Ta historia przeraża na wielu poziomach. Liczba dzieci i kobiet skrzywdzonych przez Epsteina idzie w tysiące, jeśli nie więcej. Krew w żyłach mrozi też zestaw osobistości, które pojawiają się w aktach poświęconych Epsteinowi - i to nie w roli przypadkowego tematu korespondencji (bo i takie są), ale jako dopytujących o imprezy na wyspie (jak Elon Musk), wyrażających współczucie z powodu skazania czy oznajmiających, że te afery o "wykorzystanie kobiet" to jednak przesada jest (jak Noam Chomsky), wreszcie dopytujących o to, czy wygaszacz ekranu ze zdjęciem erotycznym dla nastolatka to dobry pomysł (jak norweska księżna koronna). W tym zestawie osobistości są ludzie z każdej strony sceny publicznej, których łączy bogactwo, inteligencja i władza.
System w działaniu
To nie jest afera ani amerykańskiej lewicy (choć na stronach zeznań znajdziemy jej przedstawicieli), ani tylko prawicy (choć i jej przedstawicieli nie brakuje), ona nie dotyka tylko (przynajmniej w formie podejrzeń i insynuacji) tylko Donalda Trumpa, ale i Billa Clintona.
A jeśli wejść nieco tylko głębiej w te historie, to okaże się, że Epstein mógł krzywdzić kolejne osoby także dzięki temu, że prokurator Alexander Acosta zawarł ugodę z jego prawnikami (to też legendarni przedstawiciele zawodu prawnika) i zamiast skazać go za wykorzystanie seksualne nieletnich, doprowadził do ugody, na mocy której pedofil został skazany za nakłanianie do prostytucji i mógł całymi dniami przebywać poza więzieniem. Określenie tego kpiną ze sprawiedliwości i dobitnym dowodem na to, że kasta nietykalnych istnieje, jest bardzo łagodne.
- Co łączy Epsteina z pedofilią w Kościele.
- Jak często przestępcy seksualni chowają się za swoim publicznym wizerunkiem, a także za realnymi działaniami, za pomocą których niosą pomoc.