Objawów grypy brak, a leczenie wskazane. Lekarz wyjaśnia, kto dostanie lek profilaktycznie

shutterstock_1054902860
W tym sezonie z powodu grypy zmarło 1061 osób
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Polska znalazła się w kulminacyjnym momencie sezonu grypowego, co potwierdzają dane Głównego Inspektoratu Sanitarnego i relacje lekarzy z całego kraju. Kluczowe są szybka diagnostyka i podjęcie leczenia w ciągu pierwszych 48 godzin. W ściśle określonych sytuacjach możliwe jest także profilaktyczne stosowanie leków przeciwwirusowych. Kiedy takie postępowanie ma sens i dlaczego nie może być stosowane "na wszelki wypadek"?
Kluczowe fakty:
  • Choć w ostatnich tygodniach obserwujemy gwałtowny wzrost zachorowań na grypę, ich liczba jest o około 250 tysięcy niższa niż w poprzednim sezonie.
  • Jednym z kluczowych czynników napędzających transmisję wirusa pozostają szkoły i przedszkola. Łukasz Durajski, rezydent pediatrii, tłumaczy, kto i kiedy może dostać leki przeciwwirusowe profilaktycznie.
  • Grypa czy "jelitówka"? Lekarz szczególnie uczula rodziców przed istotną pułapką diagnostyczną.
  • Leki przeciwwirusowe nie powodują natychmiastowego zaniku zakaźności. Kiedy puścić dziecko do szkoły lub przedszkola?
  • Więcej artykułów o systemie ochrony zdrowia znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w tvn24.pl.

Polska znajduje się w szczycie fali zachorowań na grypę, ale w najbliższym czasie należy spodziewać się wypłaszczenia krzywej - utrzymania wysokiej liczby infekcji przy niższej dynamice wzrostów. Wskaźnik zachorowalności sięga obecnie blisko 400 przypadków na 100 tysięcy osób. Poinformował o tym dr Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny, podczas poniedziałkowego briefingu prasowego.

Dr Grzesiowski podkreślił, że dominujący w tym sezonie podtyp K wirusa grypy nie okazał się szczególnie zjadliwy, a liczba zachorowań jest o około 250 tysięcy niższa niż w poprzednim sezonie. Mimo to sytuacja pozostaje trudna: przychodnie POZ są przeciążone napływem pacjentów z infekcjami, a oddziały intensywnej opieki medycznej notują więcej ciężkich przypadków i powikłań grypowych.

Kto najczęściej przenosi grypę

Jednym z kluczowych czynników napędzających transmisję wirusa pozostają szkoły i przedszkola. Jak zwrócił uwagę dr Grzesiowski, krzywa zachorowań wyraźnie opadła w czasie przerwy świąteczno-noworocznej, by gwałtownie wzrosnąć po powrocie dzieci do zajęć. To właśnie w placówkach oświatowych dochodzi do najszybszego rozprzestrzeniania się wirusa między najmłodszymi, którzy następnie przenoszą zakażenie do domów, infekując całe rodziny.

Lekarze potwierdzają tę obserwację. - Około 90 procent moich pacjentów, dzieci i ich rodziców, to obecnie osoby chore na grypę - mówi w rozmowie z tvn24.pl lek. Łukasz Durajski, rezydent pediatrii. Jak podkreśla, obecny sezon charakteryzuje się wyjątkową dynamiką, a skala zgłoszeń sprawia, że znaczną część konsultacji przejmuje dziś system teleporad, który - przy odpowiedniej diagnostyce - stał się kluczowym narzędziem w opanowywaniu fali zachorowań.

Grypa czy "jelitówka"?

Wielu rodziców wciąż utożsamia grypę niemal wyłącznie z wysoką gorączką i silnymi bólami mięśni. Tymczasem, jak podkreślają pediatrzy, obraz kliniczny choroby - zwłaszcza u dzieci - bywa znacznie mniej oczywisty. - Oprócz gorączki, bardzo często obserwujemy objawy ze strony przewodu pokarmowego, takie jak biegunka czy wymioty - zwraca uwagę Łukasz Durajski.

Bez wykonania testu diagnostycznego rodzic nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy dziecko choruje na grypę, czy na potoczną "jelitówkę". To rozróżnienie ma jednak fundamentalne znaczenie dla dalszego postępowania terapeutycznego. Leczenie objawowe i oczekiwanie, że infekcja "sama przejdzie", może oznaczać utratę kluczowego czasu.

- Nie możemy pozwolić sobie na kilka dni leczenia domowymi sposobami, takimi jak rosół czy elektrolity, licząc, że sytuacja się poprawi - podkreśla rezydent pediatrii. - Decydujące znaczenie ma pierwsze 48 godzin od wystąpienia objawów. To w tym oknie czasowym leki przeciwwirusowe są najbardziej skuteczne. Dlatego test należy wykonać natychmiast po pojawieniu się niepokojących sygnałów - dodaje.

Jak skorzystać z teleporady "grypowej"?

W sytuacji, gdy przychodnie stacjonarne są przepełnione, a kolejki do lekarzy wydłużają się z dnia na dzień, teleporady stały się ważnym i uzasadnionym narzędziem kontaktu z pacjentem. Lek. Durajski podkreśla jednak, że ta forma konsultacji musi opierać się na rzetelnych podstawach.

