Skoro legalny dostęp do internetu jest niemożliwy, natychmiast pojawili się "przedsiębiorczy" Irańczycy, oferujący swoim rodakom dostęp nielegalny, za pomocą systemów Starlink.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: "Wyłączyli internet w kraju". Jak się to robi?
Ceny są rzeczywiście czarnorynkowe, za jeden gigabajt trzeba zapłacić 7,5 miliona riali, czyli niemal sześć dolarów. Według organizacji nadzorującej internet NetBlocks, aby skorzystać z lepszego połączenia, trzeba wykupić pakiet 10 gigabajtów za 56 milionów riali, czyli 42,4 dolara (około 150 złotych). Średnia pensja w Iranie to około 300 dolarów (około tysiąca złotych).
Za odcięciem internetu może stać nie tylko irański reżim
Irańczycy mający dostęp do mediów społecznościowych proceder ten opisują jako "podwójną presję na obywateli", tłumacząc, że są uciskani zarówno przez trwającą wojnę, jak i przez koszty, które muszą ponosić, aby pozostać w kontakcie z bliskimi.
Według CNBC, dostęp do internetu wciąż posiadają irańscy urzędnicy i media państwowe. Dlatego większość społeczeństwa obawia się, że tym razem zostali odcięci trwale, a internet będzie przywilejem dla elit wiernych reżimowi.
NetBlocks określiła sytuację w Iranie jako krytyczną, przypominając, że to trzecie odcięcie dostępu do internetu w tym kraju w 2026 roku. Podobna do obecnej sytuacja zdarzyła się poprzednio w styczniu, kiedy w kraju wybuchły powszechne protesty.
Jednak tym razem za odcięciem internetu może stać nie tylko irański reżim. - Prawie na pewno jest to połączenie zarówno destrukcji narzuconej przez państwo, jak i zewnętrznych zakłóceń w cyberprzestrzeni - powiedziała Kathryn Raines, kierowniczka zespołu ds. cyberzagrożeń w platformie wywiadowczej Flashpoint, w rozmowie z CNBC, wyjaśniając, że Stany Zjednoczone lub Izrael prawdopodobnie uprzedziły w ten sposób potencjalny irański cyberatak na ich infrastrukturę.
Opracował Adam Styczek
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: ABEDIN TAHERKENAREH/PAP/EPA