Rada nadzorcza Volkswagena zatwierdziła w czwartek plan transformacji, który zakłada kolejne cięcia załogi. Pracę ma stracić 50 tysięcy osób. Jako powody redukcji gigant wskazuje cła, nadwyżkę mocy produkcyjnych i konkurencję ze strony chińskich rywali.
Zwolnienia mają miejsce jednak również w innych firmach, również polskich.
Zagrożenie dla polskich firm
Jak zwrócił uwagę Michałek, polskie podmioty tracą na tym podwójnie.
- Jedna rzecz to są kooperanci, których setki są ważnymi dostawcami, współpracownikami, koncernu Volkswagena i innych koncernów europejskich - wskazał.
Po drugie, co może okazać się jeszcze bardziej bolesne, sytuacja w sektorze samochodów osobowych to tylko część znacznie szerszego zjawiska.
- Ta sama sytuacja już jest, albo za chwilę będzie również w sektorze produkcji autobusów, w sektorze produkcji tramwajów, taboru szynowego, pojazdów specjalistycznych, czyli w tych sektorach, w których Polska ma własnych czempionów - wyjaśnił.
Jak dodał są to firmy, które "mają znaczenie europejskie, albo nawet globalne".
- Także reakcja (Unii Europejskiej - red.) w tym momencie jest bardzo potrzebna i bardzo ważna, żeby stawić opór temu chińskiemu szokowi 2.0 - zaznaczył.
Opóźniona reakcja Unii Europejskiej
Michałek przyznał, że w kwestii umacniania się Chin na rynku motoryzacyjnym, "Europa zdecydowanie długo była w letargu".
- Problemem jest duża swoboda w poszczególnych państwach i prowadzenie własnej polityki. To czasem ma plusy, czasem minusy. W tym przypadku była problemem dlatego, że było trudniej ustalić jedno stanowisko - powiedział.
Jak wytłumaczył, "w tej chwili widać, że wszystkie państwa w Europie, nawet te najbardziej prochińskie, zaczynają się przebudzać i orientować w sytuacji".
- Europa zaczyna działać - podkreślił.
Europa powinna wzorować się na Chinach
W opinii Michałka to, co "powinno się zrobić, to w największym uproszczeniu skopiowanie chińskich rozwiązań".
- Chiński rynek od zawsze, odkąd komuniści przejęli tam władzę, był dużo bardziej zamknięty niż unijny. Dużo trudniej jest tam wejść i robić biznes - powiedział.
Jak zaznaczył, to co będzie ratowało europejski przemysł, to "żebyśmy byli dalej w stanie kupować, nawet chińskie produkty".
- To jednocześnie może być wyrokiem dla chińskiego przemysłu, dlatego że (…) Chińczycy są dużo biedniejsi. Bardziej się bogacą (...), jednocześnie dużo mniej wydają - podkreślił.
Michałek stwierdził, że Chińczycy "mają fabryki rozgrzane do czerwoności, ale nie są w stanie tego sprzedawać u siebie".
- Są uzależnieni od sprzedaży przede wszystkim w Unii Europejskiej, bo jesteśmy jedynym tak dużym i tak otwartym dla nich rynkiem. Stany Zjednoczone już dawno się zamknęły, także jeżeli my zamkniemy naszą gospodarkę, przynajmniej częściowo, na chińskie produkty, uratujemy siebie - zaznaczył.
Udział chińskich producentów w polskim rynku motoryzacyjnym wzrósł w sierpniu do blisko 16 proc. W sumie, marki z Państwa Środka sprzedają w Polsce już prawie tyle samo aut co koncern Volkswagen i więcej niż Toyota.