"Chińskie fabryki rozgrzane do czerwoności". Co zrobi Europa?

Fabryka VW w Dreźnie
Ostre cięcia zatrudnienia w Volkswagenie
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Volkswagen AG
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Europejskie firmy motoryzacyjne zmagają się ze skutkami zalewu rynku Unii Europejskiej samochodami z Chin. - To, co powinniśmy zrobić, to w największym uproszczeniu kopiowanie chińskich rozwiązań - powiedział dziennikarz tvn24.pl Maciej Michałek w niedzielnym wydaniu programu "Wstajesz i Weekend".

Rada nadzorcza Volkswagena zatwierdziła w czwartek plan transformacji, który zakłada kolejne cięcia załogi. Pracę ma stracić 50 tysięcy osób. Jako powody redukcji gigant wskazuje cła, nadwyżkę mocy produkcyjnych i konkurencję ze strony chińskich rywali.

Zwolnienia mają miejsce jednak również w innych firmach, również polskich.

Zagrożenie dla polskich firm

Jak zwrócił uwagę Michałek, polskie podmioty tracą na tym podwójnie.

- Jedna rzecz to są kooperanci, których setki są ważnymi dostawcami, współpracownikami, koncernu Volkswagena i innych koncernów europejskich - wskazał.

Po drugie, co może okazać się jeszcze bardziej bolesne, sytuacja w sektorze samochodów osobowych to tylko część znacznie szerszego zjawiska.

- Ta sama sytuacja już jest, albo za chwilę będzie również w sektorze produkcji autobusów, w sektorze produkcji tramwajów, taboru szynowego, pojazdów specjalistycznych, czyli w tych sektorach, w których Polska ma własnych czempionów - wyjaśnił.

Jak dodał są to firmy, które "mają znaczenie europejskie, albo nawet globalne".

- Także reakcja (Unii Europejskiej - red.) w tym momencie jest bardzo potrzebna i bardzo ważna, żeby stawić opór temu chińskiemu szokowi 2.0 - zaznaczył.

Opóźniona reakcja Unii Europejskiej

Michałek przyznał, że w kwestii umacniania się Chin na rynku motoryzacyjnym, "Europa zdecydowanie długo była w letargu".

- Problemem jest duża swoboda w poszczególnych państwach i prowadzenie własnej polityki. To czasem ma plusy, czasem minusy. W tym przypadku była problemem dlatego, że było trudniej ustalić jedno stanowisko - powiedział.

Jak wytłumaczył, "w tej chwili widać, że wszystkie państwa w Europie, nawet te najbardziej prochińskie, zaczynają się przebudzać i orientować w sytuacji".

- Europa zaczyna działać - podkreślił.

Europa długo nie podejmowała działań wobec nadmiernego importu samochodów z Chin.
Europa długo nie podejmowała działań wobec nadmiernego importu samochodów z Chin.
Źródło zdjęcia: Vladimir Tretyakov / Shutterstock

Europa powinna wzorować się na Chinach

W opinii Michałka to, co "powinno się zrobić, to w największym uproszczeniu skopiowanie chińskich rozwiązań".

- Chiński rynek od zawsze, odkąd komuniści przejęli tam władzę, był dużo bardziej zamknięty niż unijny. Dużo trudniej jest tam wejść i robić biznes - powiedział.

Jak zaznaczył, to co będzie ratowało europejski przemysł, to "żebyśmy byli dalej w stanie kupować, nawet chińskie produkty".

- To jednocześnie może być wyrokiem dla chińskiego przemysłu, dlatego że (…) Chińczycy są dużo biedniejsi. Bardziej się bogacą (...), jednocześnie dużo mniej wydają - podkreślił.

Michałek stwierdził, że Chińczycy "mają fabryki rozgrzane do czerwoności, ale nie są w stanie tego sprzedawać u siebie".

- Są uzależnieni od sprzedaży przede wszystkim w Unii Europejskiej, bo jesteśmy jedynym tak dużym i tak otwartym dla nich rynkiem. Stany Zjednoczone już dawno się zamknęły, także jeżeli my zamkniemy naszą gospodarkę, przynajmniej częściowo, na chińskie produkty, uratujemy siebie - zaznaczył.

Udział chińskich producentów w polskim rynku motoryzacyjnym wzrósł w sierpniu do blisko 16 proc. W sumie, marki z Państwa Środka sprzedają w Polsce już prawie tyle samo aut co koncern Volkswagen i więcej niż Toyota.

Źródło: TVN24
Zobacz także: