Wybuch paczki w Siecieborzycach. Szwagier rannej kobiety o zdarzeniu i o stanie zdrowia 31-latki

Do wybuchu doszło w domu jednorodzinnym w Siecieborzycach
Wybuch pakunku w Siecieborzycach, dwoje dzieci i matka w szpitalu. Policja o pierwszych ustaleniach (19.12.2022)
Źródło: TVN24

Kiedy to się stało, rozpacz odłożyliśmy na bok, zaczęliśmy działać. Odcięliśmy się od myśli, kto mógł być sprawcą. Zostawiliśmy to policji, choć mamy swoje podejrzenia - przekazał Marcin Banaszkiewicz, szwagier kobiety rannej w wyniku wybuchu paczki w lubuskich Siecieborzycach. W rozmowie z Polską Agencją Prasową opowiedział o szczegółach zdarzenia i o stanie zdrowia 31-latki oraz jej dzieci. 

Marcin Banaszkiewicz, szwagier kobiety rannej w wyniku wybuchu paczki w lubuskich Siecieborzycach, powiedział, że 31-letnia Urszula przeszła już trzy poważne operacje. - W dniu zdarzenia, 19 grudnia, podczas trwającego prawie 10 godzin zabiegu, amputowano jej prawą dłoń, łatano lewą rękę i ratowano rozerwane narządy brzucha, ponieważ paczka wybuchła na tej wysokości. Kolejne dwie operacje oczu i miednicy polegały na wyjęciu odłamków, które w ilości kilkudziesięciu sztuk przekazano policji – opowiadał w rozmowie z PAP.

Po operacji oczu pokrzywdzona kobieta widzi niewyraźne, zamglone obrazy. - Nie potrafi nam odpowiedzieć na pytanie, co tak naprawdę widzi – dodał mąż jej siostry.

"Odcięliśmy się od myśli, kto mógł być sprawcą"

31-latka ma dwóch braci i dwie siostry. - Kiedy to się stało, rozpacz odłożyliśmy na bok, zaczęliśmy działać. Odcięliśmy się od myśli, kto mógł być sprawcą. Zostawiliśmy to policji, choć mamy swoje podejrzenia. Moja żona, z którą przyjechaliśmy z Warszawy, zamieszkała w szpitalu przy siostrze. Jeden z braci krążył między szpitalem i sądem, załatwiał wszystkie dokumenty, żeby można było w imieniu Uli wykonać niezbędne czynności prawne. Pozostałe rodzeństwo zajęło się organizowaniem pomocy i remontem domu, żeby był gotowy na powrót dzieci ze szpitala. Udało się wyremontować kuchnię, która była najbardziej zniszczona - powiedział.

Do wybuchu doszło w domu jednorodzinnym w Siecieborzycach
Do wybuchu doszło w domu jednorodzinnym w Siecieborzycach
Źródło: TVN24

Urszula samotnie wychowuje dwoje dzieci, z zawodu jest nauczycielką wychowania przedszkolnego dla dzieci ze spektrum autyzmu. Pracuje w ośrodku w Żaganiu. W dniu wybuchu szykowała się do pracy. - Paczkę znalazła przed domem. Była wielkości 20 na 20 centymetrów w kształcie kuferka do kosmetyków. Otworzyła ją w kuchni na meblach. Nastąpił wybuch – zrelacjonował pan Marcin.

Najpierw zapytała o mamę i dzieci

Do pierwszej rozmowy pokrzywdzonej z członkami rodziny doszło 28 grudnia, 10 dni po wybuchu. - Najpierw zapytała o mamę i dzieci. Powiedziała, że bardzo je kocha - mówił szwagier pokrzywdzonej.

Przekazał, że dla kobiety prowadzona jest zbiórka pieniędzy. Jak wyjaśnił, środki zostaną przeznaczone na remont domu, opłacenie pomocy psychologicznej i rehabilitację.

Marcin Banaszkiewicz poinformował, że siedmioletnia córka kobiety odniosła obrażenia ręki i będzie wymagała rehabilitacji. 31-latka straciła prawą rękę. Nie wiadomo, czy lewa odzyska wszystkie funkcje.

Okolice miejsca wybuchu pakunku w Siecieborzycach
Okolice miejsca wybuchu pakunku w Siecieborzycach
Źródło: TVN24

- Lekarze uratowali dłoń, ale będzie potrzebna pomoc do przywrócenia jej motoryki. To będzie wymagało długiej i kosztownej rehabilitacji. W przyszłości, jak pozwolą na to środki, trzeba będzie też pomyśleć o zakupie protezy prawej dłoni - wskazał.

W szpitalu nadal przebywa córka Urszuli, z którą w jednym pokoju przebywa siostra pokrzywdzonej. 2,5-roczny syn oraz babcia wrócili już do domu.

Wybuch paczki w Siecieborzycach

Do tragedii doszło 19 grudnia rano we wsi Siecieborzyce, w pow. żagańskim. Przed domem, w którym 31-latka mieszka z dwójką dzieci i swoimi rodzicami, ktoś zostawił pakunek. Prawdopodobnie ktoś z domowników zabrał paczkę do środka.

Do silnej eksplozji doszło najprawdopodobniej w momencie, kiedy 31-latka w kuchni otwierała paczkę. W pomieszczeniu były także jej dzieci, najbliżej córka. W domu w tym czasie przebywali rodzice kobiety, którzy nie zostali pokrzywdzeni na skutek wybuchu.

Ranna kobieta została zabrana do szpitala w Zielonej Górze przez śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i od razu trafiła na salę operacyjną. Jej dzieci do tego samego szpitala przewieziono karetkami. Lekarze musieli także je operować.

Na miejscu wybuchu przez wiele godzin były prowadzone oględziny i inne czynności procesowe, m.in. z udziałem techników kryminalistyki, pirotechników oraz prokuratora. Śledczy pracowali zarówno w domu, w którym doszło do eksplozji, jak i sprawdzili pobliską okolicę. Teraz trwa analiza zebranych śladów i informacji.

27 grudnia prokurator przyznała, że śledczy mają nadzieję na przełom w sprawie wybuchu w Siecieborzycach w ciągu najbliższych tygodni.

TVN24 HD
Dowiedz się więcej:

TVN24 HD

Czytaj także: