Premium

Zoonozy. Zemsta matki natury czy samobójstwo ludzkości?

Wszystko wskazuje na to, że koronawirus zaczął się tam, gdzie większość epidemii: w ciele zwierzęcia. Jednak to ludzie sprowadzili na siebie śmiertelne zagrożenie. Pandemia COVID-19 to zapewne kolejna lekcja pokory od matki natury. Jeśli ludzkość nie wyciągnie z niej wniosków, historia może się powtórzyć. Szacuje się bowiem, że w świecie zwierząt istnieje blisko 1,7 miliona niezidentyfikowanych wirusów, które potencjalnie, pewnego dnia, mogą przenieść się na człowieka.

Pierwsze, co uderza, to smród. Zwalająca z nóg mieszanina zapachu ryb, odchodów, krwi, potu, wrzącego tłuszczu i nagrzanego słońcem surowego mięsa. Potem dociera poczucie klaustrofobicznej ciasnoty. Boks przy boksie, wąskie korytarze wypełnione przepychającymi się ludźmi, porozstawiane, gdzie tylko się da plastikowe pudełka z rybami i wężami, “skaczące” foliowe wory, z których próbują wydostać się żaby. I to, czego jest najwięcej - stosy klatek. Zza metalowych krat wystają utaplane we krwi łapy, pyszczki, ogony.

Do tego dochodzą dźwięki. Wydobywają się ze stalowych skrzynek, w których ściśnięte są żywe zwierzęta - kurczaki, nietoperze, wiwery, szczury, piżmaki. Paniczny skowyt wydają z siebie tylko te, które jeszcze mają siłę. Może wołają o pomoc albo błagają o litość? Reszta już tylko obojętnie spogląda na pogryzionych i oblepionych kałem współwięźniów. Wszystkiemu rytm nadaje nieustające uderzanie tasaków znad brunatnej posadzki. Czy to jej faktyczny kolor, czy efekt zmieszania zwierzęcych wnętrzności z błotem? Odpowiedź zawiera się w nazwie tego miejsca. Witamy na "mokrym targu".

Czytaj bez ograniczeń!

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu oraz do reszty treści specjalnych!

Nie masz konta?