Ponad milion osób podpisało ten dokument. "Za wsparcie polskich starań"

F16-0013
Milion trzysta tysięcy Polaków podpisało deklarację o podziwie i przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Milion trzysta tysięcy Polaków w podzięce za pomoc od Amerykanów podpisało sto lat temu deklarację o podziwie i przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych. Losy tego dokumentu i jego sygnatariuszy splatały się z najważniejszymi wydarzeniami naszej historii w XX wieku.

Tłumy na ulicach, pochody dzieci z amerykańskimi flagami w rękach, bannery na budynkach, a nawet kopia Statuy Wolności - tak w 1920 roku wyglądały obchody 4 lipca w Warszawie. 4 lipca był wtedy nad Wisłą świętem państwowym. Polacy mieli bowiem za co dziękować Amerykanom.

- Za wsparcie polskich starań o odzyskanie niepodległej państwowości po pierwszej wojnie światowej oraz ogromną pomoc gospodarczą i medyczną - mówi Jacek Stawiski, historyk i redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego".

Czytaj też: Najczystszy syn wolności, szydełkujący generał. Czego nie wiecie o Kościuszce

Najbardziej wyjątkowym wyrazem wdzięczności była stworzona dokładnie 100 lat temu deklaracja o podziwie i przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych podpisana przez milion trzysta tysięcy Polaków, w dużej mierze przez dzieci.

Nieżyjący już Cyprian Skwarek, z którym w 2017 roku rozmawiała Brygida Grysiak, miał 10 lat, gdy złożył swój podpis. - Ambicją było podpisać się ładnie i wyraźnie. Był to bardzo ważny prezent, że do Ameryki przedostała się informacja o naszych podziękowaniach - mówił Skwarek.

Wspomnienie syna

Dziś rozmawiamy z synem pana Cypriana, który mówi, jak ważnym epizodem była w życiu jego ojca deklaracja. - Pewnie nie wszystko się pamięta, mając 10 lat, w późniejszym wieku. Z tego, co mówił, to przyszła nauczycielka języka polskiego, przyniosła listę i powiedziała, że wszyscy uczniowie mają się podpisać - mówi Wojciech Skwarek.

Sygnatariusze deklaracji byli świadkami i uczestnikami najważniejszych wydarzeń z historii Polski w XX wieku, o czym przekonała się rodzina pana Cypriana, porządkując po jego śmierci dom. - Znaleźliśmy plik dokumentów, które były na strychu. Przypomniałem sobie, że kiedyś podobne tomy znalazłem w bibliotece ojca - dodaje pan Wojciech.

Milion trzysta tysięcy Polaków podpisało deklarację o podziwie i przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych
Milion trzysta tysięcy Polaków podpisało deklarację o podziwie i przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych
Źródło zdjęcia: TVN24

Jeszcze za życia ojca pan Wojciech zapytał o jeden z takich zeszytów. - Ojciec powiedział, że są to dokumenty z Politechniki Warszawskiej jego kolegi, Żyda, który dał mu te dokumenty na przechowanie w czasie okupacji - wspomina pan Wojciech.

Wykłady żydowskiego studenta

Rodzina Skwarków nie spodziewała się, że na strychu znajdzie dużo więcej tomów i dokumentów Mordechaja Freitaga. - To są wykłady studenta. Jest to bardzo ładnie zrobione i widać, że przywiązywał do tego dużą wagę - mówi pan Wojciech.

Mordechaj Freitag mieszkał w jednej z kamienic w Lublinie i był najmłodszym synem właściciela fabryki cykorii. Ostatnim śladem jego istnienia jest lista osób przebywających w getcie na Majdanie Tatarskim w 1942 roku. Miał wtedy 26 lat.

Dziś rodzina Skwarków szuka miejsca, do którego mogłyby trafić notatki. - Ja tak ładnie swoich wykładów nie prowadziłem - śmieje się Wojciech Skwarek. - Jest to cenne i warto, żeby ktoś z tego skorzystał - dodaje.

Nawiązany kontakt z rodziną

Przed emisją programu dzięki ośrodkowi "Brama Grodzka - Teatr NN" udało się nawiązać kontakt z dalszą rodziną Freitagów, która przekazała naszej redakcji rodzinne zdjęcie z końca lat 20. Niewykluczone, że jest na nich 11-letni wówczas Mordechaj.

Zdjęcie przekazane przez rodzinę Mordechaja Freitaga
Zdjęcie przekazane przez rodzinę Mordechaja Freitaga
Źródło zdjęcia: Archiwum Rodzinne

W momencie wybuchu II wojny światowej w Lublinie mieszkało blisko 43 tysiące Żydów, co również widać na kartach deklaracji.

- Bardzo często jest to jedyny ślad osób, które nie przeżyły wojny i o których na lata zapomniano, bo często całe rodziny zaginęły. W momencie kiedy odczytujemy kolejne podpisy, to jest to przywracanie pamięci - mówi Zuzanna Kołacz-Schnepf z Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Źródło: TVN24
Czytaj także: