Zalała internet. Powiewała na tle płomieni trawiących budynki rządowe. Widniała na transparentach i koszulkach milionów ludzi. Była obecna wszędzie tam, gdzie młode pokolenie ścierało się ze starym porządkiem. Czarna flaga z piracką czaszką w słomkowym kapeluszu i dwoma skrzyżowanymi piszczelami, pochodząca ze słynnej japońskiej mangi "One Piece", stała się nowym, globalnym symbolem buntu.
Maj 1968, plac Tiananmen w 1989 roku, Arabska Wiosna. Młodzi zawsze byli siłą napędową zmian. Walczyli o lepsze jutro, które należy przecież do nich. W tym roku usłyszeliśmy głośno i wyraźnie krzyk pokolenia Z - dzieci przełomu wieków. Dobiegał z Globalnego Południa: Indonezja, Nepal, Madagaskar, Kenia, Maroko, Peru, Meksyk. Młodzi wkroczyli na scenę z impetem i ogniem, wyrywając z marazmu zdyskredytowane klasy polityczne.
Choć każdy z tych protestów wybuchał w ramach swoistego narodowego kontekstu, miały wiele podobieństw. Były oddolne, spontaniczne i pozbawione przywódców. Na ulice wyszli raczkujący rewolucjoniści i jednocześnie weterani mediów społecznościowych. Nie mieli polityczno-ideologicznych powiązań. Wkurzało ich to samo: wszechobecna korupcja, rozpasanie elit, nieudolność instytucji publicznych, nierówności społeczne i brak perspektyw.
Można wskazać minimum trzy cechy wspólne: młodość, ambicje i niecierpliwość
- wymienia doktor Patryk Kugiel, główny analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych do spraw Indii i Azji Południowej. Zwraca uwagę, że wszędzie za protestami stali młodzi ludzie, którzy w tych krajach stanowią zdecydowaną większość społeczeństwa, rządzonego przez stare elity. - Te dwa światy nie znały się i nie umiały ze sobą rozmawiać - przyznaje.