Dokładnie 22 lata po tym, jak odnaleziono ciało 10-letniego Jonathana Couloma, Martin Ney, były pedagog, staje przed francuskim sądem w Nantes oskarżony o jego zabójstwo. Chłopiec zaginął podczas szkolnej wycieczki nad morze w ośrodku wypoczynkowym Saint-Brevin-les-Pins w kwietniu 2004 roku.
W poszukiwania dziecka zaangażowały się setki osób. Sześć tygodni później, 19 maja, ciało chłopca odnaleziono w prywatnym stawie na posesji w Guerande, około 30 kilometrów od miejsca zaginięcia. Było związane sznurem z węzłami żeglarskimi, zwinięte w pozycji embrionalnej, obciążone kamieniem. W trakcie trwającego wiele lat śledztwa skupiono się na poszukiwaniu podejrzanego w okolicy. Przesłuchano tysiące świadków, dziesiątki osób poddano testom DNA - bez rezultatu.
"Człowiek w czerni"
Przełom nastąpił w 2017 roku, gdy Martin Ney - seryjny zabójca z Niemiec, odsiadujący wyrok dożywocia za trzy zabójstwa i około 40 napaści seksualnych na nieletnich - powiedział współwięźniowi, że popełnił zbrodnię we Francji. Ney został aresztowany w Niemczech w 2011 roku. Przyznał się do zarzucanych mu czynów w związku z trzema nieletnimi. Chłopcy w wieku od 8 do 13 lat zostali porwani z obozów wakacyjnych lub schronisk młodzieżowych i zabici.
Z zawodu pedagog, Martin Ney w dzień pracował jako pracownik socjalny, a nocą, uzbrojony i w kominiarce, włamywał się do dziecięcych sypialni - pisze "Le Figaro". Nazwano go "człowiekiem w czerni" lub "mężczyzną w masce".
Podobne okoliczności
Okoliczności śmierci 10-latka z Francji są podobne do zbrodni z Niemiec. Ney nie przyznał się jednak śledczym do tego, by działał we Francji. Tamtejsza prokuratura opiera się głównie na zeznaniach byłego współwięźnia, pisze "Der Spiegel", zwracając uwagę na brak obiektywnych i rozstrzygających dowodów, takich jak analiza DNA czy nagrania z kamer monitoringu.
"Le Monde" informuje natomiast, że w aktach sprawy znalazły się zeznania rolnika, który twierdził, że w 2004 roku widział w okolicy BMW z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi, z szeroko otwartym bagażnikiem, i mężczyznę stojącego obok. Sam Ney miał się dziwić w rozmowie ze współwięźniem, że nie połączono go z tą sprawą, bo zgubił w okolicy brązową skórzaną torbę i był widziany przez mężczyznę z owczarkiem.
Głos zabrał prawnik rodziny
Dla rodziny 10-letniej ofiary, a także dla śledczych, którzy nigdy się nie poddali, ten proces może być zwieńczeniem żmudnych, międzynarodowych poszukiwań, pisze Euronews. - Moglibyśmy mieć nadzieję, choć nie do końca w to wierzymy, że Martin Ney w końcu weźmie na siebie odpowiedzialność i złoży wyjaśnienia - powiedział agencji Agence France-Presse prawnik reprezentujący babcię chłopca, będącą stroną cywilną w procesie.
Babcia chłopca Chantal Munier powiedziała stacji France 3, że od 22 lat jest w żałobie po jego śmierci, "od czasu do czasu" chodzi nad staw, w którym znaleziono ciało. Podobnie jak rodzice dziecka, zapowiada obecność na rozprawie. - Naprawdę bardzo boję się iść, zobaczyć mordercę. Zaczyna mnie to niepokoić, ale z drugiej strony, to musi się stać. Muszę wiedzieć - podkreśla. Mówi, że jest "pewna, że to on".
Ney został oskarżony o porwanie, uwięzienie i zabójstwo chłopca, grozi mu dożywocie. Wyrok ma zapaść 4 czerwca.