Grupa uderzeniowa amerykańskiego lotniskowca USS Abraham Lincoln jest już na Morzu Arabskim i według nieoficjalnych doniesień właśnie osiągnęła gotowość do ewentualnych działań na terytorium Iranu.
Rosnące obawy o wybuch gorącego konfliktu sprawiły, że doszło nawet do nietypowo przyjaznej rozmowy telefonicznej przywódców dwóch wrogich sobie państw, rywalizujących o miano regionalnych mocarstw - Iranu i Arabii Saudyjskiej. Prezydent Iranu Masud Pezeszkian ostrzegł przed destabilizacją regionu, z kolei saudyjski książę Mohammed Bin Salman podkreślił potrzebę "solidarności" między państwami muzułmańskimi. I zapewnił, że Rijad nie pozwoli, aby jego terytorium lub przestrzeń powietrzna zostały wykorzystane do działań wojskowych przeciwko Teheranowi.
Tymczasem w stronę Iranu miały zostać wysłane kolejne okręty US Navy.
Sytuacja w Iranie
Tak wygląda narastające napięcie w regionie miesiąc po masowych, największych od lat protestach, które wybuchły w całym Iranie. Reżim ajatollahów przypomina dziś rannego psa, który szczerzy zęby i warczy, próbując przekonać, że jest groźny. I wciąż jest, o czym brutalnie przekonali się uczestnicy antyrządowych protestów.