- Teleporada jest świetnym rozwiązaniem, ale tylko wtedy, gdy mamy wynik testu diagnostycznego - zaznacza stanowczo. Lekarz przyznaje, że często spotyka się z sytuacjami, w których rodzice domagają się recepty na silny lek przeciwwirusowy, deklarując, że test wykonają "później".  - Tak to nie działa. Dopiero po otrzymaniu zdjęcia testu mogę odpowiedzialnie wdrożyć leczenie - podkreśla.

Istnieje jednak istotna pułapka diagnostyczna, na którą pediatra szczególnie uczula rodziców. W pierwszej dobie od pojawienia się objawów test może dać wynik ujemny mimo rozwijającej się infekcji. - Jeśli objawy narastają, a test wykonany bardzo wcześnie jest negatywny, należy powtórzyć badanie następnego dnia. Często dopiero wtedy wirus staje się wykrywalny - wyjaśnia.

Aby uniknąć błędów, w swojej praktyce lekarz korzysta z szerokich paneli diagnostycznych, takich jak szybkie testy typu "12 w 1", które pozwalają wykryć nie tylko wirusy grypy, ale również inne patogeny wirusowe i bakteryjne. To szczególnie istotne w sezonie, w którym koinfekcje stały się regułą, a nie wyjątkiem.

Kiedy przyjąć lek profilaktycznie?

Kwestia profilaktycznego stosowania leków przeciwwirusowych budzi wiele emocji, zwłaszcza gdy w przedszkolnej grupie lub w klasie pojawia się ognisko zakażeń. Zarówno dr Paweł Grzesiowski, jak i Łukasz Durajski potwierdzają, że takie postępowanie jest możliwe, ale podlega ścisłym zasadom.

- Lek można włączyć profilaktycznie wyłącznie w przypadku bezpośredniego kontaktu z osobą zakażoną i tylko w ciągu około 48 godzin od tego kontaktu - wyjaśnia lekarz. Podkreśla przy tym, że nie ma mowy o automatycznym przepisywaniu leków wszystkim domownikom. Jeśli dziecko miało kontakt z chorym rówieśnikiem, to ono może być objęte profilaktyką, ale nie oznacza to konieczności leczenia całej rodziny.

Taka strategia jest szczególnie zalecana osobom z najbliższego otoczenia chorego, które same nie wykazują jeszcze objawów. - Jest to bardzo ważny element walki z falą epidemiologiczną - podkreśla także dr Grzesiowski.

Lek. Łukasz Durajski taką formę profilaktyki stosuje także u dzieci zaszczepionych. - Szczepienie to bardzo dobra i odpowiedzialna decyzja, ale wiemy, że nie daje stuprocentowej ochrony. Profilaktyczne podanie leku po kontakcie z wirusem zwiększa szansę, że dziecko nie zachoruje - tłumaczy. I dodaje, że dziecko objęte profilaktyką, jeśli pozostaje bezobjawowe, nie musi być izolowane i może uczęszczać do placówki.

Kiedy antybiotyk?

W obecnym sezonie lekarze wyjątkowo często diagnozują koinfekcje, m.in. grypę współistniejącą z RSV, rinowirusami czy zakażeniami bakteryjnymi, takimi jak pneumokoki. - Zdarza się, że musimy jednocześnie leczyć grypę i pneumokokowe zapalenie płuc - przyznaje Łukasz Durajski. W takich przypadkach konieczne jest łączenie leków przeciwwirusowych z antybiotykami, przy czym - jak przypomina ekspert - antybiotyk nigdy nie działa na wirusa i może być zastosowany wyłącznie przy potwierdzonym nadkażeniu bakteryjnym.

Leczenie trwa zwykle od 7 do 14 dni i wymaga kontroli lekarskiej, a w ciężkich przypadkach kończy się hospitalizacją. Jednym z najczęstszych błędów rodziców jest zbyt wczesne wysyłanie dziecka z powrotem do szkoły. - Leki przeciwwirusowe nie powodują natychmiastowego zaniku zakaźności. Dziecko może zarażać nawet do 10 dni - ostrzega lekarz. Decyzja o powrocie powinna zależeć od zakończenia pełnego cyklu leczenia i stanu klinicznego pacjenta. Podkreśla, że niezwykle istotna jest wizyta kontrolna.

Dlaczego nie robić testów kontrolnych?

Pediatra stanowczo odradza również wykonywanie testów kontrolnych po zakończonej terapii. - Testy wykrywają fragmenty wirusa, a nie jego aktywność. Dodatni wynik po leczeniu nie oznacza zakaźności i tylko komplikuje decyzje - tłumaczy.

Pediatra krytycznie odnosi się także do preparatów dostępnych bez recepty, takich jak izoprynozyna. Jak podkreśla, nie ma wiarygodnych dowodów naukowych potwierdzających ich skuteczność w leczeniu grypy, a substancje te nie są uwzględniane w międzynarodowych rekomendacjach klinicznych. W aktualnych wytycznych jedynym lekiem o potwierdzonej skuteczności wobec wirusa grypy pozostaje oseltamiwir, dostępny wyłącznie na receptę.

Lekarze podkreślają, że w obliczu trwającej fali zachorowań kluczowe są szybka diagnostyka, racjonalne decyzje i zaufanie do medycyny opartej na dowodach. To jedyna droga, by bezpiecznie przejść przez najbardziej intensywny sezon grypowy.

Źródło: tvn24.pl
Autorka/Autor: Agata Daniluk/ap
Czytaj także: