Małe miasto, dwie matki, ten sam lęk. Jedna jest chrześcijanką, druga muzułmanką.
Obie drżą o swoje dzieci, choć z innych powodów. Maria boi się migrantów, którzy śpią na ulicach i tworzą prowizoryczne obozowiska w zaułkach. Laila - że jej nastoletni syn z powodu ciemniejszej skóry zostanie wzięty za migranta. I że następnym razem nie skończy się na wyzwiskach.
Zaledwie miesiąc temu ponad 70 tysięcy migrantów przekroczyło granicę Ceuty, należącej do Hiszpanii enklawy na północnym wybrzeżu Afryki. Co najmniej sto osób straciło życie. Większość tych, którym udało się dotrzeć do miasta, została odesłana do Maroka. Według różnych szacunków w Ceucie nadal pozostaje jednak od pięciu do ośmiu tysięcy migrantów.
Napięcie rośnie z dnia na dzień.
- Wynoście się! Precz! - skanduje grupa mieszkańców. Podpalają słomiane parasole, pod którymi wcześniej chronili się migranci. Innego dnia kilkudziesięciu migrantów obrzuca kamieniami wojskowy pojazd. Rannych zostaje czterech żołnierzy.