Świat

Święta data Rosjan to przypadek. Wszystko przez nieufność, ambicję i różnicę czasu

Świat

Niemcy ostatecznie poddali się ósmego maja
Reuters ArchiveRosjanie za obowiązujący uznają akt kapitulacji podpisany przez Żukowa

Na pytanie o to, kiedy skończyła się II wojna światowa, Brytyjczyk i Rosjanin odpowiedzą inaczej, choć żaden z nich nie będzie się mylił. Równolegle funkcjonują dwa terminy "dnia zwycięstwa". Wszystko przez rosnącą nieufność pomiędzy aliantami, ambicję Stalina i różnicę w czasie. Kreml swój termin traktuje jako świętość i niedawną decyzję polskich władz, aby formalnie dołączyć do grona zwolenników tego "zachodniego" terminu uznał za "rewizjonizm historyczny".

- Brak słów, jak krótką pamięć historyczną mają niektóre narody - mówił pod koniec kwietnia rzecznik MSZ Rosji Aleksandr Łukaszewicz, komentując decyzję polskiego Sejmu, aby przenieść Dzień Zwycięstwa z 9 na 8 maja. Rosjanin określił decyzję Polaków jako "zamiar poważnej rewizji historycznych osiągnięć naszych narodów w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej". Oburzenie Moskwy nie dziwi, bowiem pobicie III Rzeszy i "zwycięstwo nad faszyzmem" jest jednym z głównych symboli tworzących tożsamość współczesnej Rosji. Tym bardziej ważnym, że kremlowska propaganda stara się obecnie stworzyć wrażenie, jakoby faszyzm odradzał się na Zachodzie i trzeba było z nim znowu walczyć. 9 maja jest więc traktowany jak świętość, choć to, że "Dzień Zwycięstwa" przypada akurat na ten termin jest w znacznej mierze przypadkiem.

Ostatnie manewry

70 lat temu, w pierwszych dniach maja 1945 roku, walki w Europie praktycznie już ustały. Niemcy zaprzestali zorganizowanego oporu na froncie zachodnim już w kwietniu, walki w Berlinie ustały 2 maja, a Hitler zabił się trzy dni wcześniej. Żołnierze niedoszłej Tysiącletniej Rzeszy myśleli głównie o tym, jak uratować życie i poddać się zachodnim aliantom. Wiedzieli bowiem, że od sowietów nie mogą oczekiwać ludzkiego traktowania, bowiem wcześniej sami traktowali ich bestialsko. Podobne nastawienie mieli ludzie dowodzący tym, co zostało z III Rzeszy. Po śmierci Hitlera władzę w Niemczech formalnie przejął były dowódca Kriegsmarine admirał Karl Doenitz, który stanął na czele tak zwanego rządu flensburskiego, od nazwy miejscowości przy granicy z Danią, w której miał siedzibę. Faktycznie miał on jednak znikomy wpływ na wydarzenia i jedyne co mógł zrobić, to formalnie poddać Niemcy i podpisać akt kapitulacji.

Nazistowscy przywódcy starali się jednak do ostatnich chwil uzyskać korzystne rozwiązanie dla siebie i swoich podwładnych. Chcieli umożliwić zachodnim aliantom zajęcie jak największej części Niemiec i jednocześnie stawiać możliwie twardy opór sowietom. Duży wpływ na takie działania miało to, że władze we Flensburgu składały się w większości z mniej gorliwych wyznawców ideologii nazistowskiej. Wśród nich od przynajmniej 1940 roku silna była idea, iż z zachodnimi aliantami trzeba się ułożyć i wspólnie ruszyć na prawdziwe zło tego świata, czyli bolszewików. Próbowano nawet rozmów, które miał prowadzić Rudolf Hess, sekretarz Hitlera, ale jego tajny lot do Wielkiej Brytanii w 1941 roku nie przyniósł efektów. Przez całą wojnę zachodni alianci twardo odpowiadali na wszelkie sygnały z Berlina, że jedynym rozwiązaniem jest bezwarunkowa kapitulacja. Niezależnie od tego, Niemcy próbowali do końca. 4 maja Doenitz wysłał admirała Hansa-Georga von Friedeburga do odległego o 200 kilometrów sztabu marszałka Montgomery’ego, dowodzącego wojskami w północnych Niemczech.

W ostatnich tygodniach wojny Niemcy masowo podążali na zachód. Tam mogli liczyć nawet na wygodny transport ciężarówkami i ludzkie traktowanie. Na wschodzie czekał ich długi marsz lub podróż bydlęcymi wagonami na Syberiędomena publiczna/US Army

Pierwsza kapitulacja

Admirał miał za zadanie skapitulować tylko przed zachodnimi aliantami. Brytyjski marszałek odparł, że w grę wchodzi tylko akt całkowitej i bezwarunkowej kapitulacji. Zgodził się jednak przyjąć poddanie się wojsk niemieckich w swojej sferze operacyjnej, czyli północnych Niemczech, Danii i Holandii. Walki na tych terenach ustały piątego maja rano. W celu negocjacji ogólnego porozumienia o zakończeniu walk Montgomery odesłał von Friedeburga do francuskiego Reims, gdzie stacjonował sztab SHAEF, czyli dowództwa połączonych wojsk aliantów na froncie zachodnim.

Niemiecka delegacja dotarła tam piątego maja, gdzie została przyjęta przez generała Dwighta D. Eisenhowera. Von Friedeburg rozpoczął rozmowy nad bezwarunkową kapitulacją, ale zgodnie z przykazaniem Doenitza miał je przeciągać tak długo jak to możliwe, aby niemieccy żołnierze mieli jak najwięcej czasu na oddawanie się do niewoli na zachodzie. Szóstego maja do Reims dotarł generał Alfred Jodl, szef sztabu dowództwa Wehrmachtu, który od tej pory pełnił rolę szefa delegacji niemieckiej.

Alianci szybko przejrzeli grę na zwłokę prowadzoną przez Niemców i zagrozili, że jeśli nie zgodzą się oni natychmiast na bezwarunkową kapitulację, linia frontu zostanie zamknięta i wszyscy napływający żołnierze niemieccy będą odsyłani na wschód. W obliczu takiego dictum Jodl skapitulował. Szóstego maja wieczorem uzgodniono treść deklaracji bezwarunkowej kapitulacji. Podpisano ją około godziny drugiej w nocy siódmego maja, przy czym miała wejść w życie o godzinie 23.01 czasu środkowoeuropejskiego ósmego maja. Niemcy deklarowali, że wobec rozkładu struktur dowodzenia potrzebują ponad doby, aby przekazać rozkaz złożenia broni do wszystkich jednostek. Informacja o kapitulacji III Rzeszy przedostała się do przedstawicieli prasy już siódmego maja i gruchnęła z całą mocą dnia następnego. Na ulice zachodnich miast wyległy tłumy i zaczęto świętowanie. Nie ulegało wówczas wątpliwości, że to 8 maja jest właśnie "dniem zwycięstwa" czyli V-day od Victory day.

Akt kapitulacji podpisany w 7 maja w Rheims. Ten podpisany dzień później różnił się nieznacznie. Treść pozostała zdawkowa. Niemcy mieli się bezwarunkowo podać i czekać na dalsze decyzje co do swojego losuNARA

Oficjalna "ratyfikacja"

