- "Mewa", powtarzam "mewa".
- "Dąb" Kochanowskiego.
- "Brzeg" Dąbrowskiego.
- Zrozumiałem.
Tak mogłaby wyglądać rozmowa żołnierzy w mieście z dowództwem, gdyby powtórzyły się wydarzenia, jakie miały miejsce w czerwcu 1956 roku w Poznaniu.
"Mewa" to prośba o meldunek z miejsca operacji. "Dąb" - informacja o tym, że "prowokatorzy" zgromadzili się na ulicy - po haśle należy podać jej nazwę. "Brzeg" oznaczał rozkaz przerzucenia grupy manewrowej.
"Sygnały współdziałania na wypadek zajść prowokacyjnych" opracowano 26 września 1956 roku, niespełna trzy miesiące po wydarzeniach Poznańskiego Czerwca 1956 r. To szyfrowane hasła, poprzez których podanie w wewnętrznej korespondencji wysyłano sygnały m.in. do rzucania w tłum granatów łzawiących czy o tym, że "prowokatorzy" otworzyli ogień.
Komuniści bali się powtórki wydarzeń z czerwca 1956 roku. Dlatego przygotowywano scenariusze reakcji. Opracował je Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Miny przeciwko manifestantom
Do dokumentów dotarł Krzysztof Kłoskowski ze Stowarzyszenia Kernwerk, które opiekuje się Fortem Va w Poznaniu.
- KBW zajmowało po II wojnie światowej nasz fort. Szukając informacji na temat Fortu Va, równolegle przeglądałem losowe dokumenty. Natrafiłem właśnie na dokumenty dotyczące Poznańskiego Czerwca 1956 roku plany interwencji z jesieni 1956 roku na wypadek powtórki - mówi.
W 1956 roku na terenie Fortu Va znajdowały się magazyny amunicji. Magazyn oznaczony był jako "Magazyn Golęcin 2".
- Z akt dowiadujemy się, że podczas wydarzeń Poznańskiego Czerwca '56 o godzinie 16.30 dowódca 10 pułku KBW wysłał tu saperów, którzy utworzyli bojowe pole minowe "na kierunkach zagrożonych przez bojówkarzy", jak nazywano manifestantów - mówi.
Z dokumentów wynika też, że początkowo do stłumenia zrywu wysłano 6 z 10 czołgów T-34. - Były one wysłane bez wsparcia piechoty - mówi Kłoskowski.
Poznański Czerwiec 2.0
Po wydarzeniach Poznańskiego Czerwca 1956 r. KBW przygotowywało scenariusz działań na wypadek powtórki.
W całym mieście wyznaczone były 24 punkty strategiczne, których należało bronić. To miejsca, w których 28 czerwca zebrali się manifestujący, jak Wojewódzki Urząd ds. Bezpieczeństwa przy ulicy Kochanowskiego, gdzie otworzono ogień do manifestujących, czy Zamek, w którym znajdowała się siedziba Wojewódzkiej Rady Narodowej, magazyny wojskowe, najważniejsze zakłady pracy i miejsca o znaczeniu strategicznym jak elektrownia czy wodociągi.
17 lipca 1956 roku zatwierdzone zostały strategie działań w konkretnych miejscach w mieście. Trzynaście mapek, które pokazuje nam Kłoskowski pokazuje plan działania grup manewrowych.
- Dopiero wtedy przygotowano plany, w jakim szyku wjeżdżać w tłum, żeby go rozpędzić - mówi.
I tak np. na Starym Rynku według pierwszego planu dwa oddziały miały wjechać od strony ulic Paderewskiego i Wodnej. Na każdy składać się miały znajdujace się po bokach na samochodach drużyny pancerne, dwa samochody z plandeką na środku, a przed nimi samochód-sikawka. Drugi plan zakładał wjazd jednego oddziału od strony Paderewskiego.
Podobne opracowania przygotowano dla Rynku Jeżyckiego, Rynku Wildeckiego, ulicy Kochanowskiego przy UB, ulicy Młyńskiej przy której znajduje się więzienie.
Z kolei we wrześniu 1956 roku opracowano wspomniane "Sygnały współdziałania na wypadek zajść prowokacyjnych".
KBW zniknęło, ale tylko w teorii
Wydarzenia podobne do tych z końca czerwca nie miały jednak miejsca. Choć były realne - w czerwcu 1957 roku nastroje w zakładach H. Cegielskiego, które wróciły do historycznej nazwy, tonował Władysław Gomułka.
- Zapytujecie mnie, w jaki sposób należy uczcić pamięć tych, którzy zginęli? Odpowiadam: w spokoju i powadze tak, jak czci się pamięć zmarłych w rodzinie. Wybierzcie delegacje i złóżcie na grobach wieńce żałobne. Na wszystkich grobach... W tym, co się stało w Poznaniu widziałem tylko tragedię zaszłą między braćmi, a nie walkę przeciwstawnych sobie sił... Zdarzają się nawet w rodzinach tragiczne wypadki - mówił 5 czerwca do kilkutysięcznej załogi.
Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego zlikwidowano w 1965 roku. - Całe KBW funkcjonowało tak naprawdę dalej, ale pod inną nazwą. W 1968 brali udział w interwencji w Czechosłowacji. Tam żołnierze z Poznania grozili bronią i byli gotowi zastrzelić Czechów, bo się bali, że Czesi chcą odrzucić im wodę, którą im podają. Z kolei w 1970 roku na Wybrzeżu dowódcą nocno-porannej służby wartowniczej, kiedy tłum napierał na bramę, był kapitan Gop z dawnego KBW. Tłum nie reagował na komendy rozejścia się i on wydał rozkaz oddania strzałów w ziemię. Był tam bruk, więc kule rykoszetem trafiły w ludzi... - mówi Kłoskowski.