutalność oraz wszystko, co było sprzeczne z jej ideami.
"Myśmy do pewnych rzeczy się zobowiązywały i kropka"
Anna Przedpełska-Trzeciakowska wróciła również pamięcią do czasów Powstania Warszawskiego. Zarówno ona, jak i Wanda Traczyk-Stawska służyły w Armii Krajowej. Jednak w innych oddziałach. Anna Przedpełska-Trzeciakowska była sanitariuszką.
- Wanda nie kończyła podchorążówki, ale umiała strzelać i dawała tego dowody. Był to piękny człowiek. Nie tylko piękny człowiek w sensie moralnym, ale w sensie wewnętrznych sił. Ona potrafiła z siebie wydobyć niezwykłe siły - zaznaczyła.
Pani Anna powiedziała, iż z Wandą nie uważały, że są bohaterkami - To jest po prostu obowiązek, myśmy do pewnych rzeczy się zobowiązywały i kropka. Ona wykonywała swoje, ja wykonywałam swoje - powiedziała Przedpełska-Trzeciakowska, nawiązując do czasów Powstania Warszawskiego.
Walczyły też o sprawy współczesne, dotyczące bieżącej polityki i spraw publicznych.
"Ten krzyk pozostanie i będzie w moich uszach"
Wanda Traczyk-Stawska bała się brunatnienia Polski. - Te same rzeczy nas oburzały i strasznie martwiły. Ja jako sanitariuszka byłam świadkiem śmierci, śmierci za to, żeby w tym kraju była demokracja, żeby w tym kraju szanowało się drugiego człowieka, żeby walczyć z każdą podłością, a tej podłości było dosyć dużo - powiedziała Anna Przedpełska-Trzeciakowska.
Nawiązała także do słów Traczyk-Stawskiej do Roberta Bąkiewicza w 2021 roku, podczas prounijnej manifestacji na Placu Zamkowym w Warszawie. Protest był odpowiedzią na decyzję Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł wyższość Konstytucji nad prawem Unii Europejskiej. Jej wystąpienie próbowały zagłuszać środowiska narodowe pod wodzą Roberta Bąkiewicza. - Milcz, głupi chłopie. Milcz chamie skończony - grzmiała wówczas Traczyk-Stawska.
- Ten krzyk pozostanie i będzie w moich uszach, powinien być zawsze powtarzany, wtedy, kiedy cham przemawia - stwierdziła, wspominając Wandę Traczyk-Stawską. Jak dodała, okrzyk "milcz chamie" powinien zostać zapisany złotymi głoskami. - Powinniśmy go powtarzać wtedy, kiedy zajdzie taka potrzeba - podsumowała.