Bolało, ale się opłacało. Rzuciła się po złoty medal

To był najbardziej spektakularny i zarazem skuteczny finisz w Rio de Janeiro. Shaunae Miller po złoto na 400 m sięgnęła rzutem na taśmę. I to dosłownie.

Tak się przechodzi do historii. Mistrzostwo olimpijskie po fenomenalnej walce, gdy o wszystkim decyduje czubek nosa. Faworytką finału była Allyson Felix. Amerykanka to czterokrotna złota medalistka olimpijska, mistrzyni świata na tym dystansie z Pekinu sprzed roku, zresztą to ośmiokrotna złota medalistka mistrzostw globu (na 200 i 400 metrów oraz w sztafecie).

Desperacki krok czy przypadek

I Felix była blisko kolejnego najcenniejszego w sporcie krążka. Na ostatnich metrach była druga, ale doganiała prowadzącą i wyraźnie słabnącą Miller. Kilka kroków przed metą panie były już na równi. Tyle że wtedy tracąca - zdawało się - pozycję liderki zawodniczka z Bahamów zdecydowała się na desperacki krok.

Wyciągnęła się jak struna i padła na bieżnię. Bolało, ale jaka była radość. Fotokomórka rozstrzygnęła, że to "nurkująca" lekkoatletka jako pierwsza przekroczyła metę. Pytanie, czy to było zamierzone, czy więcej w tym przypadku.

Michael Johnson, legenda bieżni, twierdzi, że to drugie. - Ona ratowała się przed upadkiem. Sprinterzy wiedzą, że najszybszym sposobem na finisz jest przechylenie głowy we właściwym momencie. Uwierzcie mi - przyznał multimedalista igrzysk i mistrzostw świata.

Jak widać na załączonym obrazku, biegaczka z Bahamów wygrała o włos. Z czasem 49,44 s. Druga Felix wpadła na metę z 49,51 s. Brązowy medal dla Jamajki Shericki Jackson (49,85 s).

Autor: twis / Źródło: sport.tvn24.pl

Czytaj także: