Przed Sądem Okręgowym w Poznaniu zaczął się kolejny proces Serhija T., oskarżonego o potrójne zabójstwo w Puszczykowie.
T. brutalnie zabił swoją żonę, a potem dwie małe córki. 42-latek chciał uciec, ale ostatecznie sam oddał się w ręce policji. Oskarżony miał problemy z hazardem i długi, a żona o to pretensje. Jak to określił w śledztwie, "chciał pozbyć się problemu".
Podczas rozprawy, Serhij T. nie podtrzymał swoich dotychczasowych zeznań. Nie tłumaczył również, co przyczyniło się do zmiany jego stanowiska. Na sali sądowej odtworzono również filmy z eksperymentu procesowego z udziałem oskarżonego. Na nagraniach widać jak T. pokazywał, jak wyglądał dzień, w którym miał zabić żonę oraz dzieci. Dziś wszystkiego się wyparł.
- Fakty mieszały się z pewnymi zdarzeniami nieprawdziwymi, czyli przebieg dnia mógł być prawdziwy, ale sam sposób zabójstwa on opisywał w sposób diametralnie różny od tego, co ustalili biegli. To też pokazuje, że on wiedzy na temat tego, jak przebiegało zabójstwo, nie miał. Mógł się domyślać, jak to wygląda. Nie wiem, jak było naprawdę - przekonywał mecenas Jacek Bigajczyk, obrońca.
Dopóki posiedzenie trwało, media nie mogły informować o jego przebiegu.
Skazany na dożywocie
W pierwszej instancji proces również ruszył przed poznańskim sądem okręgowym. Było to 21 maja 2024 r. W marcu 2025 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał Serhija T. na dożywocie. Apelacje od tego wyroku skierowała prokuratura, a także obrońca, który wskazał m.in. na udział w składzie sądu I instancji tzw. neosędziego. Wyrok wydał sędzia Daniel Jurkiewicz, były prezes Sądu Okręgowego w Poznaniu i "neosędzia". Pod koniec października 2025r. sprawę rozpoznał Sąd Apelacyjny w Poznaniu i ograniczył rozpoznanie wyłącznie do tzw. bezwzględnej przesłanki odwoławczej, czyli udziału w składzie sędziego Jurkiewicza. Po naradzie sąd uchylił wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.
Sąd nie chciał, ale musiał, bo zarzut był "w pełni trafny"
Uzasadniając wyrok sądu apelacyjnego, przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Henryk Komisarski podkreślił, że zarzut dotyczący nieodpowiedniej obsady sądu "jest w pełni trafny". Zaznaczył jednak, że sąd " z wielkim ubolewaniem i żalem stwierdza, że w tak poważnej sprawie, gdzie doszło do zabójstwa trzech osób, sąd apelacyjny jest zmuszony uchylić zaskarżony wyrok, czego nie chciałby absolutnie czynić". - Mamy jednak do czynienia z bezwzględną przyczyną odwoławczą, nienależytym składem sądu i sąd apelacyjny nie miał wyboru, musiał taką decyzję podjąć, niestety. Rzecz w tym, że sędzia Daniel Jurkiewicz uzyskał nominację do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Okręgowego w Poznaniu na wniosek KRS, która w przekonaniu sądu apelacyjnego ukształtowana jest, w części tak zwanej sędziowskiej, niezgodnie z Konstytucją - podkreślił sędzia.
Dodał, że oczywiście "nie każdy sędzia powołany przez prezydenta RP do pełnienia urzędu sędziowskiego w różnych sądach na wniosek KRS ukształtowanej w taki sposób od 8 grudnia 2017 roku jest sędzią, którego udział w danym składzie skutkuje uznaniem nienależnej obsady i bezwzględnej przyczyny odwoławczej - tak nie jest". Po tym rozstrzygnięciu sędzia Komisarski stał się obiektem ataku niektórych mediów i obraźliwych wypowiedzi niektórych polityków.
Autorka/Autor: aa/ tam
Źródło: PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: PAP