Zatrzymania ws. "kantorowców". Jednego z najbardziej brutalnych gangów w historii

To jeden z najbardziej brutalnych gangów w historii Polski
To jeden z najbardziej brutalnych gangów w historii Polski
Źródło: CBŚP - policja.pl

Policjanci z CBŚP ujęli pięciu wspólników "gangu kantorowców", który przed laty dokonał serii morderstw właścicieli i pracowników kantorów. Przestępcy wpadli, choć zdążyli uwierzyć, że już nigdy nie odpowiedzą za swoje czyny – bo trzon gangu siedzi za kratkami od wielu lat.

Trzech przestępców, tworzących trzon jednego z najbardziej brutalnych gangów w historii Polski, surowe wyroki dożywocia usłyszało przed rokiem. Za kratkami znaleźli się już w 2007 roku – jednak policjanci i prokuratorzy nie przestali prześwietlać działalności ich grupy.

- Nowe dowody, które zdobyliśmy, pozwoliły na przedstawienie zarzutów rozbojów, kradzieży i innych przestępstw z lat 2002 do 2007. W ostatnim czasie zatrzymaliśmy pięć osób, trzy z nich trafiły do aresztów tymczasowych – mówi rzecznik CBŚ komisarz Agnieszka Hamelusz.

Morderca z plantacją truskawek

Grupa dowodzona przez hodowcę truskawek spod Kielc dosłownie sterroryzowała całe środowisko właścicieli kantorów. Od 2002 do 2007 roku dokonali pięciu napadów – wszystkie z użyciem broni automatycznej. Pięć osób przepłaciło to życiem, choć dwa razy przestępcy nawet nie zabrali ze sobą utargu.

Grupa terroryzowała środowisko właścicieli kantorów
Grupa terroryzowała środowisko właścicieli kantorów
Źródło: CBŚP- policja.pl

Po ostatnim ich napadzie i podwójnym morderstwie komendant główny stworzył specjalną grupę śledczą, która miała za zadanie wytropić sprawców. Na jej czele stanął jeden z najzdolniejszych oficerów policji inspektor Zbigniew Stawarz. Wraz ze swoimi funkcjonariuszami dowiódł, że napady w Kraśniku, Tarnowie, Piotrkowie Trybunalskim i Sosnowcu są dziełem tych samych sprawców. Znaleźli również błąd w rozumowaniu Tadeusza G., który żelazną ręką dowodził grupą.

- Atakowali tylko o zmroku, by ofiarom i świadkom – jeśli przeżyją – trudniej było zapamiętać jakiś szczegół. Po każdym skoku przerabiali swoją broń, by lepiej zatrzeć ślady. Bo, że będą strzelać, wiedzieli wcześniej, choć w żadnym przypadku nie było to konieczne – wyjaśnia jeden z oficerów, który pracował przy tej sprawie.

Stawarz ze swoimi współpracownikami przeanalizowali dokładnie dane z telefonów komórkowych, które logował się w miejscach napadów. Jakiś szczegół – być może jeden niewyłączony telefon – doprowadził śledczych do trójki sprawców, którzy już w 2007 roku trafili za kratki. Dowody zebrane przez policjantów, pod nadzorem krakowskich prokuratorów były tak mocne, że za kratkami są do dziś. Rok temu dwóch z nich usłyszało wyroki dożywocia a trzeci – Jacek P. w nagrodę za współpracę z policją – wyrok 15 lat.

Po każdym skoku bandyci przerabiali swoją broń
Po każdym skoku bandyci przerabiali swoją broń
Źródło: CBŚP- policja.pl

Pięciu wspólników

Już po zatrzymaniu w 2007 roku policjanci analizowali aż 40 zabójstw z którymi "gang kantorowców" mógł mieć coś wspólnego.

SUPERWIZJER TVN: Bandyci spod Kielc winni ponad 40 morderstw?

Teraz, gdy śledczy z CBŚP zatrzymali pięć kolejnych osób, wiadomo, że wspólnie z trójką siedzącą za kratkami, dokonali jeszcze: napadów rabunkowych i włamań do sklepów, hurtowni, kolejnych dwóch napadów na kantory, napadu na kierowcę Tira i kradzieży samochodów.

- Planowane są kolejne zatrzymania – mówi tvn24.pl komisarz Agnieszka Hamelusz.

Tajemnica hodowcy

Gdy policjanci zatrzymali Tadeusza G., jego sąsiedzi byli w szoku. Dla nich był wzorowym sąsiadem, ojcem dwójki dzieci.

- To, że prowadził podwójne życie, zdarza się. Ale w sprawie były i poważniejsze tajemnice – mówi nam oficer komendy głównej.

Gdy trzon grupy wpadł, policjanci zaczęli analizować, z kim utrzymywali kontakty. Okazało się, że jeden z nich stale dzwoni do oficera ze świętokrzyskiego zarządu CBŚP. Połączeń było kilkaset – nawet tuż przed napadami i zaraz po.

Śledczy z CBŚ zatrzymali pięć kolejnych osób
Śledczy z CBŚ zatrzymali pięć kolejnych osób
Źródło: CBŚP- policja.pl

Minister spraw wewnętrznych zgodził się na odtajnienie materiałów operacyjnych dla prokuratorów, którzy badali naturę kontaktów policjanta z "kantorowcem".

- Było podejrzenie, że to policjant jest informatorem przestępcy a nie na odwrót. Że w jakiś sposób zapewnia bezpieczeństwo działania tym mordercom – mówi śledczy, który pracował nad sprawą.Dodatkowo obciążał policjanta fakt, że jego przełożeni nie znaleźli żadnej ważnej informacji, którą przez te kilkaset kontaktów przekazał "kantorowiec". Oficer stracił zaufanie przełożonych i skończył karierę, ale natura tych kontaktów nigdy nie została w pełni wyjaśniona.

Autor: Robert Zieliński (r.zielinski@tvn.pl) / kk / Źródło: tvn24.pl

Czytaj także: