Debiut Polaków w piłkarskich mistrzostwach Europy to dla wielu rodaków wielkie sportowe święto. Każdy kibic chce uczcić ten dzień w szczególny sposób. Także warszawscy motorniczy chcieli świętować pierwszy występ naszej reprezentacji na EURO 2008 i ubrali się do pracy wyjątkowo.
- Ja miałam kapelusz i małą flagę, która nikomu nie przeszkadzała - mówi Elżbieta, motorniczy z Warszawy. Między innymi dzięki jej nietypowemu wyglądowi atmosfera w niedzielne popołudnie i wieczór była w tramwaju ponoć pyszna. Ale zanim w Austrii na polskich piłkarzy posypały się piłkarskie ciosy, na warszawskich motorniczych spłynął zimny prysznic od nadzoru ruchu. - Ekspedytorka kazała mi na pętli zwinąć te gadżety. To nie są gadżety to barwy narodowe! - oburza się inny motorniczy, Maciej, posiadacz biało-czerwonego kapelusza. Wtóruje mu Czesław: - To jakby kazali mi oddać dowód osobisty. Zabronili mi być Polakiem. I dodaje: Nie zdejmę szalika z szyi.
ZTM nie kibicuje?
Uzasadnienie służbowego polecenia było proste: - Samowolnie, bez uzgodnienia z nami, wywiesili flagi, chorągiewki - uzasadnił Igor Krajanow, rzecznik Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie.
A i tak od wczoraj trwa debata, czy w kabinie motorniczy ma prawo manifestować polską dumę.
Zdaniem rzecznika, "polskość w kabinie jak najbardziej, ale dyskretnie, bez zbędnej manifestacji. - Chodzi o to, żeby komunikacja działała bez szumu - przekonuje Krajanow.
Kolejne starcie na flagi już w czwartek przed meczem z Austrią.