Świat

Egipska gra o władzę. Kto pociąga za sznurki?

Świat

[object Object]
W Egipcie nadal wrze Reuters
wideo 2/20

Islamistyczne Bractwo Muzułmańskie kontra wojsko. To prawdziwe strony konfliktu w Egipcie. Inne islamistyczne ugrupowania oraz kręgi świeckie czy liberalne odgrywają de facto mniejszą rolę.

Obecne krwawe wypadki w Egipcie to konsekwencja wydarzeń zapoczątkowanych dwa lata temu, gdy na początku 2011 roku, na fali tzw. arabskiej wiosny, Egipcjanie doprowadzili do upadku długoletniego reżimu Hosniego Mubaraka. Po gigantycznych demonstracjach przeciwników Mubaraka do akcji wkroczyło wojsko – ukryty za kulisami główny rozgrywający w egipskiej polityce od lat 50. XX wieku – i obaliło dotychczasowego prezydenta.

Od Tantawiego do Mursiego

Wojskowy establishment i szef armii Mohammed Husejn Tantawi szybko doszli do wniosku, że w chaosie, jaki zapanował po obaleniu Mubaraka, nie warto otwarcie brać na siebie odpowiedzialności za kraj, wygodnie będzie więc formalnie przekazać władzę cywilom trzymając jednocześnie rękę na pulsie. Plan ten doprowadził rok później – po okresie ogromnych napięć - do wyborczego zwycięstwa Mohammeda Mursiego i jego politycznego zaplecza, islamistycznego Bractwa Muzułmańskiego.

Kiedy Bractwo znalazło się u władzy, okazało się, że choć szeroko popierane (niekiedy jako "mniejsze zło" w opozycji do byłych aparatczyków Mubaraka), szybko roztrwoniło kredyt zaufania. Przyczyn niepowodzenia Mursiego było kilka.

Po pierwsze, w dalekim od stabilności politycznej kraju, ekonomia doznawała ciosu za ciosem, a na porządku dziennym były braki w zaopatrzeniu czy przerwy w dostawach prądu.

Po drugie, pewny poparcia społecznego Mursi zaczął rządzić w autorytarnym stylu odbierającym mu głosy sceptycznych wobec Bractwa wyborców i wywołującym głosy krytyki w świecie. Prędko uchwalona konstytucja nie dawała dostatecznych gwarancji nie-muzułmanom i liberałom, coraz bardziej konserwatywne zachowania i wypowiedzi niepokoiły świeckich sojuszników Bractwa z placu Tahrir, a na to wszystko nakładał się jeszcze konflikt z postmubarakowskim aparatem sądowniczym.

Po trzecie, Mursi wszedł w otwarty konflikt z wojskiem, dymisjonując Tantawiego i domagając się władzy zarezerwowanej dla wojska. Dla nielubiącej dzielić się faktyczną władzą armii sygnał był jasny – Mursi musi odejść.

Obalili "nowego faraona"

Okazją do działania stały się antyprezydenckie protesty z czerwca 2013 roku, gdy opozycja wobec coraz bardziej autorytarnych rządów Mursiego wyszła na ulicę, otwarcie nazywając głowę państwa „nowym faraonem”. Protesty przeciwników wyprowadziły na ulice również zwolenników Mursiego, co doprowadziło do gwałtownych i śmiertelnych starć na ulicach egipskich miast. Wojsko poczuło się uprawnione do interwencji.

3 lipca, ku radości przeciwników politycznych Mursiego z liberałami i pokojowym noblistą Mohamedem ElBaradeim włącznie, wojsko dokonało zamachu stanu. Od tego czasu nieprzerwanie zwolennicy Bractwa wychodzą na ulice Egiptu, by protestować przeciwko obaleniu demokratycznie wybranych władz kraju. Armia, wyręczając się do tej pory policją i siłami bezpieczeństwa, odpowiada ostrą amunicją.

Kto jest kim?

Bractwo Muzułmańskie

To najstarsze ugrupowanie polityczne w Egipcie i aż do obalenia Hosniego Mubaraka nielegalne. Powstało w latach 20. XX wieku jako sprzeciw wobec brytyjskiego kolonializmu, potem sprzeciwiało się rządom kolejnych władców niepodległego Egiptu, z Gabalem Abdelem Naserem włącznie. Przedstawiciele egipskiego Bractwa opowiadają się za konserwatywnym modelem państwa opartym na Koranie. Oficjalnie wyrzekają się przemocy, choć wyrosłe z Bractwa pozaegipskie gałęzie, jak np. palestyński Hamas, nigdy od niej nie stroniły.

Po zamachu stanu 3 lipca Bractwo, choć jego zwolennicy tysiącami wyszli na ulice, czeka ciężki okres i podjęcie decyzji, w jaki sposób sprzeciwiać się wojsku – pokojowo, jak do tej pory (choć są doniesienia o uzbrojonych demonstrantach Bractwa), czy na drodze zbrojnej przyjmując chociażby taktykę terrorystyczną.

Obalony prezydent Mohammed Mursi pozostaje w więzieniu bez wpływu na masy swoich zwolenników. Szef Bractwa Mohammed Badie również czeka na proces.

Wojsko

Po odsunięciu przez Mursiego od szefostwa w wojsku Tantawiego władzę w armii przejął gen. Abd el-Fatah Saida es-Sisi, 59-letni wojskowy skwapliwie budujący swoją karierę za czasów Mubaraka. Sisi początkowo zachowywał postawę niemieszania wojska w bieżące polityczne sprawy, oddając je w ręce cywilów. Działał do tego stopnia dyskretnie, choć był częścią rządu jako minister obrony, że pojawiły się nawet podejrzenia, iż Sisi nie tylko nie jest przeciwnikiem Bractwa Muzułmańskiego – to tradycyjny wróg armii – ale wręcz jego zwolennikiem.

Taktyka Sisiego okazała się jednak jedynie dobrym kamuflażem, co okazało się 3 lipca. W obaleniu Mursiego wojsko ma nie tylko polityczny – pokazanie kto tu rządzi naprawdę – ale i ekonomiczny interes. Stabilizacja i władza skupiona w jego rękach oznacza spokój i prosperity dla niezliczonych biznesowych przedsięwzięć prowadzonych w Egipcie przez wysokiej rangi aktywnych lub emerytowanych wojskowych.

Dżihadyści i liberałowie

Na marginesie zmagań o władzę w Egipcie pozostają ci, którzy doprowadzili do zamachu stanu oraz ci, którzy są przeciwni każdej władzy. Demonstranci, których protesty przeciw Mursiemu wywołały kontrprotesty Bractwa, a w efekcie interwencję wojska, nie mają w obecnej sytuacji niczego do powiedzenia na scenie politycznej, choć formalnie przedstawiciele egipskich liberałów są we władzach tymczasowego rządu, a tymczasowym prezydentem jest były sędzia Adli Mansur, to cała władza w kraju, m.in. poprzez mianowanych gubernatorów, leży w rękach wojska. Marginalizację nurtu liberalnego pokazuje postawa ElBaredeia, który początkowo poparł przewrót, a po krwawej łaźni z 14 sierpnia, zrezygnował. Mimo tego tak tłumnie wylegający jeszcze w czerwcu na ulice przeciwnicy autorytaryzmu Mursiego, przeciwko przemocy wojska nie protestują.

Po obaleniu Mubaraka w Egipcie uaktywniły się też, szczególnie na Synaju, niewielkie grupy islamskich radykałów. Dżihadyści, wespół z miejscowymi beduinami, choć odpowiadają za liczne ataki na wojskowe patrole na Synaju, nie odgrywają jednak niemal żadnej roli w obecnej sytuacji, z wyjątkiem roli użytecznego dla wojska straszaka.

Świat

Reakcje Zachodu na egipski zamach stanu były wyjątkowo powściągliwe. Stany Zjednoczone nie nazwały go nawet zamachem stanu, a Unia Europejska zachowała się równie wstrzemięźliwie. Dopiero krwawe stłumienie protestów Bractwa sprawiło, że z Zachodu popłynęły krytyczne uwagi. Administracja Baracka Obamy potępiła wojskowych za użycie siły, a szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton „potępiła przemoc”. Amerykanie dali też do zrozumienia, że zagrożona jest wojskowa pomoc i współpraca. Unijni ministrowie spraw zagranicznych uznali z kolei, że najnowsze wypadki w Egipcie wymagają przedyskutowania.

Rada Bezpieczeństwa ONZ wezwała zaś wszystkie strony do powstrzymania się od przemocy.

Autor: Maciej Tomaszewski / Źródło: tvn24.pl

Tagi:
Raporty: