Świat

"Jestem Japończykiem, mogę jechać". Nie bał się podróży do Syrii, trafił w ręce dżihadystów

Świat


Kenji Goto miał w Japonii udaną karierę dziennikarską, kochającą żonę i dwie malutkie córeczki. Uparł się jednak, by pojechać do ogarniętej wojną domową Syrii. - Nie jestem Amerykaninem ani Brytyjczykiem. Jestem Japończykiem, mogę jechać - miał mówić. 47-latek został porwany jesienią na terenach kontrolowanych przez dżihadystów. W sobotę Państwo Islamskie opublikowało nagranie, na którym informuje o jego egzekucji.

Kenji Goto opowiadał o motywach swojego wyjazdu do Syrii m.in. w w nagraniu wykonanym w październiku na południu Turcji. Czuł obowiązek, by relacjonować wojnę.

- Obywatele Syrii cierpią od ponad trzech lat. Już dość - mówił Goto. - Chciałbym się dowiedzieć, jakie są plany Państwa Islamskiego - wyjaśniał.

Przekroczył więc syryjską granicę i udał się do „stolicy” Państwa Islamskiego, Rakki. Odradzał mu to przyjaciel, Alaaeddin Al Zaim. Wspomina, że ostrzegał Goto przed wyjazdem. - Nie będziesz tam bezpieczny - mówił. Dziennikarz zapewniał jednak, że nie czuje zagrożenia. Podkreślał, że Japonia nie jest militarnie zaangażowana w wysiłki międzynarodowej koalicji prowadzącej walkę z Państwem Islamskim.

- Nie jestem Amerykaninem ani Brytyjczykiem. Jestem Japończykiem, mogę jechać - miał mówić zgodnie z relacją Al Zaima, Goto.

W sobotę bojownicy Państwa Islamskiego opublikowali nagranie, na którym informują o egzekucji Goto. Choć autentyczności nagrania wciąż nie udało się w stu procentach potwierdzić, premier Japonii Shinzo Abe zapowiedział, że jego kraj nie ugnie się przed „niedopuszczalnym terroryzmem”.

Porwani przez IS

Goto od wielu lat pracował jako wolny strzelec, podejmując najtrudniejsze tematy.

W czasie pobytu w Syrii poznał innego Japończyka - 42-letniego Harunę Yukawę, usiłującego zrobić karierę w przemyśle obronnym. Jak mówił przyjaciel Yukawy, Goto udzielał mu wielu przydatnych porad dotyczących tego, jak przetrwać w Syrii. Przedstawił mu również umiarkowanych bojowników syryjskich, walczących z reżimem Baszara el-Asada.

Ścieżki dwóch obywateli Japonii przecięły się ponownie, a świat dowiedział się o tym 20 stycznia. Na nagraniu opublikowanym przez Państwo Islamskie widać było Goto i Yukawę ubranych w pomarańczowe kombinezony, klęczących obok zamaskowanego, ubranego na czarno mężczyzny, grożącego ich egzekucją. Państwo Islamskie zażądało od japońskiego rządu 200 mln dolarów w ciągu 72 godzin. W innym przypadku - jak ostrzegano - Yukawa i Goto mieli zostać zabici. Kilka dni później w kolejnym nagraniu pojawiła się informacja o śmierci Yukawy. Było też słychać głos - najprawdopodobniej Goto - który wzywał do spełnienia następnego żądania dżihadystów: uwolnienia więzionej w Jordanii radykalnej islamistki. W sobotę Państwo Islamskie opublikowało wideo, pokazujące zamaskowanego mężczyznę, stojącego nad Goto z nożem.

Japoński rząd zapewnił, że zrobił wszystko, co w jego mocy, by bezpiecznie sprowadzić dziennikarza do domu.

"Dobry i szczery człowiek"

W czwartek po raz pierwszy głos zabrała żona Goto, Rinko. Jak mówiła, mąż „został jej zabrany” pod koniec października, jednak dowiedziała się o tym dopiero na początku grudnia.

Wyjaśniała, że zdecydowała się wystąpić publicznie i „błagać rządy Japonii i Jordanii, aby zrozumiały, że los Goto i Muatha al-Kasaesbeha (jordańskiego pilota, którego Państwo Islamskie chce wymienić za więzioną w Jordanii islamistkę - red.) jest w ich rękach".

- Nasza córeczka miała zaledwie trzy tygodnie, kiedy Kenji wyjechał. Mam nadzieję, że również nasza starsza, 2-letnia córka zobaczy jeszcze kiedyś ojca - mówiła Rinko. - Chcę, aby dorastały, znając swojego ojca - dodała. Wyjaśniała powody, dla których Goto zdecydował się na wyjazd do Syrii. - Mój mąż jest dobrym i szczerym człowiekiem, który pojechał do Syrii, by pokazać trudną sytuację tych, którzy cierpią. Myślę, że mógł się również chcieć dowiedzieć, co dzieje się z Haruną Yukawą - mówiła.

Chciał ratować dzieci

Matka Goto przyznała z kolei, że decyzja syna o wyjeździe do Syrii ją zaskoczyła. Jak jednak tłumaczyła, „Kenji zawsze był bardzo dobrą osobą, nawet, kiedy był mały. Zawsze powtarzał: chcę ratować dzieci w krajach ogarniętych wojną”. - Wylewam łzy rozpaczy, nie mam nawet słów, by to opisać. Nie chcę jednak, by ta rozpacz stworzyła łańcuch nienawiści - mówiła z kolei w sobotę. - Kenji pracował dla dzieci, które cierpiały z powodu konfliktu i biedy, a jego celem była walka o świat bez wojen. Chcę, aby był to jego przekaz dla innych ludzi - podkreślała.

01.02.2015 | Dżihadyści zabili kolejnego japońskiego zakładnika. Japończycy są w szokuFakty TVN

Autor: kg//rzw / Źródło: CNN