Przebywający na odległym Kremlu Stalin nie był jednak zadowolony. Żyjący w stworzonym przez siebie świecie paranoi, podejrzliwości i spisków nie ufał aliantom zachodnim. Wiedział o nadziejach Niemców na ułożenie się z Amerykanami oraz Brytyjczykami i obawiał się takiego rozwiązania. Fakt, że delegacja niemiecka udała się podpisywać kapitulację do Reims uznał za potwierdzenie swoich podejrzeń i zarazem afront. Z perspektywy radzieckiej to Armia Czerwona miała kluczowy wkład w triumf nad III Rzeszą, a ZSRR poniosło największe ofiary na "ołtarzu zwycięstwa" (o tym, że Armia Czerwona wraz z Wehrmachtem wojnę w 1939 r. rozpoczęła, oczywiście nikt nie wspominał). Niemcy powinni więc ugiąć kolana też przed narodem radzieckim. W Reims akt kapitulacji podpisał będący akurat pod ręką najwyższy przedstawiciel ZSRR, generał Iwan Susłoparow, pełniący funkcję oficera łącznikowego. Z Kremla szybko nadpłynęła informacja, że nie miał on odpowiednich uprawnień, a przede wszystkim Niemcy powinni poddać się w Berlinie, czyli "sercu faszyzmu". Nie chcący drażnić potężnego sojusznika zachodni alianci przystali na postulat Stalina i uznali, że dokument podpisany w Reims miał jedynie charakter wstępny. Główna ceremonia "ratyfikacji" aktu kapitulacji została zorganizowana w ocalałym dworku w berlińskiej dzielnicy Karlshorst, gdzie ulokował swój sztab marszałek Gieorgij Żukow, dowódca Pierwszego Frontu Białoruskiego, którego żołnierze formalnie zdobyli Berlin i zatknęli czerwony sztandar na Reichstagu (miasto zdobywał też Pierwszy Front Ukraiński generała Iwana Koniewa, ale z inicjatywy Stalina to Żukow dostąpił zaszczytu uderzenia na centrum). Na przeprowadzonej pod dyktando sowietów uroczystości akt kapitulacji podpisał ze strony Niemców feldmarszałek Wilhelm Keitel. Generała Eisenhowera reprezentował brytyjski marszałek lotnictwa Sir Arthur W. Tedder, a w imieniu ZSRR wystąpił Żukow. Podpisy złożono tuż przed północą ósmego maja. Zapisów kapitulacji nie zmieniono, niemieckie oddziały złożyły broń niemal równolegle do aktu podpisania.

Feldmarszałek Keitel podpisuje akt kapitulacji. Niemiec próbował zachować wojskowy dryl, ale na jego saluty nikt nie odpowiadał. Został bezceremonialnie wyprowadzony z sali po podpisaniu dokumentuNARA

Różnica nie do pogodzenia

W momencie, gdy w Berlinie dopełniono formalności, ze względu na różnicę czasu w Moskwie było już po północy i nastał 9 maja. Wieści rozprzestrzeniły się po ZSRR w kolejnych godzinach i dopiero w ciągu dnia w całym kraju zapanowała radość oraz rozpoczęto entuzjastyczne świętowanie okupionego strasznymi ofiarami zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. W efekcie obywatele państw zachodnich należących do koalicji antyhitlerowskiej świętowały wygraną ósmego maja, a ludność ZSRR dziewiątego maja. Po fakcie nie można było zadekretować, że zwycięstwo nastąpiło innego dnia. Obie daty szybko zyskały znacznie symboliczne, zwłaszcza 9 maja w ZSRR. Stały się też elementem zimnowojennej rywalizacji. Radziecka propaganda sugerowała, że dwulicowi alianci zachodni starali się podstępem zawłaszczyć zwycięstwo nad III Rzeszą i wchodzili w konszachty z Niemcami za plecami Armii Czerwonej. 9 maja uczyniono jedynym słusznym terminem zwycięstwa, choć walki faktycznie ustały 8 maja i taka data widnieje na akcie kapitulacji podpisanym w Berlinie.

Warto zaznaczyć, że dla Azjatów i części aliantów II wojna światowa skończyła się jeszcze później. Formalne podpisanie aktu kapitulacji przez przedstawicieli Cesarstwa Japonii nastąpiło dopiero 2 września. W ostatniej fazie wojny z Japończykami brała udział też Armia Czerwona, która przeprowadziła dużą ofensywę w Mandżurii latem 1945 roku. Radzieccy żołnierze walczyli więc w II wojnie światowej długo po tym, jak w Europie przebrzmiała radość po Dniu Zwycięstwa.

Weteran armii Andersa przegrał z ZUS-em
Weteran armii Andersa przegrał z ZUS-emTTV
wideo 2/20

Autor: Maciej Kucharczyk\mtom / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: domena publiczna Wikipedia | domena publiczna Wikipedia