Rakieta od początku była "poza kontrolą". "Niemal na pewno chodzi o silniki"

TVN24


Katastrofa rakiety Proton-M podczas startu z kosmodromu w Bajkonurze jest, jak mówią specjaliści, "wyjątkowa". Bardzo rzadko dochodzi do tak spektakularnych awarii na samym początku lotu. Według informatorów rosyjskich mediów, rakieta od oderwania się od ziemi była "poza kontrolą". Winne niemal na pewno są silniki.

Proton-M, koń roboczy rosyjskiego przemysłu kosmicznego, uległ katastrofie w pierwszych sekundach lotu we wtorek rano. Rakieta miała wynieść na orbitę z kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie trzy satelity systemu GLONASS, czyli rosyjskiego GPS.

Krótki lot

Rakieta od początku lotu miała problem ze stabilizacją. Automatyczne próby wyrównania kierunku lotu nie powiodły się i Proton-M zakreślił łuk nad Bajkonurem na wysokości około kilometra, po czym spadł na ziemię. Jeszcze przed upadkiem rakieta rozpadła się na kawałki pod wpływem oporu powietrza. Proton-M pokonał ostatecznie 2,5 kilometra.

Jak twierdzą przedstawiciele rosyjskiej agencji kosmicznej Roskosmos, silniki rakiety przed uderzeniem o ziemię awaryjnie wyłączyły się. - Większość paliwa została zużyta jeszcze przed upadkiem - twierdzi rzeczniczka agencji, Anna Wadiszczewa. Jej wypowiedź ma na celu uspokojenie okolicznych mieszkańców, bowiem 600 ton paliwa Proton-M jest bardzo toksyczne i może zatruć znaczną powierzchnię. - Oczywiście eksplozja stworzyła trującą chmurę, ale dzięki wietrznej pogodzie większość paliwa spadła w formie deszczu na teren kosmodromu - twierdzi rzeczniczka.

Silniki pierwszego stopnia Proton-M standardowo pracują przez nieco ponad półtorej minuty, a wtorkowy lot trwał około połowy tego czasu. W zbiornikach rakiety, wbrew zapewnieniem Wadiszczewej, niemal na pewno znajdowało się jeszcze wiele ton toksycznego paliwa, ale władze zapewniają, że nie ma żadnego zagrożenia. - Mieliśmy już takie wypadki. Posprzątanie terenu i wznowienie lotów zajmie dwa-trzy miesiące - stwierdziło źródło agencji Ria Novosti.

Silnik lub systemy stabilizacji

Tak widowiskowe katastrofy jak ta wtorkowa zdarzają się bardzo rzadko. Rosjanie od lat mają poważne problemy z kolejnymi stopniami, które umieszczają ładunek rakiety na pożądanej orbicie. Początkowe minuty lotu od wielu lat były jednak bez zarzutu. Jak mówi Igor Marinin, główny redaktor gazety "Rosyjskie Informacje Kosmonautyczne", to pierwszy taki wypadek od co najmniej dekady. - To fenomenalne i wyjątkowe - zaznacza ekspert.

Według informatora agencji Interfax-Kazachstan, Proton-M był poza kontrolą niemal od pierwszej sekundy lotu. - Zgodnie z programem, po wykryciu poważnej usterki rakieta skierowała się z dala od wyrzutni, aby rozbić się w bezpiecznym terenie - dodał rozmówca dziennikarzy. Ostatecznie rakieta spadła zaledwie kilometr od drugiej wyrzutni z której startują Protony.

- To wina albo systemu kontroli lotu albo silników. Ponieważ do awarii doszło w ciągu pierwszych kilkunastu sekund, niemal na pewno chodzi o silniki - powiedział natomiast informator agencji Ria Novosti. Wszczęto dochodzenie, które ma ustalić przyczyny awarii. Jak twierdzą rozmówcy rosyjskich mediów, w ciągu kilku dni uda się ustalić co zawiodło.

Na okres dwóch-trzech miesięcy wszystkie starty z Bajkonuru zostały zawieszone. Kolejne loty Proton-M są też wstrzymane do ustalenia przyczyn awarii.

Autor: mk/iga / Źródło: Russia Today, Ria Novosti, tvn24.pl