Premium

Ksiądz odsunął folię i oniemiał. Kradzież, która wstrząsnęła Polską

Przesłuchali ponad 1100 podejrzanych, milicjanci zaglądali do wszelkich melin. Ale sprawę pozwolił rozwikłać jeden telefon. Od mężczyzny, który twierdził, że widział aniołki w garażu. 35 lat temu doszło do kradzieży, która wstrząsnęła Polską i zmobilizowała do pracy wszystkie służby PRL.

Gniezno, 20 marca 1986 r., po godz. 7

Był czwartek. Ksiądz Zenon Willa wszedł do zakrystii, przebrał się w szaty liturgiczne, po czym wszedł do gnieźnieńskiej katedry, by odprawić poranną mszę świętą. W kościele trwał remont – dookoła rozstawione były rusztowania, porozkładane narzędzia, porozciągane folie. Wszędzie zalegał kurz.

Nabożeństwo nie trwało długo. Po jego zakończeniu proboszcz podszedł do folii rozciągniętej nad sarkofagiem świętego Wojciecha. Nie wiadomo, co dokładnie przyciągnęło jego uwagę. Odsłonił folię i oniemiał.

Gdańsk, 19 marca 1986 r., około godz. 19

Na dworzec kolejowy w Gdańsku-Oliwie wjechał pociąg w kierunku Poznania. Do środka weszła trójka mężczyzn. Mieli ze sobą dwie podróżne torby: niebieską i czerwono-białą. Dwaj z nich zwracali uwagę innych swoim podobieństwem – byli jak dwie krople wody, od razu widać było, że to bliźniacy. Cała trójka usiadła w przedziale, a pociąg ruszył. Wysiedli, po sześciu godzinach jazdy, w Gnieźnie. Uwagę innych podróżujących przed ich wyjściem mógł zwrócić metaliczny brzdęk pochodzący ze ściąganych toreb.

Gniezno, 20 marca, godz. 7:40

Telefon na biurku dyżurnego komendy milicji w Gnieźnie zaczął dzwonić. Funkcjonariusz podniósł słuchawkę. Usłyszał rozemocjonowany głos mężczyzny, który przedstawił się jako proboszcz katedry. Zgłaszał zuchwałą kradzież – nieznani sprawcy okradli sarkofag świętego Wojciecha, wyrwali srebrną figurę świętego, poodrywali ozdobne anioły i orły.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo